Żołnierz, który w rzeczywistości był agentem Wojskowej Służby Wewnętrznej, a potem Wojskowych Służb Informacyjnych. Agent wojskowych służb specjalnych, który został przez wywiad skierowany do służby w policji. Wreszcie policjant, który został skierowany do głębokiego wniknięcia w środowiska przestępcze, by jako skorumpowany glina, rozpracowywać najbardziej niebezpiecznych gangsterów w kraju (na tyle głębokiego, by po zabójstwie jednego z nich związać się z jego żoną) - dokładnie tych samych gangsterów, którzy niejednokrotnie pracowali dla… jego przełożonych w służbach specjalnych.

Nieprawdopodobnie prawdziwa historia Jarosława Pieczonki, pseudonim „Miami” jest tak pełna dramatycznych zwrotów i upadków - ale także autentycznych nawróceń - że niektórym trudno będzie uwierzyć, że mogła wydarzyć się naprawdę. A jednak to fakty i tylko fakty, których wpływ na rzeczywistość przekracza wyobrażenie wielu z nas, a które żołnierz, agent, policjant i przyjaciel gangsterów w jednej osobie mógł obserwować z wyjątkowej perspektywy wszystkich tych ról, gdyż on sam i jego koledzy stali się częścią układu stworzonego przez ludzi na wysokich stołkach. Funkcjonowali w świecie, w którym pracowali i dla tych dobrych i dla tych złych – bo odróżnienie jednych od drugich graniczyło z nieprawdopodobieństwem i nic tu nie było tym, czym się wydawało. Teraz, po raz pierwszy, postanowili o tym opowiedzieć - do samego końca.

To opowieść o świecie wszechwładzy rządzących - świecie, w którym jeden z późniejszych premierów, Donald Tusk, godził się na sponsoring przedstawicieli wywiadu PRL, Niemców i przestępców. Świecie, w którym jego przyjaciel z tego samego ugrupowania - Jan Krzysztof Bielecki, jako premier, został twarzą firmy założonej przez hochsztaplerów, a w którą niedługo potem zainwestowała mafia po prostu. Świecie, w którym prezydent kraju reklamował wódkę człowieka uwikłanego w niebezpieczne związki, a inny sam te związki tworzył. To zarazem świat wykreowanych autorytetów, jak obecna prezydent Gdańska, i postaci tragicznych, jak jej nieszczęsny poprzednik, świat w którym bohaterowie Solidarności, ofiary dawnego reżimu, zawiązali przestępcze układy ze swoimi katami, a ludzie pozornie prawi i moralni – a nawet ludzie Kościoła - weszli w przestępcze związki z tym, którzy latami ich zwalczali. To wreszcie świat pseudo fachowców i celebrytów, którzy dla PR swojego filmu potrafią, jak Patryk Vega, mówić o nawróceniu, by potem skrycie szydzić z tych, którzy w to uwierzyli.

Jednym słowem – „Rozprawa”, to świat III RP, bez wstępów i upiększeń, świat który niczym w soczewce, pokazuje, dlaczego w „wolnej Polsce” sprawiedliwość jest martwa jak dinozaury, a wszystko wokół obliczone jest na mydlenie ludziom oczu i wygląda dokładnie tak, jak wygląda.

To starannie zweryfikowane informacje pokazujące prawdę o zdeprawowanych politykach i biznesmenach, skorumpowanych sędziach i policjantach, wylansowanych celebrytach i autorytetach moralnych, dla których w rzeczywistości liczą się tylko pieniądze i władza, cała reszta, to nieistotne szczegóły.

To szokujące, całkowicie nieznane opinii publicznej, fakty o układzie gdańskim i okolicznościach morderstwa, które wstrząsnęło krajem - historia niezwykła i niepokojąca obnażająca świat, w jakim żyjemy, w którym wszystko jest iluzją, a pokusy czają się wszędzie.

To historia jednego człowieka, jednego agenta i jednej firmy – ale tak naprawdę historia wielu ludzi, miasta i kraju…