Pierwszymi Polakami którzy dotarli do Wałbrzycha byli szabrownicy. Następnie, zaczęły tu przyjeżdżać, wypełnione repatriantami ze wschodu i zachodu, pociągi. Dla szabrowników był to znak, że czas pomyśleć o tym jak zabezpieczyć łupy i siebie. Zaczęli się osiedlać i szukać pracy która pozwoli się im zalegalizować to co „zdobyli”. W tym środowisku, najwyżej ceniona była praca w UB lub milicji.

Wśród napływających do Wałbrzycha przesiedleńców dominowali ludzie z Borysławia oraz reemigranci z Francji i Belgii. „Francuzi” byli silnie skomunizowani i wielu z nich włączyło się aktywnie w tworzenie lokalnej struktury PPR. Borysławiakom lewicowość też nie była obca i stanowili trzon PPS-u. Czerwoni nie mieli więc w Wałbrzychu problemów z naborem kadry. Brakowało jednak specjalistów. Zatrzymano więc niektórych Niemców. W Wałbrzychu osiedliło się również wielu ludzie którzy bardzo chcieli aby nikt nie wiedział skąd pochodzą i kim wcześniej byli. Łączył ich strach przed UBecją.

Byli to AK-owcy. Częściej jednak byli to Polacy lub Ukraińcy którzy w czasie wojny „kolaborowali” z Niemcami.

Świadomie ująłem słowo "kolaborowali" w cudzysłów. Nie chcę aby ktoś pomyślał, że chodzi mi o współpracowników Gestapo lub UPA. Tacy też pewnie byli ale większość pracowała tylko w różnych, podlegających władzom okupacyjnym instytucjach i nawet jeśli nie zrobili nikomu nic złego to i tak narażeni byli na niechęć ze strony swoich byłych sąsiadów.

Inną dużą grupę stanowili Żydzi. Dla wielu Żydów, Wałbrzych był tylko przystankiem w drodze do Izraela, choć niektórzy zostali. Ciągle funkcjonuje tutaj popularny żart: "Po izraelskim ataku na Synaj, Egipcjanie chcieli zbombardować trzy miasta; Tel Awiw, Hajfę i Wałbrzych".

To nie koniec. Trochę później, dosypano jeszcze Greków i Cyganów. Mamy więc w Wałbrzychu multikulti i skutek jest taki, jaki jest, czyli kłębi się tu mieszanina mafii, gangów i układów.

Po kongresie zjednoczeniowym PPR i PPS, dominującą pozycję wśród tego rodzaju organizacji objęła Polska Zjednoczona Partia Robotnicza.

Pierwsze pomruki miały miejsce w 1976. W Wałbrzychu było cicho ale w okolicy wybuchło kilka strajków. W Warszawie powstał wtedy Komitetu Obrony Robotników. Włączyłem się w działania KOR-u ale tutaj byłem jak „samotny biały żagiel”. Ogromna większość Wałbrzyszan uznała po prostu, że jest to tylko awanturka pomiędzy puławianami i natolińczykami. Nadszedł sierpień 80. Długo by trzeba opowiadać dlaczego w wałbrzyskich kopalniach wybuchł (jednak) strajk. W efekcie, stanęło całe miasto i powstała Solidarność. Najbardziej zadziwiającym faktem z tamtych lat jest to, że była to prawdziwa (niezależna od lokalnego UKŁADU) Solidarność. Wszelkie znaki na niebie i ziemi wskazywały bowiem na to, że w Wałbrzychu powstanie „OPZZ”.

Na szczęście, górnicy wierzyli w przewodnia rolę … górników i nikt nie był w stanie w pełni kontrolować dynamiki wydarzeń. Ważnym elementem tej dynamiki było to, że pracownicy innych zakładów (w skrytości ducha) górników nie lubili.

Tak czy inaczej, choć podobno nie wypada tego robić, zacytuję teraz sam siebie. W wydanej w roku 1993 książce „Wałbrzych Zarys monografii miasta na tle regionu” przeczytać można: „Obecnie nie ma już podziałów na Borysławiaków, Francuzów, itd. Strajki sierpniowe stworzyły wałbrzyskie społeczeństwo. - pisał J. Pilchowski.” .

