Dziś kultura, tak jak gospodarka, została zawłaszczona przez garstkę „bogów”, którzy wszystko wiedzą najlepiej, którzy decydują jaka ona ma być i kto ma ją tworzyć. Dziś kultura to przede wszystkim telewizja, radio i wielkonakładowe czasopisma. One ją tworzą, one lansują nazwiska, prądy, trendy, estetykę, wartości, światopoglądy, dogmaty, także religijne (oczywiście pogańskie).

Kultura stała się płaska, płytka, prymitywna, szablonowa – tandetna. Pluralizm stał się w niej tylko pustym hasłem. Tysiące ludzi nie ma szansy na to, by ją tworzyć czy współtworzyć. Gdyby dziś narodził się Mickiewicz, Kochanowski, Słowacki, Prus czy Sienkiewicz wydali by swoje utwory w tysiącu (no, powiedzmy trzech tysiącach) nakładu, ale nikt by tego nie zauważył. Książki poszłyby na przemiał, a panowie X i Y z telewizji czy jakiejś tam gazety dalej lansowaliby jakiegoś półgrafomana, który spełnia ich oczekiwania i wymogi tzw. politycznej poprawności.

Wnioski? Trzeba uciekać od tej totalitarnej kultury, od tych środków bogatych, które bogate są tylko formą i siłą zniewalania i powracać do tych środków ubogich (takich jak książka, teatr, wiersz, obraz), poprzez które nie tylko wyrazić można najbogatszą treść, ale również uratować wolność w kulturze, a poprzez nią wszystkich tych wielkich ludzi, którzy dziś żyją pośród nas nie otrzymując nawet cienia szansy na to, by móc, choćby szeptem coś do nas powiedzieć, by móc przekazać nam, choćby tylko okruch swojej wielkości.

Ilu Kossaków, Fałatów, Kasprowiczów, Asnyków, Sienkiewiczów, Wyspiańskich itp. itd. żyje pośród nas i, w najlepszym razie, dokonuje tylko korekty „dzieł” spłodzonych przez nijakich, schizofrenicznych ulubieńców dzisiejszych Neronów?