Najnowsze wydanie pracy Siedleckiej poszerzone jest o sześć nowych [...] rozdziałów: „Czarne słońce" i „Przepraszam za męża" o Katarzynie Herbertowej w roli żony i wdowy po Herbercie; „Sopot, Bieruta 8" o wielkiej pomocy udzielanej mu przez ukochaną kobietę i rodziców – o czym milczał , „podkręcając" swój mit samotnie zmagającego się z potworem komunizmu; „Odwoływać nie będziemy" – o skutkach „Hańby domowej", głośnego wywiadu Herberta z Jackiem Trznadlem o udziale polskich pisarzy w komunizmie; „Dosięgnie mnie ręka tych panów" o Panu Cogito w trybach bezpieki; „Przystań"- portret wymarzonego mieszkania Poety na ulicy Promenada, które okazało się nafaszerowaną podsłuchami pułapką, z sąsiadem – tajnym współpracownikiem".
 

Autorka pracy o Herbercie Joanna Siedlecka „zasłynęła głośnymi, wznawianymi reporterskimi książkami o pisarzach: „Jaśnie paniczem" o Witoldzie Gombrowiczu, „Mahatmą Witkacym" o Stanisławie Ignacym Witkiewiczu, „Czarnym ptasiorem" o Jerzym Kosińskim, dwoma tomami „Wypominków" o pisarzach przemilczanych. Jest też autorką trzech książek o ciemnym rewersie oficjalnego życia literackiego w PRL-u: „Obławy. Losy pisarzy represjonowanych", „Kryptonimu Liryka" i „Biografii odtajnionych"".
 

Jak informuje swoich czytelników Joanna Siedlecka teczkę Zbigniewa Herberta „dokładnie wyczyszczono i przeczesano, tak aby nie zostały ślady, kto na" niego donosił, kto go „prześladował i dyskredytował na Zachodzie". Według biografki „celem rozprawy z nim było przede wszystkim niszczenie go na Zachodzie, gdzie robił karierę sam, a nie z peerelowskiego nadania. Jego teczki są również wyraźnie „zczyszczone" i przetrzebione, jak na wieloletnie rozpracowywanie wcale nie największe – liczą „tylko" cztery tomy. A na przykład Marek Nowakowski ma ich aż piętnaście,

Antoni Słonimski – dwanaście, Melchior Wańkowicz – dziewięć".


Według Joanny Siedleckiej w teczkach Herberta uderza „niespotykany na ogół zupełny brak informacji o tym, kto na Herberta donosił. A bez TW, tajnych współpracowników, swego podstawowego narzędzia, SB obyć się nie mogła. Z akt Poety widać zresztą wyraźnie, że się nimi posługiwała. I to wyjątkowo sprawnymi, z najbliższego otoczenia".


Zdaniem Joanny Siedleckiej „SB próbowała konspirować i chronić swoich informatorów o Poecie.

Kogo i dlaczego? Postępowała tak jedynie wobec tych najcenniejszych, aby ich nie ujawnić i nie stracić. Zwracał na to uwagę dr Grzegorz Majchrzak, historyk z IPN-u, który badał akta Herberta. „Stosunkowo najmniej właśnie wiemy o wykorzystywaniu agentury w działaniach przeciw Poecie – pisał – z pewnością jednak starano się ją werbować spośród jego znajomych". [...] We wszystkich teczkach figurantów, tj. osób rozpracowywanych, zwracał uwagę Majchrzak, była rubryka ze spisem wykorzystywanych TW. U Herberta jest ona kompletnie pusta".


W opinii Joanny Siedleckiej „w aktach Herberta uderza również nieprawdopodobne wręcz zainteresowanie stanem jego zdrowia, zarówno psychicznego, jak i fizycznego, co było po prostu komunistyczną zbrodnią bez przedawnienia. Śledzono bowiem jego pobyty w klinikach psychiatrycznych, gdzie leczył depresje i alkoholowe uzależnienie, jak też w szpitalach". W raportach SB są szczegółowe informacje „o kuracjach Herberta w Polsce, [...] nazwiska jego lekarzy, ich rady, daty i częstotliwość udzielanych przepustek".

 

W opinii Joanny Siedleckiej „najwięcej informacji dostarczała SB korespondencja Katarzyny

Herbertowej, bardzo często wyjątkowo lekkomyślna i nieostrożna. Wiedziała przecież, że jej listy mogą być kontrolowane, a już zwłaszcza do osób znajdujących się pod lupą SB". Listy żony poety były bardzo szczegółowe.


Jak przypomina w swojej książce Joanna Siedleckia „informacje zbiera się po to, aby je wykorzystywać. Niewykluczone więc, że to właśnie bezpieka dolewała oliwy do ognia, rozsiewając zbierane skrupulatnie pogłoski o psychuszkach i chorobach swego figuranta. Robiła mu po prostu czarny PR, opinię niezrównoważonego psychicznie „oszołoma", co jej się niestety udało i pokutuje do dziś, służąc do tłumaczenia wielu „niesłusznych" sądów i wyborów Herberta".

 

Z pracy Joanny Siedleckiej czytelnicy dowiedzą się też, że „z bezpieczeństwa często delegowano do kultury, Luna Bristigerowa i Jacek Różański, sadystyczny dyrektor departamentu śledczego MSW, zostali przecież redaktorami PIW-u". Funkcjonariusze bezpieki kontrolowali też Związek Literatów Polskich, który decydował o życiu literackim w PRL, „o wyjazdach członków ZLP

za granicę, stypendiach, przekładach", o tym, kto będzie publikowany a kto nie. Warto o tym i dziś pamiętać, bo życie kulturalne w III RP zakorzenione jest w PRL, artyści, literaci i ludzie kultury, wyrastają z PRL, a ci młodzi zostali dokooptowani do parnasu przez tych starych z PRL, których koncesjonowali komuniści.

 

Herbert szkalowany był nie tylko w PRL, ale i w III RP po swojej śmierci. W tym kontekście Joanna Siedlecka wymienia artykułu Jakuba Urbańskiego we „Wprost", Wojciecha Karpińskiego w „Zeszytach Literackich", Joanny Szczęsnej i Anny Bikont w „Gazecie Wyborczej". Teksty te zapewne powstawały w związku z tym, że Herbert był zbyt prawicowy, konserwatywny i endecki. Nie bez znaczenia miała nienawiść, jaką Herberta darzył Czesław Miłosz.

 

Jan Bodakowski