Głosowanie nie było wynikiem przypadku, ale musiano wcześniej je "dogadać". A skoro tak, to powstaje pytanie, czym kierowała się partia rządząca przy tym wyborze? Tym bardziej, że kontrkandydatem Biejat był Grzegorz Braun z Konfederacji. Jednego mu z pewnością nie można zarzucić: jest zdecydowanym antyaborcjonistą. Wygląda to na próbę zmarginalizowania za wszelką cenę Konfederacji, nawet jeśli traci przy tym tak ważna sprawa, jak delegalizacja aborcji eugenicznej.

Teraz, kiedy pojawiają się głosy ze strony PiS-u, że ta decyzja nie musi być ostateczna, można to zmienić, powstaje wrażenie, że rząd nie potrafi przewidywać, posłowie PiS-u są niesamodzielni, a głosowania nie mają żadnego znaczenia, skoro można je zmieniać po fakcie. Prawdopodobnie po zdobyciu po raz kolejny władzy był tak pewny swego, że postanowił nie liczyć się z własnymi twardymi wyborcami, którzy po takiej kompromitacji będą musieli jednak przemyśleć swoje poparcie.

Niestety, PiS staje się coraz bardziej partią pragmatyczną, partią władzy, która stawia na programy społeczne (i związane z tym podwyższanie podatków), a marginalizuje kwestie ideowe, którą mogą zrażać wyborców centrowych.