O wszystkim poinformowała w niedzielę Telewizja Trwam. Firma BioTexCom jest jedną z Ukraińskich klinik. Dostarcza ona dzieci za pieniądze, w ramach tak zwanego „pakietu szansy” (chance package) dziecko jest wycenione na sześć i pół tysiąca euro. O firmie stało się głośno, bo ze względu na koronawirusa są zamknięte granice. Nie mają zatem klienci możliwości odbioru „towaru”. W kolejce do „wydania” znajduje się pół tysiąca dzieci. Jeśli granice nie będą otwarte zdaniem Telewizji Trwam liczba ta wzrośnie do tysiąca.

Spojrzenie na oficjalny opis usługi wskazuje, że kwestie moralne nie mają tutaj żadnego znaczenia. Nikt się nie zastanawia nad społecznymi kosztami surogacji. Skoro jest zapotrzebowanie są realizowane usługi. Jedno z zamówionych dzieci jest skierowane dla polskiego małżeństwa (pary?) w wieku czterdziestu pięciu lat. Pomimo kilkukrotnych prób in vitro nie udało im się posiadanie własnego dziecka, więc złożyli zamówienie.

Oficjalne informacje BioTexCom mówią, że usługa posiada atest ISO. Chwalą się, że działają już od dziesięciu lat na tym polu. Wskazują, że pozyskują rocznie od dziewięciuset do tysiąca komórek jajowych rocznie. Z tego szanse na sukces oceniają na siedemdziesiąt pięć procent. Wskazują, że nie uznają tutaj żadnych limitów poza ograniczeniami natury zdrowotnej. Informują także, że dawcy są „prześwietlani w oparciu o najwyższe europejskie standardy”. Dowodzą, że siedemdziesiąt  procent oddających swój materiał genetyczny ma wykształcenie wyższe. Informacja ta budzi zastanowienie, bo przynajmniej w teorii osoby kształcące się w ośrodkach akademickich powinny być bardziej zorientowane w całościowych skutkach całego procederu, lub przynajmniej przygotowane intelektualnie do samodzielnego pozyskania niezbędnej wiedzy w tym zakresie.

Zachętą do skorzystania z usługi jest między innymi atrakcyjność fizyczna. Firma informuje, że posiada bazę pół tysiąca ładnych kobiet z potwierdzoną zdolnością do rozrodu. Zastanawia się, iż tak przedmiotowe traktowanie kobiety jako pojemnika do przechowywania dzieci nie budzi jednak protestów środowisk feministycznych. Sformułowanie „młode i atrakcyjne” jest przykładem tego z czym walczą od lat feministki w ramach stereotypów odnośnie płci. Tu zaś handel kwitnie wokół selekcjonowania ludzi również po wyglądzie.

Pakiet szansy obejmuje posiłki, transport i leki. Firma wskazuje, że opłata jest podzielona na dwie części - trzy tysiące dwieście pięćdziesiąt euro za podpisanie traktatu i trzy tysiące dwieście pięćdziesiąt euro za pozyskanie komórki jajowej. Kto by zwrócił uwagę na ten opis by zapewne myślał, że chodzi o procedurę in vitro u bezpłodnej kobiety. Jest jednak inaczej.

Firma wyjaśnia na grafice, że w ramach procesu wybiera się z katalogu ładną surogatkę i w czasie od miesiąca do sześciu miesięcy od podpisania umowy wybiera się również dawcę. Po pozyskaniu materiału genetycznego zapładnia się kobietę, a klienci dostają informację, czy została ona zapłodniona. Po dwunastu tygodniach jest wizyta na oglądanie dziecka w ciele obcej dla klientów kobiety za pomocą ultradźwięków. Co miesiąc firma dostarcza swoim klientom nagrania, zdjęcia i zapisy z analizy ultradźwiękowej przyszłego człowieka. W chwili urodzenia się malucha BioTexCom załatwia urzędowo dowód, że się ono narodziło. Po uzyskaniu wpisu w ukraińskich rejestrach matka biologiczna porzuca swoje dziecko, co odnotowują specjalne dokumenty. W ambasadzie jest uzyskiwany paszport dla dziecka. Klienci odlatują z maluchem za granicę „zmierzają do domu jako szczęśliwa rodzina” - jak to ujmuje oficjalna strona.

BioTexCom wskazuje na szereg artykułów prasowych ze Szwajcarii, Włoszech, Wielkiej Brytanii, Niemiec. Pojawia się nawet nagranie sześćdziesięciosześcioletniej matki. Wszystko dla pieniędzy. Najdroższy pakiet „All inclusive VIP” kosztuje sześćdziesiąt cztery tysiące dziewięćset euro. Na tym cennik się nie kończy. Stawki od kilku do kilkudziesięciu tysięcy euro wyjaśniają czemu cały proceder kwitnie. A dzieci? To tylko „usługa”.

Jacek Skrzypacz