Publicysta zauważył po pierwsze: "Dlaczego ofiary zgłaszają się tak późno? Dlaczego czekają tyle lat? Odpowiedź jest związana ze specyfiką tego przestępstwa, tej manipulacji. Otóż tak się składa, że tyle lat trwa przepracowanie tego, co się wydarzyło, zrozumienia, przezwyciężenie wstydu, wyjścia z traumy. To się dzieje po kilkunastu, czasem dopiero po dwudziestu latach. Wcześniej jest wyparcie, ucieczka. A i tak nieliczni skrzywdzeni znajdują w sobie siły, by powiedzieć o tym publicznie".

Po drugie stwierdził: "Dlaczego o tym mówią? Dlaczego nie próbują uzdrowienia w ciszy? I znowu wypowiedzenie prawdy, poczucie sprawiedliwości i wynagrodzenia, a także uchronienia innych jest ważnym elementem terapii. To jest krok wyzwalający, przemieniający życie, będący ważnym elementem procesu uzdrawiania. A do tego jest on ważny dla wspólnoty, bo pozwala ją oczyszczać".

Po trzecie zauważył: "Mamy świetne procedury, co jeszcze mamy zrobić? Odpowiedź też jest dość oczywista. Trzeba zmienić mentalność. Nawrócić się ku ofiarom, które dla nas mają mieć oblicze Jezusa Chrystusa. Ich wybory życiowe, ich wiara lub niewiara, stosunek do Kościoła nie mają znaczenia. One są dla nas Chrystusem ubiczowanym, oplutym, pozbawionym godności przez naszych braci i nasze siostry. To nawrócenie musi się ujawniać także w procedurach, w przesłuchaniach, w wysłuchaniu. Część z moich rozmówców mówi wprost, że przesłuchanie czy zeznania były dla nich porównywalną traumą, jak wykorzystanie, że ponownie je skrzywdzono. Chcę wierzyć, że nieświadomie, wiem, że to się zmienia".

Po czwarte podkreślił: "To tylko atak na Kościół, nie można w nim uczestniczyć. I znowu to teza nieprawdziwa. O konieczności oczyszczenia Kościoła z tych skandali, nawrócenia się ze struktur zła mówią od lat ludzie Kościoła. Już św. Jan Paweł II mówił o tym, potem walczył Benedykt XVI i walczy Franciszek. Terminów struktury zła czy omerta w odniesieniu do systemowego krycia przestępstw używają wysocy watykańscy hierarchowie, w tym arcybiskup Charles Jude Scicluna. Odmawiając zajęcia się problemem odmawiamy pójścia obecnie drogą Kościoła".

Po piąte podkreślił: "Jakie są intencje braci Sekielskich? Tego nie wiem, i nie zamierzam się tym zajmować. Dlaczego? Dlatego, że to nie one są tematem, a problem. A do tego Pan Bóg posługiwał się do nawracania Izraela Filistynami, Persami, Egipcjanami. Oczyszczał swój naród i lud poprzez obcych i niechętnych mu, gdy ten naród sam nie chciał nawrócenia. Teraz jest podobnie".

Po szóste w końcu podsumował: "Ta afera uderza w zwykłych księży i jest przeciwko nim. I znowu wręcz przeciwnie. Dla ogromne rzeszy świetnych, pobożnych, zaangażowanych księży najlepszym lekarstwem jest wyjaśnienie tych spraw, oczyszczenie, przemiana mentalności, a nie bronienie tego, czego bronić się nie da. Cena, jaką płacą oni (ale także zaangażowani świeccy, bo my też musimy się tłumaczyć) jest spora, ale… nie jest to cena za film, ale za to, co się wydarzyło. Skutki grzechów, nie tylko jednostek, ale i systemowych zaniedbań niesiemy my wszyscy".

W wyjaśnieniu tym zabrakło jednak i tego, o czym Michael Rose pisał w książce "Żegnajcie, dobrzy ludzie. Jak ateiści i homoseksualiści opanowali amerykańskie seminaria". Chodzi nie tylko o krycie przestępstw, ale stworzenie struktur w latach 70. po Soborze Watykańskim II, które pozwalają wyświęcać dewiantów.