2,4 miliona dzieci to równowartość populacji dwunastu prowincji wiejskich w kraju liczącym mniej niż 48 milionów mieszkańców. Ponad jedna trzecia z tych aborcji miała miejsce w latach 2011-2018, ponieważ liczba aborcji stale rosła, osiągając ponad 100 000 rocznie.

Hiszpańskie statystyki dotyczące aborcji, opublikowane w poniedziałek przez „Instituto de Politica Familiar” - IPF, ruch prorodzinny, który ma specjalny status konsultacyjny w Radzie Gospodarczej i Społecznej Narodów Zjednoczonych - pokazują rozmiar tragedii, przed którą stoi Hiszpania, gdzie przyrost naturalny spadł do 1,26 dziecka na kobietę w wieku rozrodczym.

Jest to znacznie poniżej minimalnej stawki wymiany pokoleniowej w krajach rozwiniętych: 2,1 dziecka na kobietę w wieku rozrodczym. Gdyby 2,4 miliona ciąż, które zostały przerwane przez aborcję, osiągnęło swój termin, hiszpański współczynnik urodzeń wyniósłby dziś 1,6 dziecka na kobietę - to za mało, ale przynajmniej piramida populacji nie byłaby już tak ciężka, z większą liczbą osób starszych niż dzieci i młodzieży. Dzisiaj Hiszpania osiągnęła etap, w którym liczba ludności „rośnie ujemnie” od 2015 r., A saldo wynosi -54,944 w 2018 r.