Antydemokratyczna obsesja jest wyrazem pogardy dla narodu, założenia, że Polacy to motłoch niezdolny do samodecydowania. Przeciwnicy demokracji żyją urojeniem, że rzekoma elita, zarządzając biurokracją, podejmie lepsze decyzje niż Polacy. W polskich warunkach ta antydemokratyczna postawa bliska jest tradycji Piłsudskiego i sanacji, a nie narodowej demokracji i Dmowskiego – wielokrotnie na to wskazywał w swojej publicystyce Rafał Ziemkiewicz (w tym i w wydanej przez wydawnictwo Fabryka słów książce „Złowrogi cień Marszałka”).
Józef Piłsudski gardził Polakami jak typowy konspirator i rewolucjonista. Tę pogardę było widać również i w działaniach Organizacji Bojowej PPS – w 1904 roku bojowcy wmieszali się w tłum Warszawiaków wychodzących z mszy w kościele Wszystkich Świętych i zza pleców kobiet i dzieci strzelali do rosyjskich kozaków, którzy w odwecie zaatakowali niewinnych katolików. W ramach innych swoich akcji OB PPS dokonywała ataków terrorystycznych, nie dbając o bezpieczeństwo osób postronnych i dokonywała kradzieży na Polakach, by mieć środki na działalność.
Odraza do Polaków była widoczna w kosmopolityzmie socjalistów, który przyciągał w ich szeregi wielu Żydów. Internacjonalizm i socjalizm nie był atrakcyjny zaś dla polskich robotników (przedstawicieli demokratycznego motłochu dziś pogardzanego przez wyznawców antydemokratycznej obsesji), którzy angażowali się w działalność demokratycznych organizacji narodowych takich jak Narodowy Związek Robotniczy.
Tak jak dziś, tak i na przełomie XIX i XX wieku, lewica wbrew frazesom o demokracji była wroga demokracji - „socjalizm, choćby nie wiem jaką miłość do Polski deklarowali jego wyznawcy […] z samej swej zasady wprowadzał wrogość klasową, niszczył ten kapitał społeczny, który był dla ''pracy narodowej'' najważniejszy”. Robił to w interesie liderów międzynarodowego socjalizmu, czyli Żydów.
 
Z terrorem socjalistów walczyli narodowcy, sprawiało to, że Polacy popierali narodowców, a nie socjalistów – co z kolei prowadziło do tego, że lewica była rozczarowana demokracją. Stan ten pogłębiało to, że korzystając z liberalizacji rosyjskiej okupacji, Polacy wykorzystali do demokratycznego (niestety nie w pełni) głosowania na narodowców do rosyjskiej Dumy gdzie narodowi demokraci z Dmowskim ku wściekłości Rosjan domagali się pełni praw dla Polaków i krytykowali rosyjskich zaborców. Demokratyczne reguły gry zmusiły zaś liderów polskich narodowców do przyjęcia przez ruch narodowy tożsamości katolickiej (choć wywodzili się ze środowiska laickiego).
Już za czasów wydawania socjalistycznego „Robotnika” Józef Piłsudski nie ukrywał swojej antydemokratycznej obsesji – wynikało to z tego, że Polacy ignorowali marksistowskie teorie wyznawane i promowane przez Piłsudskiego i jego sympatyków. Warto przypomnieć, że wydawany przez Piłsudskiego „Robotnik” wciskał Polakom kit, że rosyjscy socjaliści popierają postulaty niepodległości Polski, w rzeczywistości dla rosyjskich socjalistów te postulaty były rozbijaniem jedności internacjonalistycznego ruchu robotniczego.
 
Niechęć Piłsudskiego do demokracji pogłębiało to, że był kulturowo wyobcowany z polskiej katolickiej tożsamości (i nie mógł na drodze demokratycznej liczyć na poparcie Polaków). Piłsudski już za młodu jak każdy marksista był wrogi religii, całe życie praktykował takie okultystyczne rytuały jak spirytyzm, ignorował nauczanie Kościoła katolickiego, nie wahał się dokonać apostazji, by związać się z kochanką.
Cała zachowana publicystyka Józefa Piłsudskiego i jego „cała działalność przesiąknięta jest przekonaniem, że Polacy […] nadają się tylko na kompost” i trzeba ich na nowo stworzyć. Te antydemokratyczne przekonania wynikały też z tego, że Piłsudski nie miał żadnego wykształcenia, był egocentrykiem i wykorzystywał instrumentalnie innych dla własnej kariery politycznej.
 
W czasie walk o niepodległość Polaki swoimi antydemokratycznymi obsesjami Piłsudski zaraził swoich podkomendnych. Przez cały okres demokracji w międzywojennej Polsce, Józef Piłsudski non stop manifestował swoją pogardę dla demokratycznych władz, wyzywając polityków mających demokratyczny mandat od kurew, złodziej, kanalii, łotrów, hien, krwiopijców i zasrańców. Tej agresji towarzyszyła nieustanna pogarda Piłsudskiego dla Polaków za ich wybory demokratyczne – Piłsudski najbardziej nienawidził endecji, bo to ona miała demokratyczne poparcie Polaków. To właśnie narodowych demokratów Piłsudski określał mianem „zaplutych karłów” (po wojnie to określenie używali komuniści wobec polskich patriotów z AK i NSZ). Antydemokratyczną narracje Piłsudskiego wspierała masoneria i inne środowiska okultystyczne związane z sanacją.
Doświadczenie odrzucenia środowiska Piłsudskiego przez Polaków w demokratycznych wyborach utwierdziło ich w ich antydemokratycznych obsesjach. Rozwiązaniem dla Piłsudskiego i sanacji był wojskowy zamach stanu i obalenie demokracji.
 
Po likwidacji demokracji i wprowadzeniu oświeconego autorytaryzmu sanacja lekceważyła wole Polaków, uznała, że budżet państwa może wykorzystywać na swoje potrzeby, bezczelnie fałszowała wybory, opozycje (w tym i narodowców) zamknęła w więzieniach i obozach (gdzie polscy patrioci byli ofiarami tortur). Realia antydemokratycznej władzy sanacji były realiami rządów sitwy, reguł mafijnych i pogardy dla prawa.
Doświadczenie sanacji dobitnie pokazuje, że demokratyczne rządy narodowych demokratów i ludowców były o wiele korzystniejsze dla Polski, niż niedemokratyczne rządy oświeconego autorytaryzmu Piłsudskiego i sanacji, która nie tylko odebrała Polakom demokracja, parlamentaryzm i wolność słowa, ale też doprowadziła do zniszczenia polskiej gospodarki i armii.
 
Jan Bodakowski