Opowiada ona o naturalnej żonie perskiego, niezbyt mądrego króla Kserksesa, która za sprawą jej protektora, żydowskiego szefa perskiej bezpieki Mardocheusza, oskarżyła o spisek przeciwko królowi niejakiego Hamana, który rzeczywiście Żydów nie lubił. W rezultacie Haman został stracony, a przy okazji Żydzi wymordowali co najmniej 70 tysięcy jego zwolenników. Na pamiątkę tego ludobójstwa również i dzisiaj obchodzone jest przez Żydów radosne święto Purim. Nawiasem mówiąc, ciekawe, co na to Kongres Stanów Zjednoczonych, który w odpowiedzi na tureckie pogróżki, że przejmie pod swoją kontrolę amerykańskie bazy z bronią jądrową uchwalił, że dokonana na początku XX wieku rzeź Ormian była „ludobójstwem”. Trzeba przyznać, że długo się namyślali, no ale w czasach zimnej wojny nie wypadało Turkom niczego wytykać, a potem też – no i tak jakoś zeszło, aż dopiero teraz Kongres się połapał. W Afryce refleks miał szybszy, bo kiedy Laurenty Kabila zamierzał obalić prezydenta Zairu Mobutu Sesse Seko Kuku Mwaza Banga, przez całe lata uważanego przez USA za „naszego sukinsyna” - i obiecał amerykańskim firmom koncesje na eksploatowanie Katangi, to Stany Zjednoczone natychmiast odkryły, że Mobutu „łamie prawa człowieka”. On co prawda przez co najmniej 30 lat niczego innego nie robił, ale „póki gonił zające, póki kaczki znosił”, to nikomu to nie przeszkadzało, podobnie jak rzeź Ormian w Turcji. Ale wróćmy do Żydów, którzy chyba mają szczególną predylekcję do totalniactwa. Głównym nowoczesnym przedstawicielem tego nurtu jest Karol Marks, który – w odróżnieniu od Fryderyka Engelsa, który miał w Manchesterze przędzalnie i Marksa utrzymywał – chyba nigdy w życiu nie widział na oczy żywego robotnika, ale postanowił go „wyzwolić” - podobnie jak dzisiaj pan Adrian Zandberg – kobiety, a pan Hołownia i pani filozofowa – zwierzęta. To wyzwolenie miała przynieść rewolucja, a więc konfiskata własności i „likwidacja” klas „posiadających”. W „Manifeście komunistycznym” Marks o tej „likwidacji” wyrażał się enigmatycznie i dopiero Włodzimierz Eljaszewicz Ulianow – również z pierwszorzędnymi korzeniami, pokazał, że chodzi o tak zwany „czerwony terror” („priszoł prikaz z rajkoma: rasstrielat` wsiech pa domach...”). Zatem jeśli nawet Marks nie jest praktykiem („nie dał Pan Bóg świni rogów, bo by ludzi bodła” - głosi ludowe przysłowie), to z pewnością jest teoretykiem ludobójstwa. Nawiasem mówiąc, w Muzeum Holokaustu w Waszyngtonie pod wielką fotografią, przedstawiającą palenie książek w Niemczech, widziałem stosik dzieł, które wtedy były palone: Marksa, Lenina i Trockiego – a więc teoretyka i praktyków ludobójstwa. Wybitny przywódca socjalistyczny Adolf Hitler chciał bowiem ulepszyć świat po swojemu, a nie po marksistowsku. O ile bowiem Marks nakazywał wytępić niewłaściwe „klasy”, to Hitler – niewłaściwe rasy. Tak się akurat złożyło, że za niewłaściwą rasę uznał Żydów – bo gdyby, dajmy na to, uznał Eskimosów, to Żydzi z pewnością by mu w ich wytępieniu pomogli, podobnie jak pomagali Stalinowi w wytępieniu każdego, kogo wskazał im nieubłaganym palcem. Miedzy innymi Polaków, których listy do rozstrzelania podczas „operacji polskiej” NKWD w latach 30-tych układali Mikołajowi Jeżowowi dwaj odescy Żydzi: Cesarski i Cymanowski.

