Mamy tylko wyniki sondażu opinii publicznej, z którego wynika, jak informuje portal TVP Info, że „większość wyborców Krzysztofa Bosaka z Konfederacji (51,5 proc.) poparło Dudę. Na kandydata PO głosowało 48,5 proc. tych, którzy przed dwoma tygodniami wskazali na Bosaka”. Nie możemy być pewnie, że było tak na pewno, bo to tylko sondaż, a respondenci mogli kłamać.


Rozumiem, czemu wyborcy Bosaka zagłosowali na mniejsze zło, czyli Dudę. Sam dokonałem tego wyboru. Nie dziwi mnie też mechanizm, który połowę wyborców Bosaka skłonił do tak głupiej decyzji, jak zagłosowanie na Trzaskowskiego. Wielokrotnie opisywałem proces wykorzeniania prawicy z kontekstu narodowego i katolickiego, jaki nastąpił w ciągu ostatnich 30 lat.


W ostatniej dekadzie XX wieku (w latach 90) ideową prawicę można było odnaleźć w Unii Polityki Realnej. Była to partia, którą dziś by nazwano konserwatywnymi wolnościowcami. Wśród jej polityków był Janusz Korwin-Mikke, Stanisław Michalkiewicz, Rafał Ziemkiewicz, a nawet prezes fundacji Pro Mariusz Dzierżawski.


Ogromną zaletą UPR, szczególnie na tle Korwina, było grono sympatyków i aktywistów tej organizacji. Byli oni bardzo zakorzenieni w katolicyzmie i polskości, co pozwalało im na posiadanie wspólnej tożsamości kulturowej i wspólnego kodu kulturowego. Wszyscy doskonale wiedzieli nie tylko o tym, że podatki powinny być niskie, a socjalizm jest szkodliwy, ale również o tym, że katolicka nauka społeczna jest antysocjalistyczna (o czym świadczą encykliki Leona XIII i kolejnych papieży), wartością jest tradycyjny katolicyzm (niszczony przez patologie posoborowe) oraz cywilizacja łacińska (której wyższość doskonale opisał Feliks Koneczny). Swoją tożsamość sympatycy UPR kształtowali, czytając wiele książek.


Z perspektywy kilku dekad, jakie minęły od tego czasu, jestem zasmucony ewolucją, jaką przeszły środowiska wolnościowe wykorzeniając się z katolicyzmu i polskości. W ostaniach latach rozmowy z działaczami najnowszych partii Janusza Korwin-Mikke uświadomiły mi, że mam do czynienia z młodymi sympatycznymi ludźmi absolutnie wykorzenionymi z katolickiej i polskiej tożsamości, odmiennie od sympatyków UPR. Nie było to jakieś świadome odrzucenie przez tych ludzi tej tożsamości, bardziej to, że nie byli oni nawet świadomi tego, że są wykorzenieni.


W ostaniach miesiącach ciekawy opinii sympatyków Konfederacji czy Korwina wrzucałem linki do swoich często katolickich tekstów na facebookowe grupy dyskusyjne tej partii i tego polityka. Z największych grup szybko mnie wywalano, gdyż moje teksty okazały się zbyt katolickie. Na kilku jednak pozostałem. Lektura komentarzy pod moimi tekstami była dla mnie (weterana walki z socjalizmem w szeregach sympatyków UPR) szokiem kulturowym. Większość komentujących moje teksty wyrażała swoją ogromną nienawiść do katolicyzmu, wynikającą z ogromnej niewiedzy na temat nauczania i historii Kościoła katolickiego.


Czy można się temu dziwić? Moim zdaniem nie. Na podstawie trwającej 30 lat obserwacji uczestniczącej środowiska wolnościowców, muszę stwierdzić, że ciężko pracowano by ideową prawicę wolnorynkową wykorzenić z katolicyzmu i polskości.


Od dekad apelowałem do wydawców książek wolnorynkowych by zamiast lub tylko wydawać, różnych Żydów i Żydówki głoszące głupie, utopijne i szkodliwe teorie kompromitujące idee wolnościowe (pisałem o tych toksycznych ideach w swoich artykułach o twórczości Murraya Rothbarda i Ava Rand), które tylko odstraszały od wolnego rynku, wydawali prace ukazujące zgodność wolnego rynku z polskim interesem narodowym (np. Romana Rybarskiego) czy katolicyzmem (encykliki Leona XIII). Wydawcy pozostawali konsekwentnie głupi na moje apele.


W czasie jednej z takich rozmów znany wydawca wolnościowych pozycji patrzył na mnie jak na idiotę, jakby nie kojarzył, niby po co idee wolnorynkowe należy zakorzenić w wierze i narodzie. Uznałem, że koleś jest wykorzeniony i nie jest w stanie zajarzyć, jak ważne jest zakorzenienie idei w rzeczywistości narodowej i katolickiej. Po latach okazało się, że ów wydawca był w PRL przez lata publicystą prasy PAX (więc musiał kumać, o co mi chodzi z tym narodem i katolicyzmem) i tak przypadkiem tajnym współpracownikiem Służby Bezpieczeństwa.


Z perspektywy tych doświadczeń mam niemiłe wrażenie, że przez ostanie kilka dekad ciężko pracowano nad tym, by ideową prawicę w Polsce wykorzenić z jej tożsamości narodowej i katolickiej (co się ostatecznie udało). Specjalnie wydawano w środowiskach wolnościowych prace, które wykorzeniały z narodu i wiary, a nie te, które by wskazywały na organiczny związek wolności i rynku z wiarą i narodem.

Jan Bodakowski