Socjaldemokraci twierdzą, że obywatele Niemiec są niechętni energii jądrowej i do broni atomowej, jak też do obecnej administracji amerykańskiej.
Niejasne stanowisko naszych zachodnich sąsiadów w tej sprawie skomentowała na Twitterze ambasador USA Georgette Mosbacher. Jej zdaniem, to miejsce w ramach nuclear sharing mógłby zająć nasz kraj.


- Jeśli Niemcy chcą zmniejszyć potencjał nuklearny i osłabić NATO, to być może Polska - która rzetelnie wywiązuje się ze swoich zobowiązań, rozumie ryzyka i leży na wschodniej flance NATO - mogłaby przyjąć ten potencjał i u siebie - napisała amerykańska dypolomatka.
Swoją opinią na temat całej sytuacji podzieliła się w rozmowie z portalem PolskieRadio24.pl Justyna Gotkowska z Ośrodka Studiów Wschodnich. Jej zdaniem, "ryzyko stopniowego wyjścia Niemiec z programu nuclear sharing jest poważne". Brak decyzji o zakupie nowych samolotów zdolnych do przenoszenia amerykańskich ładunków jądrowych składowanych na terytorium Niemiec ekspertka określiła natomiast jako "de facto wyjście z tego programu w ciągu dekady". Przypomniała również korzenie tego militarnego przedsięwzięcia.


- Program nuclear sharing wywodzi się z czasów zimnej wojny i zakłada przenoszenie amerykańskiej broni jądrowej przez samoloty europejskich sojuszników. Amerykańska broń jądrowa jest ulokowana w kilku państwach członkowskich NATO. Są to właśnie m.in. Niemcy, gdzie amerykańska broń jądrowa jest składowana w bazie sił powietrznych w Büchel w Nadrenii-Palatynacie. Broń atomowa USA w ramach tego programu znajduje się także w Belgii, Holandii, we Włoszech i prawdopodobnie nadal jeszcze w Turcji – co do tego jednak można mieć wątpliwości po ostatnich tarciach na linii Ankara-Waszyngton - wyjaśniała Gotkowska. Jak podkreśliła, zgodę na udział w nuclear sharing wyraża zarówno prezydent USA, jak i władze państwa, na którego terytorium ma znaleźć się broń atomowa. W tym przypadku ładunki jądrowe USA byłyby przenoszone przez niemieckie samoloty.


Szczególne znaczenie program miał w czasie zimnej wojny, ponieważ podkreślał siłę amerykańskiego parasola ochronnego nad Europą. Rozmówczyni portalu Polskiego Radia stwierdziła również, że nucelar sharing może okazać się ważny również dzisiaj.
- Świadczy nadal, mimo końca zimnej wojny, o tym, że USA i Europa są silnie połączone nie tylko w kwestii konwencjonalnego, ale również nuklearnego odstraszania w ramach NATO - powiedziała Gotkowska. Jak dodała, "to jeden z ważnych elementów relacji transatlantyckich, mimo że część ekspertów wojskowych twierdzi, że trudno sobie wyobrazić sytuację, w której ta broń rzeczywiście może zostać wykorzystana".
- Gdyby doszło do ataku nuklearnego ze strony Rosji na państwa NATO i do decyzji o kontrataku ze strony Sojuszu, Stany Zjednoczone zdecydowałyby się na inne środki przenoszenia ładunków jądrowych, i niekoniecznie na wykorzystanie do tego celu europejskich myśliwców. Są jednak i tacy eksperci, którzy mówią, że tego rodzaju scenariusze są jak najbardziej realne. Byłoby to ważne, gdyby sojusznicy chcieli zasygnalizować wspólną odpowiedź na wykorzystanie broni atomowej przez Rosję - tłumaczyła ekspertka z Ośrodka Studiów Wschodnich. Oceniła, że program jest kolejnym przykładem potwierdzającym tezę, że "NATO to sojusz obronny, amerykańsko-europejski. Pokazuje, że potrafimy się dzielić ryzykiem i odpowiedzialnością, że mamy do siebie zaufanie. To dowód, że Amerykanie są zaangażowani w bezpieczeństwo Europy".
Gotkowska zaznaczyła jednak, że powyższa perspektywa dotyczy jedynie krajów wschodniej flanki NATO. Kraje Europy Zachodniej należące do Sojuszu mogą patrzeć na tę kwestię zupełnie inaczej.


- Trzeba dodać, że podobne dyskusje jak w Niemczech toczą się też w innych państwach, Belgii czy Holandii. Są środowiska, generalnie środowiska lewicowe, które opowiadają się przeciw broni jądrowej jako takiej. Do nich zalicza się niemiecka Lewica (Die Linke), duża część SPD. Te same partie krytykują też politykę bezpieczeństwa Stanów Zjednoczonych i administrację prezydenta Donalda Trumpa. Partia Lewicy (Die Linke) jest całkowicie przeciwko broni nuklearnej, jest także za wycofaniem Niemiec z NATO - przypomniała ekspertka.
Gotkowska zwróciła uwagę, że istnieje druga część polityków SPD, która opowiada się za wycofaniem broni jądrowej z terytorium Niemiec, ale nie podważa sojuszu z USA w ramach NATO. Ekspertka przywołała słowa przewodniczącego frakcji SPD w Bundestagu Rolfa Mutzenicha. Polityk tłumaczył, że nie sprzeciwia się polityce odstraszania nuklearnego NATO per se. Co więcej, dostrzega, że jest ona istotna i musi być prowadzona jeszcze co najmniej przez jakiś czas, ale nie chce broni jądrowej na terytorium Niemiec.
Ostateczny rozwój nuclear sharing zależy od wielu czynników. Przede wszystkim kluczowa jest sytuacja międzynarodowa, relacje NATO-Rosja, a także zwycięzca zbliżających się wyborów prezydenckich w USA. Nie bez znaczenia jest postawa polskiego rządu, który powinien zastanowić się, jak na całym zamieszaniu najbardziej może skorzystać nasz kraj.

PZ  
Źródło: PolskieRadio24.pl