Dlatego rządzącym w tym mieście zawsze jest jakaś arcynowoczesna łajza. Nieważne, że złodziej, przekręt i idiota, co po polskiemu ledwie duka, bo uczyła się wcześniej jidysz, albo hebrajskiego (i dla potrzeb procesowych, chcących mnie pozwać rozmaitych lewaków mówię nie. Nie jest to bynajmniej casus Bufetowej…). Ważne, że myśli o Europie, Świecie, smogu, LGBTQ, uchodźcach, weganizmie. To wystarcza, żeby zostać lokalną gwiazdą. Tak więc, kiedy jednak osławiona kamieniczniczka Gronkowiec nie mogła już kandydować i dostała intratną posadę za nasze pieniądze w Brukselce, to zastąpił ją wybrany w pierwszej turze osławiony Rafałek Czaskoski. Człowiek – mem. Typ do tej pory zasłynął „tramwajami równości”, swoim homo-wiceprezydentem z Nowoczesnej, co ogląda gejowskie porno w godzinach pracy, Wisłą walącą g…em z rozpadającej się nowej i cholernie drogiej (a postawionej za Gronkowca) oczyszczalni ścieków, a także „inwestycjami” w rodzaju ;”warsztatów antydyskryminacyjnych”, zmarnowania miliona złotych na „strefę relaksu” przed warszawskim Ratuszem i kolejnego miliona na zbitą z tanich desek pseudoplażę (numer dwa) na Białołęce, a teraz dokona kolejnej… inwestycji. Zresztą w wyniku „wyjątkowego zapotrzebowania społecznego”. Ponieważ się niejaki Robert Buciak zawodowy aktywista z „Zielonego Mazowsza”, autor skrajnie debilnego pomysłu przemalowania na tęczowo 666. Dlaczego akurat 666? Tego autor pomysłu nie chciał wyjaśnić (ewidentnie liczba szatańska, który to Zły pewnie natchnął naszego geniusza) warszawskich ławek, za bagatela… głupie dwa miliony złotych. Nowe siedziska miałyby stanąć w miejscach, w których może ich brakować seniorom, na osiedlach, w drodze do sklepu i w parkach. Jedna tęczowa ławka miałaby kosztować około 3 tysięcy złotych. Za samą cenę już ktoś powinien siedzieć. Bo to ewidentny przekręt, złodziejstwo i marnotrawstwo. A za pomysł jego autor powinien wylądować na obserwacji w podwarszawskich Tworkach.

Pomysł godny idioty i przez owych popierany

Przez pół roku jest szaro w Warszawie, niech będzie bardziej kolorowo. Ten standardowy wzór nie ma określonej kolorystyki. Są pomalowane bezbarwną farbą. Dlatego zaproponowałem, żeby to nie była bezbarwna farba, tylko żeby były w różnych kolorach (…)Każdy może mieć swoje własne zdanie. Jak widać po dotychczasowych wynikach z Kielc i z Warszawy, mieszkańcy chcą żeby ławki powstawały, nawet jeśli są kolorowe. W Warszawie też mogą takie stanąć.

- zachwyca się swoim poronionym pomysłem miejski aktywista. Dając dowód na to, że każdy lewak jest zdrowo oderwany od rzeczywistości. A ten który postanawia się podzielić swoimi światłymi ideami jest przeważnie oderwany w stopniu znacznym i nieuleczalnym. Dlatego z niezwykłym aplauzem ową ideę poparł niejaki Robert Biedroń. To taki waginosceptyczny błazen, który na swojej orientacji seksualnej skutecznie zrobił karierę. Zostając (p)osłem, prezydentem Słupska, a ostatnio kosi hajs w europarlamencie. Olewając wcześniejsze obietnice, że on do Eurokoryta tylko na chwilę, a potem to chce do naszego KneSejmu na Wiejskiej. Tam zresztą ulokował swojego kochanka/ę niejakiego Śmieszka. Teraz nasza Biedronka postanowiła zostać prezydentem Polin, ale jego kandydatura nawet w tak durnym społeczeństwie jak nasze ma poparcie na poziomu błędu statystycznego, pomimo zbiorczego poparcia przez Lewicę (czyli wspólne dziecko - SLD, Partii Razem i Wiosny). Dlatego nie dziwi mnie, że jest on jednym z najgorętszych orędowników pomysłu zmarnowania dwóch milionów złotych polskich na dupne kolory na 666 warszawskich ławeczkach. Jak widać samorządy dalej mają o wiele za dużo kasy i szafują nią na coraz głupsze pomysły.