Przykro mi bardzo, ale teraz muszę te słowa odwołać. Pisząc je, wierzyłem, że to prawda. Byłem naiwny. Może następne 20-30 lat przywróci im sens ale jesteśmy tu znów w latach siedemdziesiątych XX wieku.

Aby to wyjaśnić, napiszę kilka słów o Solidarności w Wałbrzychu. Proszę zwrócić uwagę, że nie napisałem o wałbrzyskiej Solidarności tylko „o Solidarności w Wałbrzychu”. To pierwsze oznacza bowiem Solidarność ma terenie całego byłego województwa wałbrzyskiego. Część działaczy Solidarności z Wałbrzycha walczyła bowiem przez cały czas o to aby Związek był „apolityczny”. Wydarzeniem które dość dobrze pokazuje sposób w jaki ci ludzie myśleli był powracającym jak bumerang postulat aby władze miasta przyznały Solidarności pulę mieszkań i talonów na samochody. Spowodowało by to oczywiście wiele poważnych napięć, ale ich zdaniem „zyski przewyższały straty”. Tym bardziej, że władze miasta sugerowały (oczywiście), że skłonne będą taki postulat uwzględnić.

W listopadzie 81, odbyła się też w Wałbrzychu duża esbecka akcja wzywania ludzi działających w Solidarności na rozmowy. Informowano ich uprzejmie, że przeginają z niezależnością i powinni zastanowić się nad swoją przyszłością. Po 13 grudnia, ilość podpisanych lojalek była więc w Wałbrzychu dużo większa niż być „powinna”.

Popularny jest też tutaj zoologiczny antyklerykalizm. Czasami przybiera on nawet komediową postać. Pewien człowiek (związany rodzinnie z esbekiem który pracował w wydziale zajmującym się inwigilacją KK), opowiadał mi o tym, że podsłuchano rozmowę telefoniczną po wizycie esbeków w jednej parafii. Ksiądz u którego byli informował innego księdza; „Te s… jadą chyba teraz do ciebie.”. Opowiadający szczerze się przy tym oburzał na „chamstwo”. Jego zdaniem ksiądz nie miał prawa mówić o esbekach per „s...”.

Czy trudno się temu wszystkiemu dziwić? Chyba nie. Przeszłość Wałbrzycha tak ukształtowała biomasę, że patologiczny egoizm uważany jest tu za cnotę. Nie wierzy się tu nikomu ale czymś normalnym jest chęć zapisania się do jakiegoś silnego „kolektywu”. Ewentualnie ludzie siedzą cicho jak mysz pod miotłą i mówią tylko to czego rozmówca oczekuje. Wałbrzychem rządzi więc dalej PZPR.

A lokalne PO? Składa się ze specjalistów od szemranych przetargów oraz ludzi którzy dosłownie lub „psychologicznie” podpisali lojalki. I ich dzieci. A lokalny PiS? Jest kilku kulawych ministrów, wicewojewoda z demobilu, kilku radnych-bezradnych, grupa nieznanych nikomu (szczególnie przed 2015) urzędników z ADHD i trochę sfrustrowanych osób których dzieci wyjechały za chlebem.

Co będzie dalej? Nie wiem kogo zapytać. Wałbrzyskie Cyganki chodzą teraz w chińskich ciuchach i nie wróżą na ulicy.

Jerzy Jacek Pilchowski

Od 1977 r. działacz KOR-owskiej opozycji: członek kolegium redakcyjnego „Robotnika”, sygnatariusz Karty Praw Robotniczych, reprezentant wrocławskiego Klubu Samoobrony Społecznej, współpracownik Niezależnej Oficyny Wydawniczej oraz Biura Interwencyjnego. W okresie „Solidarności” wiceprzewodniczący wałbrzyskiego MKZ i członek prezydium Zarządu Regionu Dolny Śląsk. Po ogłoszeniu stanu wojennego internowany. W roku 2007 odznaczony Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski.