Formuła programu „wyspa miłości” polegała na tym, że kilkoro młodych Polaków i Polek w wieku do 27 lat zostało wysłanych do Hiszpanii, gdzie na kilka tygodni zamieszkali w willi z basenem. Celem programu było teoretycznie stworzenie warunków do narodzenia się wielkiej miłości wśród uczestników. Para, która sprawia wrażenie, że tę miłość osiągnęła, miała wygrać 100 tys. złotych. Problem w tym, że twórcy programu wszystko zaplanowali tak, aby sprowadzić miłość do zwierzęcego pożądania.

Już na samym początku mężczyźni musieli wybrać sobie partnerki, z którymi od pierwszego dnia spali w jednym łóżku (wszyscy spali w jednym pokoju). Następnie pary brały udział w rozlicznych konkurencjach, które często polegały na dotykaniu się, całowaniu czy jak w jednym wypadku – na odtwarzaniu różnych póz seksualnych. W dodatku do domu wpuszczano kolejnych mężczyzn i kobiety, których celem było znalezienia sobie partnera wśród aktualnych par, co miało wzbudzić sceny zazdrości i podgrzać atmosferę. Stąd raz na jakiś czas dochodziło do ceremonii „przeparowania”, co prowadziło do tego, że w końcu każdy był z każdym.

W ramach nagrody para mogła znaleźć się w „kryjówce” – odosobnionym miejscu, gdzie mogła teoretycznie czuć się swobodnie i uprawiać seks (ale tam też były kamery). Niektóre pary uprawiały jednak seks przy innych uczestnikach we wspólnym pokoju.

Uczestnicy, chcąc uzyskać nagrodę główną, sprawiali wrażenie aktorów, odtwarzających swoje role. Pojawiły się zresztą doniesienia, że znali się już wcześniej, a cały program był reżyserowany.

Całość sprawiała wrażenie komunistycznego eksperymentu wspólnych domów, w których miało nie być rodzin, ale wszyscy mieli dzielić się wszystkim. I w jednym, i w drugim wypadku chodziło o eksperyment, w którym uczestnicy dali się sprowadzić do rzędu zwierząt doświadczalnych. Celem było jednak przede wszystkim promowanie rozwiązłości. Program się cieszył dużą popularnością, więc być może powróci za rok.