Jeśli popatrzymy na historię dokonań Trybunału Stanu po 1989 r., to jest ona bardzo mizerna. W 1997 r. w sprawie Afery Alkoholowej przed TS stanęło 5 osób, w tym generał Czesław Kiszczak. 3 z nich zostały uniewinnione (w tym Kiszczak), a 2 skazane na utratę biernego prawa wyborczego przez 5 lat.

W 2006 r. sprawa Emila Wąsacza przed TS została umorzona ze względu na błędy proceduralne.

Patrząc na te "dokonania" można by przypuszczać, że Polska jest jednym z najbardziej praworządnych państw, gdzie nikt nie zasłużył na TS. Nic bardziej mylnego. Historia III RP to historia zdrajców i aferzystów. Opozycja, jaka by nie była, twierdzi zawsze, że jak dojdzie do władzy, to postawi poprzednie władze przed TS. Władza, jak obecnie PiS, straszy, że postawi swoich poprzedników przed TS. Na straszeniu się zawsze kończy. Dlaczego?

W istocie w niczym interesie (poza interesem zwykłych Polaków) nie jest to, aby przed TS toczyły się jakieś sprawy. W wyniku Okrągłego Stołu Polską od 1989 r. rządzą ci sami ludzie, którzy się zmieniają miejscami. Stąd, każda władza wie, że jeśli zacznie stawiać opozycję przed TS, to kiedyś ją to też spotka. Wynika to oczywiście i z tego, że każda władza po 1989 r. ma wiele za uszami.

Trwa jednak cichy kompromis i wszyscy politycy wiedzą, że nikt nie stanie przed TS.