Patti Gallagher Mansfield opisała szczegółowo, jak doszło do powstania Odnowy w Duchu Świętym, która zapoczątkowała charyzmatyzm wśród katolików. W swojej słynnej publikacji „Jakby Nowa Pięćdziesiątnica. Początki Katolickiej Odnowy Charyzmatycznej” zapisała, że wszystko zaczęło się na uniwersytecie Duquesne w Pittsburghu, gdzie dwóch wykładowców (teologii i historii) zafascynowało się tym, co działo się wśród zielonoświątkowców. Mając jednak pewne opory, żeby pójść wprost do ich zboru, umówili się na spotkanie modlitewne w domu pewnej kobiety, która była protestantką i była znana z nakładania rąk, co wiązać się miało z „chrztem w Duchu Świętym”[1].

Na tym spotkaniu, poza tymi dwoma wykładowcami, obecnych było jeszcze dwoje katolików. Wszyscy zażądali (tak o tym pisze Mansfield), żeby ochrzcić ich w Duchu. Pod wpływem modlitwy wstawienniczej zebranych tak też się stało. Następnie ci dwaj profesorowie przekazywali Ducha Świętego w katolickich grupach, które działały na Uniwersytecie Duquesne w Pittsburghu[2].

Z publikacje tej dowiadujemy się o kilku ważnych faktach.

Po pierwsze, „dary Ducha Świętego”, które ujawniły się w Odnowie, wzięły się wprost od zielonoświątkowców, którzy je przekazali katolikom. Tym samym mamy tutaj do czynienia z jakąś pseudosukcesją, która sięga początków XX w. i Charlesa Parhama, pastora metodystycznego, pierwszego, który rzekomo miał dostąpić wylania Ducha.

Po drugie, Patti Mansfield nie ukrywa, że Odnowa zawdzięcza bardzo wiele protestantom. Głosi wręcz absurdalną tezę, że Bóg wysłuchał modlitwy Leona XIII do Ducha Świętego, ale zadziałał wśród zielonoświątkowców, bo katolicy nie byli na to gotowi[3]. To samo zdanie powtórzył Marcin Zieliński, jeden z młodych liderów charyzmatycznych. Dzisiaj wielu członków Odnowy próbuje zresztą ukryć te ścisłe związki, bądź je bagatelizuje.

Po trzecie, katolicy z Duquesne, którzy tworzyli początki Odnowy i katolickiego Ruchu Charyzmatycznego, byli zafascynowani dwoma książkami autorów protestanckich: „Oni mówią innymi językami” Johna L. Sherrilla oraz „Krzyż i Sztylet”, także autorstwa Sherrilla, jego żony Elizabeth i Dawida Wilkersona. „Krzyż i sztylet” to dramatyczna historia Dawida Wilkersona, zielonoświątkowego kaznodziei z małego miasteczka, który ewangelizował gangi w Nowym Yorku. Jego pracy pomagać miała moc wyzwolona przez chrzest w Duchu Świętym[4]. Pierwszą książkę już omawiałem i zwracałem uwagę, że Sherrill nie ukrywa w niej, że zielonoświątkowcy od początku chcieli dokonać rewolucji i stworzyć chrześcijaństwo ponad podziałami (a więc masońskie ezoteryczne chrześcijaństwo przyszłości). Mimo to pobożnym katolikom z Pittsburgha to nie przeszkadzało (a może to ich właśnie inspirowało?).

Po czwarte o. Edward O’Connor CSC, pionier katolickiej Odnowy Charyzmatycznej, który uczestniczył w niej od samego początku, także podkreślał, że charyzmaty pojawiły się w XX w. najpierw u zielonoświątkowców. Zauważył także, że początkowo katoliccy biskupi i Paweł VI byli zaniepokojeni tym ruchem. Papieża przekonać miał kard. Suenens, który oskarżany był o przynależność do masonerii i który publicznie kontestował nauczanie zawarte w encyklice „Humanae vitae” (m.in. potępiającej antykoncepcję)[5].

Odnowa w Duchu Świętym stanowi początek i ważny element katolickiego ruchu charyzmatycznego, ale jednak jedynie element. Inni przedstawiciele tego ruchu, światowi i polscy, którzy nawet nie mają nic wspólnego z Odnową, także mówią o rewolucji w Kościele i nowym chrześcijaństwie.

 

Powyższy tekst jest fragmentem nowej książki Michała Krajskiego pt. "Rewolucja charyzmatyczna".

Dostępna jest na stronie wydawcy - Tutaj

 

 

 


[1] P. G. Mansfield, Jakby Nowa Pięćdziesiątnica. Początki Katolickiej Odnowy Charyzmatycznej, tł. M. Grodzka, Warszawa 2017, 45-52.

[2] Tamże, 52-63.

[3] Tamże, 39-41, 46.

[4] Tamże, 45-46.

[5] Tamże, 229-231.