Realia ZSRR i krajów okupowanych przez komunistów polegały na niewyobrażalnym wyzysku klasy robotniczej. W krajach komunistycznych robotnicy pracujący w fabrykach czy na wsi żyli w nędzy i nie wyobrażali sobie tego, jakie zabezpieczenie socjalne zapewniają proletariuszom kapitalistyczne kraje demokratycznego zachodu.

 

Po transformacji ustrojowej, kiedy komuniści przekształcili się (z polecenia Moskwy) w liberałów, wyzysk klasy pracującej pozostał. Proletariat był dalej wyzyskiwany, tylko nie w imię komunizmu tylko liberalizmu i Unii Europejskiej, zresztą dalej przez tych samych postkomunistów.

 

Sytuacje w Polsce zmieniło przejęcie rządów przez PiS- partie lewicy patriotycznej, która odmiennie od komunistów i liberałów zapewniła klasie pracującej zabezpieczenie socjalne (wyższe pensje minimalne, wyższe minimalne stawki godzinowe, czy transfery w postaci 500+).

 

Stosunek lewicy antypatriotycznej, czyli antyPiS do lewicy patriotycznej, czyli PiS, pokazuje, jakie priorytety ma lewica antypatriotyczna. Do priorytetów lewicy antypatriotycznej nie należy bezpieczeństwo socjalne klasy pracującej, tylko przeprowadzenie rewolucji, która zniszczy wszelkie instytucje cywilizacji zachodniej.

 

Warto zwrócić uwagę na to, czym się różnią dwa modele pomocy społecznej – w modelu PiS odbiorcy świadczeń sami wydają pieniądze poza kontrolą biurokracji (bliższe jest to propozycjom przedwojennej PPS samorządnej solidarnej Polski), a w modelu PiS świadczenia nie są pieniężne tylko rzeczowe, dzięki czemu biurokracja państwa wykorzystuje je jako mechanizm nagradzania (przyznając świadczenia) lub karania (odbierając świadczenia), tak by kształtować zachowania odbiorców świadczeń, to by z entuzjazmem przyjmowali narzuconą przez biurokracje rewolucje (np. bez szemrania poddawali się tresurze tęczowej rewolucji, na co normalnie klasa robotnicza ochoty nie ma).

 

Obserwując dyskusje przed wyborcze na lewicy widać, że funkcjonariusze frontu ideologicznego urządzają nagonkę na tych lewicowców, którzy nie mają ochoty wspierać Trzaskowskiego, polityka reprezentującego obóz polityczny wrogi interesom klasy pracującej. Taka nagonka nie jest niczym nowym, komuniści, realizując interesy geopolityczne sowietów, przez dekady pacyfikowali nie tylko w krajach komunistycznych obrońców interesów socjalnych proletariatu, ale również i w krajach kapitalistycznych.

 

Na wspieranym przez Sorosa lewicowym portalu „Krytyka polityczna” ukazał się artykuł „Głosujesz na Dudę? Nie, nie jesteś lewicowym rebelem” autorstwa Jacka Olendera, który w swoim tekście potępił, „zastępy lewaków wychodzą spod niemal każdego kamienia w mediach społecznościowych i tylko po to, żeby obwieścić światu, że oni to z liberałami nigdy, że »PiS-PO-jedno zło«, a jak na drugą turę, to tylko z głosem nieważnym”.

 

Lewicowy publicysta, choć apeluje o głosowanie na Trzaskowskiego, przyznał, „że Platforma Obywatelska zrobiła bardzo dużo, by osoby mniej uprzywilejowane i z mniejszych miejscowości żyły w poczuciu wykluczenia. Likwidacje szkół i połączeń regionalnych, niedofinansowanie kluczowych usług publicznych, ślepa koncentracja na wzroście PKB, brak projektów socjalnych, polityki mieszkaniowej, senioralnej, ekologicznej, ludzie na umowach śmieciowych zachęcani do „zmiany pracy i wzięcia kredytu”. I tak dalej”.

 

W swoim artykule lewicowy publicysta nie ukrywa, że po wrogiej klasie pracującej PO, przyszedł PiS, który „wprowadził minimum polityki prospołecznej, zdobywając masowe poparcie społeczne. W tym niestety wielu ludzi na lewicy”.

 

Zdaniem lewicowego publicysty „o ile całkowicie można zrozumieć tych stojących za PiS, którym 500+ pozwoliło złapać finansowy oddech po raz pierwszy w życiu, o tyle nie da się w żaden racjonalny sposób wyjaśnić propisowskich sympatii na lewicy”. To szczere wyznanie pokazuje, że realia życia klasy robotniczej działaczom lewicy z własnego doświadczenia były obce.

 

Z artykułu lewicowego publicysty opublikowanego na portalu wspieranym przez Sorosa jednoznacznie wynika, że dla lewicowego establishmentu nie liczy się socjalny interes klasy pracującej tylko przeprowadzenie rewolucji niszczącej instytucje cywilizacji zachodniej.

 

Lewicowy publicysta uznał, że PiS to zło, bo: jest przeciwny tęczowej rewolucji (za co „eurokomisarka Věra Jourová wprost zapowiedziała, że postara się, aby kraje nieprzestrzegające praw UE nie dostały planowanego europejskiego gigapakietu finansowej pomocy na walkę z pandemią”), wspiera neonazistów, nie ma poważania na arenie międzynarodowej, jest partią kapitalistów, prześladuje nauczycielki, lekarki, rodziców niepełnosprawnych dzieci, nie zapewnia transportu publicznego w małych miejscowościach, marnuje kasę na „szczujnię pod szyldem Telewizji Polskiej, jakiej nie powstydziłby się żaden z trzech towarzyszy Kimów” i na propagandę, ułaskawia pedofilów, nie dba o ofiary przemocy.

 

Najbardziej lewicowego publicystę boli to, że PiS ma „wśród najbliższych sojuszników ma Ordo Iuris”, którzy według lewicowego publicysty mają być „fundamentalistami religijnymi opłacanymi przez Kreml” i chcą wypowiedzieć Konwencje Stambulską.

 

Lewicowego publicystę PiS napawa odrazą, bo partia Kaczyńskiego prowadzi kampanie nienawiści skierowane przeciwko osobom LGBT i imigrantom oraz nie dopuszcza do liberalizacji mordowania nienarodzonych dzieci podczas aborcji.

 

W swoim artykule lewicowy publicysta odmówił miana lewicowcom tych, którzy wierzą „w prospołeczną twarz PiS”, choć przyznał, że jest ich wielu, bo „zastępy tych niby-lewicowców wychodzą teraz spod każdego niemal kamienia w mediach społecznościowych tylko po to, żeby obwieścić światu, że oni z liberałami nigdy, a »PiS-PO-jedno zło«, a jak na wybory w ogóle iść, to tylko z głosem nieważnym”.

 

Dla lewicowego publicysty (z portalu wspieranego przez Sorosa) lewicowcy niechcący głosować na Trzaskowskiego są jak „dzieci, które albo nie dostały lodów, jakie sobie wymarzyły, albo ich lody dostały w wyborach poniżej 2,5%. No więc w odwecie postanawiają spalić rodzicom dom, samemu stojąc obok i patrząc, co z tego wszystkiego będzie”.

 

Establishmenty lewicowy publicysta poucza w lewicowców niechcących głosować na Trzaskowskiego, że „w wyborach zagłosować na farbowanego progresywistę, żeby choć trochę spowolnić marsz neofaszystów”.

 

Według lewicowego publicysty sejm „z Trzaskowskim w pałacu prezydenckim […] nie zorganizuje nam kretyńskich wpisów do konstytucji, wprowadzających jawną segregację obywateli”. Lewicowy publicysta zadeklarował, że na Trzaskowskiego „zagłosujcie w niedzielę. Nawet kosztem własnej lewicowej czystości. Jeśli miałoby to uchronić choćby kilkoro LGBT-nastolatków przed samobójstwem”.

 

Jan Bodakowski