Dla Toma Bernesa z Centrum Międzynarodowej Innowacji Zarządzania (CIGI) z Kanady  twierdzi, że okazał się on klęską dla porozumień w ramach G-20. Za przyczynę tego zjawiska ukazał Stany Zjednoczone. W jego opinii zmieniły one układ ekonomicznych sił na świecie. Jednocześnie wskazuje, że prezydent Barrack Obama dzięki współpracy z Chinami umacniał porozumienie z 2014 roku. Za prezydenta Donalda Trumpa dążenie do operacji międzynarodowej uległo przetasowaniu.

Z kolei Lars Brozus z Amerykańskiego Wydziału Badań w ramach Niemieckiego Instytutu Relacji Międzynarodowych i Bezpieczeństwa uważa, że Trump blokuje idee globalizacji. Za kolejny czynnik sprzeciwiający się w ustanowieniom światowego zarządzania uważa interesy państwowe. Dodatkowo wskazuje, że działania Rosji na Krymie rozbiły jedność. Tak samo kwestia wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej ukazał inny model istnienia współpracy międzynarodowej niż planowano. Tak samo sprzeciw wobec przyjmowaniu imigrantów i powstanie grup sprzeciwu (nazywa je skrajną prawicą) uznaje za kolejny czynnik blokujący porozumienie. Odwołuje się przy tym do pracy politologa Philipa Tetlocka. Zajmuje się on między innymi określeniem roli zasad i wartości w życiu politycznym ludzi. Przykłada on dużą rolę do eksperymentów jako metody przewidywania, jak zareaguje społeczeństwo. Brozus mocno akcentuje ten element.

Dla ekspertów z Izraela Michael Hatuela-Radoshitzku oraz Ari Heisteina z Narodowego Instytutu Studiów Bezpieczeństwa uważają, że działania podejmowane w zakresie ochrony przed koronawirusem ograniczą wpływ globalizacji. Znamienne, że łączą zwiększenie zdolności do działania rządów z ograniczeniem wpływu globalizacji. Podkreślają rolę prezydenta Donalda Trumpa. W ich rozumieniu problemu znaczenie między innymi miało zamknięcie granic. Podkreślają rolę kryzysów gospodarczych jakie pojawiają się w kontekście społeczności lokalnych, a nie światowych. Zarazem wskazują, że koronawirus otwiera pole do działania w zakresie przygotowań na „najgorsze możliwe scenariusze”. Uważają, że istnienie rywalizujących ze sobą sił międzynarodowych stanowi korzyść dla wszystkich.

Włoski głos reprezentuje Ettore Greco, wiceprezydent wykonawczy Instytutu Spraw Międzynarodowych. Uważa, że istnieje konieczność powołania nowego organu. Pojawienie się nowej instytucji pozwoli na ograniczenie wpływu dużych graczy politycznych i zaciśnięcie więzi w zakresie globalizacji. Wskazuje, że rolę ma tutaj Międzynarodowy Fundusz Walutowy, aby działania zmierzały do wykroczenia poza kwestie długu, a szły w kierunku „zarządzania globalnego stabilnością finansową”. Zakłada również przyjmowanie regulacji cen, co ukazuje jako jedna z metod ograniczenia zmian na rynku ropy naftowej.

Odnośnie Polski w dyskusji pojawiła się wypowiedź Patrycji Sasna z Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych, związana również z The Globalist. Uważa, że krytyka globalizacji jest „konieczna i zdrowa”. Zarazem wychodzi z założenia, że świat potrzebuje oddania się pod opiekę „trzech lub więcej państw”, aby one kierowały wysiłkami światami w zakresie „koordynacji polityk narodowych”. Stawia na ochronę organizacji międzynarodowych przed nieodpowiednimi opiniami, aby społeczeństwa nie zniechęcały się do nich. Uważa, że świat potrzebuje Zrzeszenia dla Multilateralizmu.

Igor Jurgens i Sergiej Kulik z Instytutu Współczesnego Rozwoju z Rosji postrzegają sytuację z koronawirusem jako przeszkodę w przekształceniach organizacji międzynarodowych. Podnoszą oni kwestie roli biotechnologii jako czynnika zmian przynoszących korzyści i szkody dla bezpieczeństwa w kontekście bezpieczeństwa krajowego i globalnego. Uważają: „Nazwanie Covid-19 jako zabójcą globalizacji jest przynamniej na teraz jak się wydaje na wyrost. Kryzys także może przynieść drugą falę globalizacji”.

Cytowane powyżej opinie ukazują, że istnieje tendencja do budowania relacji globalnych (czyli ponad narodami) za wszelką cenę. Jednocześnie wbrew temu, co wielu miłośników teorii spiskowych uważa dla osób zaangażowanych w organizacje globalizacji koronawirus nie jest szansą, ale w wielu przypadkach zagrożeniem. Grozi bowiem przebudzeniem się państw narodowych w kierunku wychodzenia z organizacji międzynarodowych i budowania relacji bez oddawania suwerenności.

Jacek Skrzypacz