Człowiek jest tylko trzciną, najwątlejszą w przyrodzie, ale trzciną myślącą. Nie potrzeba, iżby cały wszechświat uzbroił się, aby go zmiażdżyć: mgła, kropla wody wystarczy, aby go zabić. Ale gdyby nawet wszechświat go zmiażdżył, człowiek byłby i tak czymś szlachetniejszym niż to, co go zabija, ponieważ wie, że umiera, i zna przemoc, którą wszechświat ma nad nim. Wszechświat nie wie nic.

Wielkość człowieka jest wielka w tym, iż on zna swoją nędzę. Drzewo nie zna swojej nędzy. Nędzą tedy jest czuć swoją nędzę, ale wielkością jest wiedzieć, że się jest nędznym. Wszystkie te nędze właśnie dowodzą jego wielkości; są to nędze wielkiego pana, nędze wydziedziczonego króla.

Blaise Pascal

 

Muzeum Narodowe w Warszawie może poszczycić się sporą kolekcją dzieł XVII-wiecznego malarstwa niderlandzkiego, kiedy przypadł czas największego rozkwitu Holandii. Wśród nich jest obraz „Pejzaż z wodospadem”, datowany na lata 1670-1680, którego autorem jest Allaert van Everdingen.

Everdingen podróżował do Szwecji i Norwegii w latach 1640-1644, prawdopodobnie służbowo, na zlecenie bogatych przemysłowców holenderskich, rodzin Trip i de Geer – w Skandynawii inwestowały one w kopalnie kruszców i huty metali. Zainspirowany skandynawską przyrodą postanowił po latach ją odtworzyć, ale pod jego pędzlem nabrała ona duchowego charakteru. Jego obraz jest protestancką opowieścią o życiu i śmierci, człowieku i Bogu. Niezwykle piękny, odsłania jednocześnie tragizm przesłania reformacji.

Pejzaż przedstawia surową skandynawską przyrodę, która jest nieprzyjazna człowiekowi – spiczaste skały, rwąca woda, ciemny las nie zachęcają do spacerów. Kolorystyka dzieła także jeszcze tylko podkreśla to odczucie. Dwoje ludzi podejmuje jednak trud i kroczy kładką, ale ich małe sylwetki sprawiają, że wydają się niczym wobec ogromu świata, który ich otacza. Nikła drewniana kładka i kruche domostwa również potęgują atmosferę marności wszystkiego, co ludzkie. Jest jednak pewna nadzieja: postaci idą w górę, a gdzieś tam widnieje przed nimi niewielka wieża kościoła.

Wymowa tego obrazu przypomina niezwykle myśl Pascala, XVII-wiecznego francuskiego filozofa, który choć był katolikiem, popadł w herezję jansenizmu, zbliżoną niezwykle do protestanckiej myśli kalwińskiej. Janseniści wierzyli, że ludzka natura jest tak zepsuta, że jedynym ratunkiem pozostaje Boża łaska, przyjmowali bardzo rygorystyczną moralność, do tego stopnia, że niektórzy z nich odrzucali kult Bożego Miłosierdzia.

Pascal nauczał, że człowiek jest nędzny, najnędzniejszy w całej przyrodzie i nawet kropla wody może go zabić. Woda odgrywa zresztą kluczową rolę w pejzażu Everdingena. Jego wodospad wskazuje na potęgę żywiołu, wobec którego ludzie pozostają bezradni. Ruisdael także wielokrotnie malował wodospady.

Górski pejzaż z wodospadem, Jacob von Ruisdael, ok. 1650-82, Rijksmusem, Amsterdam

 

W przedstawieniach tych widać ducha protestantyzmu, który jak dowodziłem w książce „Luter i różokrzyżowcy”, jest duchem rozpaczy. Świat jest nieprzyjazny, a człowiek jest marnością niezdolną do dobra. Pozostaje wiara w Boga, która jednak, trochę w stylu zakładu Pascala, jest trochę loterią. Bóg kieruje się własnymi drogami, jednych zbawia, innych potępia, nikt nie dojdzie dlaczego.

W ludzką egzystencję wpisany jest absurd, a nadzieja zbawienia jest bardzo nikła jak wieża kościelna wyrastająca ledwo ponad ciemnym lasem. Idziemy ciemną doliną, ale wbrew psalmiście, lękamy się, bo wcale nie wiemy, czy Pan z jest z nami. Podejmujemy trud wiary, ale jest to bardziej szaleństwo niż odwaga. To, co odróżnia nas od świata to tylko przekonanie o własnej nędzy, której nie mają inne stworzenia wiodące swój żywot w błogiej nieświadomości. Nie zgadzam się z tym przesłaniem, ale jego głęboka melancholia przemawia do mnie bardzo silnie i pozostaję wielkim miłośnikiem protestanckiego malarstwa niderlandzkiego.

Michał Krajski