Kim oni byli? Czy niezłomnym monolitem, który nie miał żadnych wątpliwości? Czy może ludźmi nękanymi przeróżnymi obawami, którzy jednak nie mogli postąpić inaczej: wbrew patriotyzmowi i wbrew wyznawanym wartościom. W swoim ostatnim wpisie w pamiętniku Zdzisław Broński, w maju 1949 roku pisał: „Polska tonie w czerwonej powodzi(…) Istnieje przysłowie, że „tonący brzytwy się chwyta”, jakże ono obecnie pasuje do wielu Polaków! Toniemy – a nadzieja, której się chwytamy, pozostaje niestety tylko przysłowiową brzytwą”.


Zdzisław Broński urodził się w 1912 roku w Radziczu Starym w chłopskiej rodzinie. W 1934 roku rozpoczął służbę wojskową w 50. Pułku Piechoty we Włodzimierzu Wołyńskim. Tam ukończył szkołę podoficerską. Podczas kampanii wrześniowej trafił do niewoli i niemieckiego stalagu. Uciekł z niego i jesienią 1940 roku wrócił w rodzinne strony. Zaraz przystąpił do konspiracji. Pod pseudonimem Zdzich, a później Uskok, dowodził plutonem w Radziczu Starym . W lipcu 1944 roku brał udział w akcji „Burza”. Współpracował z 27. Wołyńską Dywizją Piechoty AK. Gdy utworzyła się tak zwana Polska Lubelska próbował żyć normalnie. Widział jednak, że represje ze strony władz: NKWD, UB i MO nie pozostawiały żadnych złudzeń. Powrócił do konspiracji. W swoim pamiętniku pisał: „jest faktem niezaprzeczalnym, że powodem powstania partyzantki były bezwzględne i krwawe metody komunistyczne(…) Nie przypuszczałem, że moje wysiłki w niesieniu pomocy Ojczyźnie będą traktowane jako praca dla Hitlera”.
Jego oddział partyzancki zostaje podporządkowany delegaturze Sił Zbrojnych, a później organizacji Wolność i Niezawisłość. Chronił miejscową ludność przed represjami i terrorem komunistycznym. Do najgłośniejszych akcji „Uskoka” należało rozstrzelanie 11 ubeków, milicjantów i pepeerowców w Spiczynie w maju 1945 roku. Razem z oddziałem Leona Taraszkiewicza „Jastrzębia” opanowali posterunek MO w Łęcznej. Nie miał żadnych złudzeń co do ogłoszonej amnestii, ale prawo wyboru obranej drogi pozostawił w gestii swoich żołnierzy. Sam uważał, że „gdzie jest wróg – tam walka musi być”. Taką walkę prowadził jeszcze przez dwa lata. 21 maja 1949 roku MO, UB i KBW otoczyło bunkier, w którym się ukrywał. Nie chciał, aby wzięto go żywcem i rozerwał się granatem. Jego kryjówkę po długich torturach zdradził Zygmunt Libera „Babinicz”. Kpt. Zdzisław Broński „Uskok” 5 marca 2008 roku został odznaczony przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego Krzyżem Komandorskim z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski. Odznaczenie odebrał jego syn Adam.


Kazimierz Kamieński urodził się w 1919 roku. Przed wojną zdał maturę w Wysokim Mazowieckim i zdążył jeszcze ukończyć Szkołę Podchorążych Kawalerii w Grudziądzu. We wrześniu przeszedł cały szlak bojowy, zakończony ostatnią bitwą kampanii 5 października pod Kockiem. Wrócił w swoje rodzinne strony i natychmiast zaangażował się w konspirację. Pod pseudonimem Gryf działał w Obwodzie AK Wysokie Mazowieckie. A od 1944 roku w oddziale Kedywu rozbrajał niemieckie posterunki. Brał udział w akcji na stację kolejową w Szepietowie. Odznaczony Krzyżem Walecznych przechodził kolejne awanse. W szeregach organizacji Wolność i Niezawisłość w 1946 roku otrzymał stopień kapitana. Gdy wkroczyli Sowieci, jako kapitan „Huzar”, musiał ukrywać się przed niebezpieczeństwem. Nie wierzył w amnestię. Nie miał żadnych złudzeń w stosunku do władz komunistycznych. W akcie oskarżenia przeciwko niemu z marca 1953 roku napisano: „Banda składała się z niedobitków kułacko-faszystowskich, byłych członków współpracujących z hitlerowskim okupantem, oddziałów Kedywu, konfidentów gestapo i granatowych policjantów, pozostających na usługach kułacko-obszarniczo-klerykalnych elementów. (…) Na czele tej bandy stanął syn kułacki, płód sanacyjnego, faszystowskiego wójta Kazimierz Kamieński, wyrafinowany zbrodniarz i zdrajca”.


Kazimierz Kamieński w 1947 roku poszedł ze swoimi ludźmi pod komendę kapitana Władysława Łukasiuka „Młota”, komendanta odtworzonej na Podlasiu VI Brygady Wileńskiej. Po jego śmierci, latem 1949 roku dowodzenie przejął „Huzar”. Jego ludzie walczyli z UB, KBW i MO, wykonywali wyroki śmierci na konfidentach. Był człowiekiem spokojnym, zrównoważonym, który zawsze dbał o dyscyplinę swoich żołnierzy i wszelkie przejawy niesubordynacji karał surowo. Dbał zawsze, aby wyroki, które wydawał na zdrajcach, nie budziły żadnych wątpliwości. Osobiście zawsze zatwierdzał wyroki podziemnego wymiaru sprawiedliwości. Aresztowany został w październiku 1952 roku. Po brutalnym śledztwie Kazimierz Kamieński został skazany na śmierć. Wyrok wykonano 11 października 1953 roku. 9 listopada 2007 roku prezydent Lech Kaczyński odznaczył go pośmiertnie Krzyżem Wielkiego Orderu Odrodzenia Polski.