Profesor od kwestii społecznych i polityki Samuel Abrams z Sarah Lawrance College uważa, że media nie promują różnorodnych poglądów. One je tylko ujednolicają. Amerykański badacz zwrócił uwagę, że obecnie wyróżnia się pokolenie Z, czyli osób między osiemnastym a dwudziestym rokiem życia. Stanowią oni pokolenie wychowane już całkowicie w mediach elektronicznych i na korzystaniu z gadżetów. Efektem tego jest między innymi zmiana sposobu kontaktów społecznych. Jest to pokolenie żyjące online, czyli podłączone do sieci bez ustanku.

Oficjalnie media społecznościowe jak sama ich nazwa wskazuje służą rozwijaniu wspólnot. Z pominięciem jednak niuansów językowych prawda wedle ostatnich badań Abramsa jest zupełnie inna. Dla pokolenia Z mniej niż dwadzieścia procent badanych wskazało, że dzięki nim uzyskali możliwość nawiązania wielu relacji. Oznacza to, że cztery osoby na pięć dzięki mediom społecznościowym nie mają wielu znajomych. Budzi zastanowienie również, że omawiane grono młodych ludzi nie przejawia aktywności politycznych. Jest ona szczątkowa. Dla szeregu czytelników polskiej prasy wydaje się to rzeczą niespotykaną, bo pojawił się szereg artykułów głoszących, że jednak w sieci jest siła do zmian. Wskazywana jest tutaj łatwość znajdowania osób o podobnych zainteresowaniach. Nie mniej wedle badań z pokolenia Z tylko czterdzieści cztery procent uważa, że media społecznościowe pozwoliły im “trochę” i “nie za wiele” w znalezieniu tych, co mają takie samo zapatrywanie na świat. Dla porównania wskaźnik ten w pokoleniu tak zwanym Milenijnym sięga trzydziestu dziewięciu procent, a z tak zwanej generacji X (osoby między około 1964 a 1984 rokiem) to z kolei trzydzieści osiem procent. Tym samym pojawia się tendencja wyobcowania.

Możliwość poznawania różnych idei jest odnotowana w statystykach jako osiem procent. Tyle młodych osób uważa, że stykają się z tymi, co myślą inaczej. Dla trzydziestu pięciu procent media społecznościowe oznaczają szczątkową pomoc w znalezieniu osób posiadających odmienne zdanie na różne, interesujące ich tematy. Wyniki te pozwalają na odczytywanie sprawy dwojako. Dla osób wychowanych w konserwatywnych oglądzie świata to oznacza teoretycznie mniejszą podatność na zmiany światopoglądu, trafianie na osób uderzających w myślenie oparte o Bogu. Z tym, że jest to błędna nadinterpretacja badań, bo takie platformy jak Facebook realizują promocję określonego światopoglądu (na przykład tęczowe kampanie promujące homoseksualizm).

Pojawia się tutaj również zagadka, czy umiejętności poza siecią nie mają od razu przełożenia na aktywność na platformach. Dla pokolenia Milenilijnego i tak zwanej generacji X jedenaście procent uważa, że media pozwoliły im w znacznym stopniu na uzyskanie kontaktu z tymi, co myślą inaczej. Wsnioski Abramsa sięgają dalej. Uważa, że cytowane przez niego badania dowodzą, że media społecznościowe nie mają rzeczywistego przełożenia na różnorodność idei. Odnotowuje: “dane wskazują, że jest niebywale jasne, że media społecznościowe nie mają transformacyjnego efektu w promocji rzeczywistej różnorodności idei pomimo zapewnień internetowych ewangelistów pokroju Zuckerberga i innych, że ją lubią”. Dla Stanów Zjednoczonych oznacza to tyle, że sięganie po TikTok, czy oglądanie popularnych nagrań video nie powoduje rozwoju światopoglądu. Ulega on wręcz przeciwnie - ograniczeniu.

Teoretycznie dla lewicy kluczem dla istnienia jest różnorodność światopoglądowa. Ustalenia z badań na Amerykanach pokazują, że umożliwiają jednak tworzenie tub propagandowych wokół skrajnych punktów widzenia pokroju islamskich fundamentalistów, czy różnych rewolucjonistów. W połączeniu z brakiem wbrew pozorom aktywności politycznej oznacza to obojętność na zmiany w świecie, a co za tym idzie podatność na ideologię na skalę jaka wcześniej nie była znana. Kto bowiem nie jest zainteresowany pogłębianiem wiedzy o świecie ten będzie rzeczywistość rozpatrywał płytko. Za tym idzie jednak usuwanie procesu myślowego i zastępowanie go schematami oraz prostymi hasłami. Tym samym opieranie przyszłości Polski na sięganiu po aktywność w mediach społecznościowych jest droga do nikąd. O ile pozwala na uzupełnienie innych działań wciąż zebranie osób do działania poza komputerem ma największe znaczenie.

Jacek Skrzypacz