Mimo wszystko francuski polityk widzi dużą szansę na możliwość ewentualnego ukarania Polski. Według, dopiero co mianowanego francuskiego sekretarza stanu do spraw europejskich Clementa Beaune’a, powiązanie budżetu UE z kwestią poszanowania praworządności, umożliwi ukaranie finansowo Polski, jeżeli wypowie ona konwencję stambulską. Chodzi o dokument Rady Europy a nie traktat UE. 38-letni Clement Beaune, który dotąd był doradcą prezydenta Emmanuela Macrona - zasugerował, że poszanowanie konwencji jest równoznaczne z poszanowaniem praworządności. "Będą konsekwencje" - zagroził w wywiadzie dla francuskiej publicznej stacji radiowej France Inter. - W dniu dzisiejszym w dziedzinie praworządności w Europie jest mało środków, które umożliwiają działanie. Trzeba to szczerze przyznać. Po raz pierwszy w kwestii unijnego budżetu wprowadzony został mechanizm, który zakłada sankcje w razie braku poszanowania reguł praworządności. Konkretnie mówiąc chodzi o uderzenie po kieszeni. Jest to jednak jeszcze mechanizm niedoskonały. To ma być jeszcze dyskutowane. Jest generalna zasada. Nie stworzyliśmy na razie do końca instrumentu, który by to umożliwiał, ale to zrobimy - powiedział Beaune.

Cała sprawa rozgorzała po tym jak Zbigniew Ziobro złożył wniosek do minister rodziny o rozpoczęcie procedury wypowiedzenia konwencji stambulskiej zwanej antyprzemocową. Minister sprawiedliwości takie działanie zapowiedział podczas sobotniego briefingu. Ziobro twierdzi, że konwencja - poza przepisami chroniącymi przed przemocą - promuje podstępnie ideologię gender i zasady niezgodne z religią i kulturą. Ministrowi sprawiedliwości nie podobają się m.in. fragmenty równościowe dotyczące osób homoseksualnych, czy promowani edukacji seksualnej. Nie podoba mu się również brak zapisu, że alkohol czy dopalacze mogą stać się źródłem przemocy. Według niego, polskie przepisy bardzo restrykcyjnie chronią przed przemocą. Konwencja Rady Europy z 2011 r. o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej (tzw. konwencja stambulska) ma oficjalnie chronić kobiety przed wszelkimi formami przemocy oraz dyskryminacji. Polska podpisała konwencję w grudniu 2012 r., a ratyfikowała - w 2015 r. Tę kwestię podjął jeden z zastępców Zbigniewa Ziobry Marcin Romanowski. - Ten błąd został popełniony; to była pochopna ratyfikacja i wprowadziliśmy do naszego systemu lewicowego, genderowego konia trojańskiego i najwyższy czas, by tę konwencję wypowiedzieć, realizując nasze zobowiązania w stosunku do Polaków, podkreślając także nasze relacje z innymi krajami regionu - oświadczył.

W lewicowych mediach i publicystach rozgorzała burza, że przez wypowiedzenie tej konwencji przyzwala się na bicie kobiet. Na takich fałszywych argumentach budowana jest narracja o tym, że Polska popełnia błąd. Wszelkiego rodzaju organizacje lewicowe i LGBT pod takim hasłem chcą przeszkodzić w wypowiedzeniu konwencji. Tymczasem cel konwencji jest zupełnie inny a wiązanie go z przemocą wobec kobiet jest sprytnym zabiegiem, na który niestety często, dają „nabrać się” obywatele. O co tak naprawdę chodzi w konwencji stambulskiej w specjalnym liście wyjaśnia instytut Ordo Iuris: „ Konwencja, której moc prawna po ratyfikacji przez Bronisława Komorowskiego przewyższa ustawy polskiego Sejmu, podważa w ogóle pojęcie płci zastępując je konstruktem gender („płci społeczno-kulturowej”). Zawiera też wiele innych kontrowersyjnych elementów, w tym rozwiązania zagrażające tajemnicy spowiedzi czy chroniące adwokatów, psychologów i lekarzy donoszących na swoich klientów i pacjentów. Według Konwencji przemoc jest ściśle powiązana z tradycyjnymi rolami kobiet i mężczyzn. Autorzy dokumentu wprost wdrożyli w niego założenia ideologii gender, która zapowiada, że likwidacja elementów kultury, religii, tradycji i zwyczajów związanych z różnymi rolami mężczyzn i kobiet jest kluczem do świata wolnego od patologii, wyzysku i przemocy. Na celowniku ideologów są rodzina, małżeństwo, macierzyństwo, ojcostwo, a przede wszystkim same koncepcje męskości i kobiecości. Dla realizacji tych utopijnych celów, konwencja nakazuje wprowadzenie nauczania o „niestereotypowych rolach płciowych” do szkół na wszystkich poziomach edukacji, zobowiązuje państwa do przekierowania wielkich publicznych środków na programy inżynierii społecznej realizowane przez radykalne, lewicowe organizacje.” – pisze prezes Instytutu adw. Jerzy Kwaśniewski.

Widać więc jak na dłoni, że argumenty podnoszone przez lewą stronę są zwyczajną manipulacją i kłamstwem, które budząc emocje ma za zadanie „przepchnąć” ideologiczne zapisy. Wypowiedzenie tej konwencji byłoby bardzo dobrym krokiem, wszystko zależy od tego czy władze ugną się pod presją lewicowych organizacji i publicystów.

DZ

Źródło: RMF FM, Ordo Iuris