Niemcy w chwili wybuchu powstania mieli wypełnić rozkaz Hitlera: „każdego mieszkańca należy zabić”. Do wykonania tego zadania potrzebni byli wyjątkowi ludzie. Była  to  Rosyjska Wyzwoleńcza Armia Ludowa RON dowodzona przez  SS-Brigadefuhrera Bronisława Władysławowicza Kamińskiego. Była to niesłychana dzicz, która z okrucieństwem dokonywała niszczenia ludności warszawskiej.

Ronowcy współpracowali z Niemcami. Wyciągano mieszkańców z domów. Bito ich, szarpano, kopano i na podwórkach zabijano. Mieszkania i ofiary były ograbiane z kosztowności, zegarków. Zabierano także im odzież, buty i żywność. Kobietom wyłamywano lub obcinano palce, aby zabrać pierścionki, obrączki. Zrywano z uszu kolczyki. Chorych i starszych, mężczyzn i chłopców rozstrzeliwano na miejscu. Reszta była pędzona na plac po targowisku warzywnym Zieleniaku. Był tam punkt zborny dla wysiedlonych. Od 2 sierpnia przez miesiąc zamordowano tam ok. 300 osób. Inne dane wskazują, że zginęło tam około tysiąca ludzi. Zieleniak był placem o wielkości 180x 300m, okolony trzymetrowym murem.

Do wieczora 5 sierpnia zgromadzono na nim kilkanaście tysięcy ludzi. „Ludzie upychali się jak śledzie, tak że zaledwie mieli tyle miejsca, by się położyć jeden koło drugiego”. Przez ten punkt zborny przeszło ok. 60 tys. warszawiaków.  Zieleniakiem rządzili ronowcy. Byli nieustannie pijani, ubrani w rzeczy ofiar, często nie pasujące do pory roku, na ramionach pozakładali zegarki – jeden nad drugim. Karabiny nosili na sznurkach. Darli się nieustannie, urządzali polowania na ludzi.

Pomordowani byli grzebani w płytkich rowach koło płotu. Unosił się tam straszny odór, kłębiło robactwo. Upalne dni powodowały ciągłe  pragnienie. Noce były bardzo zimne. Ludzie leżąc pod gołym niebem, potwornie marzli. Pijani ronowcy chodzili po placu i świecąc ludziom latarkami w oczy, wybierali kobiety i dziewczyny. Wśród wrzasków i krzyków ciągnęli je za włosy i ubrania do pobliskiej szkoły lub za mur czy do okolicznych bram i tam w okrutny sposób je gwałcili. Nocą było słychać rozpaczliwe krzyki kobiet, które później wracały na plac, a po niektórych słuch zaginął.

Ronowcy nie oszczędzali dzieci. Niemowlęta umierały z głodu lub były mordowane. Dziewczynki były gwałcone razem z matkami, a czasami na trupach poprzednio gwałconych ich matek.  W tym piekle kobiety rodziły. Kilka z nich od razu umarło razem ze swoimi noworodkami. Tak o tym pisze Michał Tomasz Wujciuk: „Kakofonia rozmaitych przeraźliwych wrzasków rodzących mieszała się z krzykiem gwałconych, słowa modlitw zlewały się z bluźnierstwami i przekleństwami bezsilnych mieszkańców, którzy utracili bliskich lub tych, którzy zwariowali, wołając zaginionych i pomordowanych oraz dzikim wyciem pijanych żołdaków. Nad głowami przerażonych warszawiaków prowadzona była kanonada artyleryjska, co powodowało permanentne napięcie i stres”.

Rozprężenie, grabieże i bestialstwo ronowców zaczęło przeszkadzać Niemcom. Destabilizowało to zaplecze frontu. Z powodu gwałtu na Niemkach, Kamiński i jego zastępca Szawykin stanęli przed sądem polowym i zostali rozstrzelani. Inny dowódca Iwan Frołow po wojnie został osądzony przez Rosjan za kolaborację z Niemcami i stracony.  Resztki tej brygady wycofano z Warszawy. W Puszczy Kampinowskiej nocą z 2 na 3 września zostały rozbite pod wsią Truskaw przez oddział cichociemnego por. Adolfa Pilcha „Doliny”.

Mieszkańcy Ochoty zostali umieszczeni w obozie w Pruszkowie – Dulag 121. Tam dokonywano ich segregacji. Starcy, chorzy, kobiety i dzieci kierowane były na przymusowe osiedlenie w Generalnym Gubernatorstwie u obcych ludzi. Innych skierowano na przymusowe prace w Niemczech w zakładach przemysłowych lub u bauerów.

Iwona Galińska