"W tym przypadku włożyliśmy tam zapis o konieczności odniesienia się do tego przez Radę Europejską. Rada Europejska działa na zasadzie jednomyślności, a więc i Polska i Węgry i cała Grupa Wyszehradzka, która nam sprzyja, będzie musiała się w tej kwestii wypowiedzieć. Jesteśmy więc zabezpieczeni z każdej strony" – powiedział Mateusz Morawiecki komentując kwestię "praworządności" w budżecie UE na lata 2021-2027.

Ustalenia szczytu i kwestia "praworządności" są komentowane w ambiwalentny sposób. Kluczową sprawą jest to, czy o wszczęciu procedury praworządności będzie decydować Rada UE, czy Rada Europejska - w tym ostatnim przypadku, wszczęcie procedury ograniczenia wypłat unijnych dopłat lub pożyczek ze względu na "naruszenia praworządności" będzie uzależnione od tego, czy zgodzą się na to wszyscy członkowie Rady, w tym Polska.

"Na koniec decydowała będzie Rada Europejska, czyli przywódcy 27 państw i tu zgoda będzie musiała być wyrażona jednomyślnie" – komentuje wiceminister spraw zagranicznych Paweł Jabłoński. – "W konkluzjach zapisano wyraźnie, że po decyzjach Komisji i Rady Unii Europejskiej, do sprawy wróci także Rada Europejska" – dodaje.

Ostatecznie kwestia praworządności się pojawiła, ale nie stanowi umożliwienia szantażu Polski przez UE: "Dla państw, którym bardzo na tym zależało, jest to wyjście z twarzą. Nie zrezygnowano z tego rozwiązania, ale też zupełnie go nie porzucono. Zostało odłożone w czasie – komentuje Jabłoński.

"Porozumienie UE daje Polsce ponad 124 mld euro w bezpośrednich dotacjach, a razem z uprzywilejowanymi pożyczkami 160 mld euro w cenach bieżących" - powiedział Mateusz Morawiecki.