 

Bo totalniactwo polega na tym, by wszyscy byli tacy, jak my chcemy. Totalniactwo nie cierpi różnorodności, bo nad różnorodnością trudniej zapanować. Wszyscy zatem – oczywiście we własnym interesie - muszą zostać wytresowani zarówno w jedynie słusznym myśleniu i w jedynie słusznym zachowaniu. A co jest jedynie słuszne? To proste, jak budowa cepa – jedynie słuszne jest to, co, dajmy na to redakcyjny Judenrat „Gazety Wyborczej” za takie uważa – oczywiście na konkretnym etapie, bo jak etap się zmieni, to znaczy – jeśli sanhedryn nieubłaganym palcem wskaże innego wroga, to wtedy „mądrość etapu” też natychmiast się zmienia. Dlatego właśnie totalniacy muszą mieć Umiłowanych Przywódców, bo bez nich po prostu nie wiedzą, co myślą. Obecnie, gdy rewolucja komunistyczna w Europie i Ameryce Północnej wkracza w nowy etap, do użytku wchodzą narzędzia wytworzone na etapie pieriedyszki, na przykład - „mowa nienawiści”. Co to jest „mowa nienawiści”? To są opinie, które się nam nie podobają. W efekcie „długiego marszu przez instytucje”, jaki został ogłoszony jeszcze w roku 1968, wszystkie te wynalazki zaczynają wchodzić do systemów prawnych państw, jako narzędzia terroru i tresury. Oto właśnie w rocznicę wprowadzenia w Polsce stanu wojennego, Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego, w sposób niezwykle widowiskowy, aresztowała pana Jacka Międlara pod tym właśnie pretekstem. Jest to ta sama Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego, która boi się pani Ludmiły Kozłowskiej, co to – jak słyszę – przygotowuje się to spacyfikowania swoich nieprzyjaciół przy pomocy niezawisłych sądów. Niewykluczone, że jej się to uda, bo jednym ze sponsorów fundacji Otwarty Dialog”, przy pomocy której pani Kozłowska próbuje tresować mniej wartościowy naród tubylczy, jest członek władz Rady Atlantyckiej z siedzibą w Waszyngtonie. W takiej sytuacji nic dziwnego, że Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego nie ośmiela się pani Ludmile sprzeciwiać, a ponieważ musi pokazać, że za darmo chleba nie je, to swoje pokazuchy ćwiczy na panu Międlarze. Parę razy ćwiczyła również i na mnie, ale jak dotąd, do spektakularnego aresztowania z użyciem długiej broni nie doszło. Wszystko jednak przed nami, bo przecież dopiero wchodzimy w etap surowości, w którym totalniacy będą mogli rozwinąć skrzydła. Toteż próbują, co ilustruje publikacja pani Zuzanny Bukłachy, która w „Gazecie Wyborczej napisała, że „Ktoś, kto ofiarę księdza pedofila nazywa obelżywym słowem na „k” i ujawnia jej tożsamość, nie zasługuje na uwagę”. Pani Zuzanna pewnie nie wie nie tylko tego, że nie potrafi ani czytać, ani nawet słuchać ze zrozumieniem, bo w przeciwnym razie zrozumiałaby, że tylko nie doszacowałem zarobków ale nawet i tego, że ja „nie zasługuję na uwagę”. Chociaż powinna – bo intencją jej publikacji było przecież nastraszenie kierownictwa Miejskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji w Warszawie, by w ostatniej chwili zerwała umowę na wynajęcie sali na spotkanie z publicznością, na którym miałem mówić o 30-letnim, żydowskim planie obrabowania Polski, który obecnie wchodzi w fazę końcową. Wprawdzie rząd Prawa i Sprawiedliwości z zagadkowych przyczyn udaje że ta sprawa go nie interesuje, ale bardzo wielu obywateli interesuje jak najbardziej i to w coraz większym stopniu. Podobnie za komuny wielu ludzi chciało uczestniczyć w spotkaniach np. ze Stefanem Kisielewskim, ale właśnie dlatego Służba Bezpieczeństwa starała się je udaremnić i to – co ciekawe – przy użyciu identycznych metod. Pani Zuzanna Bukłaha pewnie tego również nie wie, pozostając totalniaczką „bez swojej wiedzy i zgody”.