Lewica żyje w urojonym świecie, normalnym ludziom trudno uwierzyć w jak bardzo urojonym. Przykładem lewicowych urojeń jest teza o tym, że Marsz Niepodległości, impreza stworzona przez narodowców, to według lewicy wspólne dzieło PiS, Konfederacji i nazistów (oraz jak można podejrzewać to pewnie i mitycznych księży pedofilów), a Jarosław Kaczyński tak podzielił scenę polityczną by na prawo od PiS była Konfederacja i nowa partia ''faszystów i nazistów''.

Na portalu „Krytyka Polityczna” ukazał się artykuł „Co z tym marszem?” autorstwa Przemysława Witkowskiego. Zdaniem lewicowego portalu polskimi patriotami (których można zobaczyć na Marszu Niepodległości) sterują „aparaty ideologicznie, umiejące wypuścić mocny, jednolity przekaz, a także struktury, potrafiące zmienić i utrzymać nowy kierunek marszu”.

Każdy, kto zna sytuację wewnętrzną na polskiej prawicy, czytając lewicowe urojenia, zastanawia się, gdzie są owe prawicowe „aparaty ideologiczne” oraz „struktury”, bo realnie ich nie ma, chociaż dobrze byłoby, gdyby były.

Lewicowy publicysta uznaje, że „niezależnie od tego, że w marszu niepodległości bierze udział wiele organizacji, partii i stowarzyszeń, da się jego ideologicznie uformowanych uczestników podzielić na trzy główne bloki. To one tworzą silnik tej manifestacji. Są to konserwatywno-nacjonalistyczne Prawo i Sprawiedliwość, nacjonalistyczno-libertariańska Konfederacja i podzieleni na wiele podmiotów narodowi socjaliści/faszyści”.

Absurdalność urojeń lewicy jest gigantyczna. Realnie w marszu nie ma ani przedstawicieli Prawa i Sprawiedliwości, nie widać też libertariańskiej części Konfederacji od Korwina, a ekstremistyczne centrum orbitujące w pobliżu idei nazistowskich czy faszystowskich jest po pierwsze nieliczne (to kilkadziesiąt osób w skali Polski) a po drugie nie bierze udziału w Marszu Niepodległości, uznając go za imprezę zbyt liberalną.

Fakty jednak nie mają dla lewicy znaczenia. Według lewicy „z PiS kluczowa dla marszu jest prawica pisowska, czyli »partia Radia Maryja« (grupa wokół Antoniego Macierewicza) i Solidarna Polska (ludzie Zbigniewa Ziobry)”.

Przykładem PiS-owskiej obecności na 250.000 Marszu Niepodległości ma być rzekomo obecność na Marszu polityków Solidarnej Polski (Dariusza Mateckiego, Jerzego Czerwińskiego, Tadeusza Dziuby, Mieczysława Golby), oraz polityków zawiązanych z PiS (Jana Żaryna, Sylwestra Chruszcza, Adama Andruszkiewicza i Tomasza Rzymkowskiego).

W ramach lewicowej pogardy dla logiki w artykule na lewicowym portalu, głoszącym, że PiS jest siłą napędową Marszu Niepodległości, można równocześnie przeczytać, że „Macierewicza nacjonaliści nie lubią [...]. Na ojca Rydzyka są już mocno obrażeni za popierania PiS [...], a byłych kolegów uważają za zdrajców, oportunistów i karierowiczów. Nacjonaliści uważają rządzącą partię za niewiarygodną w kwestiach aborcji (której nadal nie zakazała) i gejów i lesbijek (których parad nie rozpędziła). Dodatkowo przeszkadza im proamerykańskość PiS, a co za tym idzie proizraelskość, obecność w rządowych mediach Jonnego Danielsa i ugodowe stanowisko polityków partii Kaczyńskiego w sprawie amerykańskiej uchwały 447 (wspierającej dążenia organizacji żydowskich w próbach odzyskania tzw. mienia bezspadkowego od Polski i Polaków)”.

Zgodnie z lewicową wspak logiką, w artykule o tym, że PiS rzekomo steruje Marszem Niepodległości, można przeczytać, że „nie zapowiada się, żeby prezydent Andrzej Duda czy premier Mateusz Morawiecki zamierzali przejść z marszem ulice Warszawy. Wybory za nami, PiS może sobie spokojnie odpuścić ultraprawicę. Jej głosy będą potrzebne dopiero za dwa lata”.

Publicysta lewicowego portalu po tym, jak udowodniła absurdalność własnej teorii o tym, że PiS steruje, razem z Konfederacją i nazistami, Marszem Niepodległości, opisał podziały w Konfederacji i oraz nienawiść ekstremistycznego centrum (''faszystów i nazistów'') wobec organizatorów Marszu – co jest kolejnym zaprzeczeniem własnych założeń przez lewicowego publicysty (bo jak ''faszyści i naziści'' mają oddziaływać na Marsz, od którego się odcinają). Z artykułu można się dowiedzieć też, że Jacek Międlar we Wrocławiu ''ukradł'' ekstremistom ich wrocławski marsz i przestali oni przyjeżdżać do Wrocławia.

