Jeszcze niedawno legalizacja aborcji była wręcz nie do pomyślenia. Dziś europejskie państwa coraz częściej opowiadają się za takim rozwiązaniem pomimo licznych protestów Kościoła oraz ruchów pro life.


Tym razem mowa tutaj o najnowszych włoskich przepisach dotyczących aborcji, które  znoszą obowiązek hospitalizacji kobiety.  Przypomnijmy, że legalizacja aborcji we Włoszech nastąpiła w 1978 roku.


Teraz we Włoszech wydłużona zostanie o dwa tygodnie możliwość dokonania aborcji farmakologicznej. Wcześniej możliwa była tylko do siódmego tygodnia  ciąży, teraz możliwa będzie do dziewiątego miesiąca.


Kobiety we Włoszech mogą teraz używać pigułek aborcyjnych w warunkach ambulatoryjnych, zamiast przebywać w szpitalu w celu przerwania ciąży.
Jak widać włoskiemu rządowi ten „genialny” pomysł się podoba. Szczególnie ministrowi zdrowia.


Włoski minister zdrowia Roberto Speranza ogłosił zmianę wytycznych w sobotę na swoim oficjalnym koncie na Twitterze. Powiedział, że nowe zasady oparte są na dowodach naukowych i stanowi to „ważny krok naprzód”.


Na szczęście we Włoszech działają jeszcze tzw. ruchy pro-life, które postanowiły zaprotestować przeciwko tym zasadom.
„Dąży się do tego, by niepożądaną ciążę przekształcić w coś w rodzaju przykrej dolegliwości, której można się pozbyć, zażywając pastylkę.” – powiedziała Marina Casini, która jest przewodniczącą „Ruchu na rzecz życia” we Włoszech.


„Mamy do czynienia z realną i normalną aborcją. Nie jest to jakaś „mniejsza aborcja”, ponieważ nie są używane narzędzia chirurgiczne. To próbuje nam wmówić propaganda promująca użycie pigułki RU-486. Mamy do czynienia z prowokacją ideologiczną, której celem jest banalizacja aborcji, wystarczy wypić szklankę wody, by zapomnieć o tym, że mamy do czynienia ze zniszczeniem istoty ludzkiej.”- dodała.


„W centrum tej kłamliwej propagandy stoi stwierdzenie, że ta pigułka chroni zdrowie kobiety i ogranicza cierpienia wywołane aborcją. Wiemy doskonale, że tak nie jest. Chodzi głównie o oderwanie aborcji od jakiejkolwiek kontroli medycznej i, co gorsza, o wydłużenie okresu, w jakim można ten środek przyjmować aż do dziewiątego tygodnia ciąży. To jest bardzo niebezpieczne.”-spuentowała Casini.


Na szczęście to nie jedyny głos przeciwko nowym zasadom. Skrytykowała je również konserwatywna prawniczka Giorgia Meloni, która stwierdziła, że nie jest to tak jak mówi minister zdrowia krok do przodu, ale krok wstecz. Jej zdaniem jeśli kobiety zaczną przyjmować pigułkę aborcyjną same, pozbawi je to opieki psychologicznej i medycznej. Dodała, że „doświadczać trudnej i niebezpiecznej procedury w samotności.”


Głos zabrała także włoska polityk Sandra Zampa, która powiedziała, że „nadszedł czas, aby zweryfikować wytyczne, biorąc pod uwagę, że dziesięciolecie doświadczeń pokazało, że lek można bezpiecznie podawać bez hospitalizacji.”


W 1978 roku Kościół mocno sprzeciwiał się legalizacji aborcji. Mimo to została ona zalegalizowana. W 2009 roku z kolei zatwierdzono stosowanie pigułki aborcyjnej do siódmego tygodnia ciąży.

 

Agnieszka Malinowska 


Foto: Pixabay.com