Rzecznik episkopatu Anglii i Walii do spraw ochrony życia biskup Sherrington nazywa takie decyzje „szokującymi”. Jego zdaniem takie rozwiązania „nie biorą pod uwagę niebezpieczeństw natury fizycznej i psychicznej związanych z podawaniem tych środków w domu”. Dodatkowo jego zdaniem takie działania przyczynią się do zmianie dostępu do aborcji w przyszłości. Telemedycyna i aborcja bez nadzoru medycznego służy zmniejszeniu powagi z jaką należy dokonywać taką decyzję. Biskup pomocniczy Westminsteru wezwał do ustalenia limitu czasowego, który będzie określał dostępność tych środków. Tylko decyzja dotycząca aborcji z domu, jako jedyna z wprowadzonych przepisów nadzwyczajnych, nie posiada takiego ograniczenia określającego czas trwania zapisu.
 
W związku z niebezpieczeństwem pozostania na stałe przepisu, który został wprowadzony na czas epidemii, biskup Sherrington zapewnił że Kościół będzie pilnował tej sprawy. „Wraz ze wszystkimi, którzy cenią i podtrzymują wartość życia ludzkiego, Kościół będzie czuwał nad tym, aby przepisy te zostały uchylone tak szybko, jak to możliwe, aby obecne, choć niezadowalające prawo, było przestrzegane” – mówił hierarcha.
 
Międzynarodowa Organizacja Chrześcijańska „Alliance Defense Fund”, a właściwie jej prawnicy, zmiany wprowadzone przez brytyjski rząd określają mianem najważniejszej zmiany w prawie aborcyjnym Anglii od momentu zalegalizowania zabijania nienarodzonych dzieci w 1967 roku. „Jeśli zwolennicy aborcji uważali, że prawo wymaga zmiany, istnieją odpowiednie i demokratyczne sposoby podejścia do tego problemu” – skomentowała organizacja. Zdaniem działaczy takie zapisy wystawiają na ryzyko osoby najbardziej narażone na krzywdę.
 
Z kolei Stowarzyszenie Obrony Dzieci Nienarodzonych (SPUC) apeluje w tej sytuacji o nasilenie międzynarodowej kampanii na rzecz walki z aborcją w kontekście epidemii koronawirusa. Dodatkowo organizacja rozważa podjęcie kroków prawnych wobec decyzji władz londyńskich. Działacze zarzucają rządowi brytyjskiemu wykorzystywanie epidemii do „ideologicznej zmiany” dotyczącej aborcji.
 
Takie decyzje władz państwowych napawają smutkiem. Jeszcze kilka dni temu środowiska dbające o ochronę życia mówiły o tym, że epidemia koronawirusa ma także dobre strony z których jedną jest brak aborcji. Jeden z proboszczów z warszawskiego Bemowa w swoim wpisie na facebooku podzielił się właśnie takim spostrzeżeniem. Wspomniany wpis podjęły nawet niektóre z mediów. Ksiądz pisał w nim o pozytywach wirusa. „To efekt uboczny zapaści Służby Zdrowia w krajach Europy najbardziej proaborcyjnych. Może być nawet tak, że w ostatecznym rozliczeniu bilans ofiar COVID-19 i ocalonych od aborcji istnień wyjdzie na plus na korzyść żywych”. Okazuje się jednak, że nie do końca tak jest. Środowiska wspierające możliwość mordowania dzieci w łonach matek walczą na różne sposoby. Jak pokazuje przykład brytyjski odnosi to skutek.
 
Według oficjalnych danych Światowej Organizacji Zdrowia w 2019 roku w wyniku aborcji na świecie zostało zabitych ponad 42 miliony dzieci. Taka liczba daje około 120 tysięcy aborcji dzienni. Należy podkreślić jednak, że liczba ta obejmuje jedynie oficjalne przypadki działania chirurgicznego. Rzeczywiste liczby są zdecydowanie większe. Dla porównania w wyniku raka rocznie na świecie umiera 8 milionów 200 tysięcy osób. Ofiarami palenia papierosów jest 5 milionów ludzi. Na HIV i AIDS umiera 1 mln 700 tysięcy osób. Wszystkie inne choroby są przyczyną zgonu 13 milionów ludzi. Łącznie zatem liczba ta stanowi zaledwie połowę oficjalnych danych dotyczących zabijania bezbronnych dzieci w łonach matek.
 
Damian Zakrzewski
Źródło: ekai.pl, niezalezna.pl