W swoim artykule lewicowy publicysta, zapewne nieumiejący dostrzec logicznej sprzeczności między swoimi teoriami, zaprzecza też swojej tezie o ekstremistycznym charakterze Marszu, twierdząc, że konfederaci zaczęli „zapewniać o swojej niechęci do faszyzmu, a tym bardziej nazizmu czy rasizmu. Skutecznie – aktualnie pięciu z nich to już posłowie, a resztą liderów Ruchu Narodowego to ci, którzy już dawno umiejętnie przeszli z harringtonek i fleyerów na marynarki, o ile kiedykolwiek zaliczyli w ogóle etap „walk ulicznych”. Dziś tworzą oni jeden klub i partię z Korwin-Mikkem, którego spora część skrajnej prawicy uważa za starego zboczeńca, cynika i złodzieja, zasiadają w jednym kole poselskim z darwinistycznymi liberałami, którymi solidarystyczny nacjonalista po prostu gardzi”.

Z tezą o ekstremizmie Marszu Niepodległości sprzeczna jest też teza lewicowego publicysty o tym, że program Konfederacji „staje się też, mimo szumnych deklaracji i agresywnej formy przedstawiania, stonowany. Politycy Konfederacji bowiem uwłaszczywszy się na hoolsach, skinach, autonomach, antyszczepach i antysemitach, już łakomie spoglądają, jak to się przenieść do klasy średniej i może i szybciej wykonać drogę, jaką przebył ich węgierski odpowiednik. Czemu? Bo to klasa średnia i wyższa dzierżą pieniądze. A niczego innego nie lubią tak bardzo i liderzy Ruchu Narodowego, i zbratani z nimi korwiniści, jak właśnie pieniędzy”.

Z lewicowego portalu można się dowiedzieć takich niezwykłych wiadomości jak tego, że mityczni „faszyści i naziści” dziś podzieleni mają się zjednoczyć i że „już dziś aktywiści tych organizacji wnikają w okolicę PiS, w tym do NSZZ Solidarność i wojska polskiego”.

Artykuł na lewicowym portalu jest ciekawy nie tylko ze względu na możliwość zapoznania się z lewicowymi urojeniami, dostrzeżenia tego jak logika jest klasowo obca lewicy, ale również, bo uświadamia, jak lewica czuje perwersyjną sympatię do ekstremistycznego centrum, dostrzegając wśród ''faszystów i nazistów'' element klasowo bliski (odmienny od znienawidzonych burżujów).

Według lewicy „w przeciwieństwie jednak do powiązanych z rodzimym kapitałem polityków Konfederacji udział w ruchu faszystowskim nie przynosi jego aktywistom specjalnych profitów. Przeciwnie, są oni ściągani często przez ABW, antyfaszystów i prasę, wypowiadane są im sale, które wynajmują na wykłady czy koncerty, podejmowane są wobec nich kroki dyscyplinarne na uczelniach, gdzie studiują. Ich kadry są jednak w dużej mierze młode, zaangażowane, a do tego mają dobre kontakty z chuliganami stadionowymi, klubami MMA, oddziałami obrony terytorialnej czy formacjami Strzelca. Współpracują też z faszystami z Włoch, Ukrainy, Skandynawii, Niemiec i Francji. Jednak zupełny brak doświadczenia politycznego, agresywny charakter działań, w tym stosowanie przemocy politycznej, często subkulturowy charakter organizacji, a przede wszystkim rozbicie wewnętrzne na wiele podmiotów sprawiają, że nie są na razie zauważalną siłą polityczną w Polsce”.

Lewicowy portal twierdzi też, że powstanie Konfederacji i przyszłej partii ''faszystów i nazistów'' jest dziełem Jarosława Kaczyńskiego. Zdaniem lewicy „planem PiS jest takie ułożenie sceny politycznej, żeby w jej środku znalazła się partia Kaczyńskiego. Na lewo od niej ma trwać walka między PO a Lewicą, a na prawo? Powoli wykuwa się podmiot na prawo od Konfederacji, który ma osłabiać ją zarzutami o oportunizm, zdradę ideałów i karierowiczostwo. Jeśli nie zwycięży stara faszystowska tradycja (przepychanie się, kto zostanie duce), możemy spodziewać się powstania formacji sensu stricto faszystowskiej na wzór CasaPound Italia. Będzie to tygiel, w którym zagotuje się któryś z kolejnych marszów niepodległości”.

Wbrew rojeniom lewicy, PiS ani Korwin z liczącym 250.000 uczestników Marsze Niepodległości nic wspólnego nie ma, na Marsz dawno obrazili się, liczący kilkadziesiąt do kilkuset osób, ekstremiści z centrum (mityczni ''faszyści i naziści''), Kaczyński i PiS nie wyhodowali sobie Konfederacji ani nie hodują sobie partii ''faszystów i nazistów''.

Świat jest jednak zbyt skomplikowany dla lewicy, umyka jej percepcji. Lewica chciałaby go uprościć i wrzuca do jednego worka wszystkich swoich przeciwników, nie dostrzegając, że nie przeciwnicy lewicy są między sobą podzieleni, i absurdem są lewicowe rojenia o tym, że jest między nimi współpraca.

 

Jan Bodakowski