Aktywistka z męskim przyrodzeniem ma oczywiście prawo do tego, by się uważać za kobietę, podobnie jak każda inna osoba ma prawo uważać się za Napoleona. O ile nie stanowi zagrożenia dla innych, nie ma powodów, by ją przymusowo leczyć w zakładzie psychiatrycznym. Zapewne wielokrotnie więcej osób z urojeniami co do własnej tożsamości chodzi swobodnie po ulicach, niż leczy się w zakładach, i realnie nie stanowią one dla nikogo zagrożenia.

 

Nie można jednak wymagać, by inni przymusowo podzielali urojenia pacjenta co do jego tożsamości. Szczególnie nie można wymuszać na państwie, by ulegało takim sprzecznym z rzeczywistością przekonaniom. Państwo musi się opierać na faktach. W dokumentach administracja musi wpisywać to, co wynika z biologii, w tym i takie cechy jak płeć czy wiek, czy to, co wynika ze stanu faktycznego (np. wykształcenie, stan cywilny).

 

Jak uznamy, że posiadacz siusiaka jest kobietą, bo ma takie subiektywne odczucie, to czemu za niewinnego nie mamy uznawać kryminalistę, który ma subiektywne przekonanie, że jest niewinny, że cudzy zegarek jest jego własnością, albo, że wcale nie zgwałcił swojej ofiary.

 

Nie ma też powodu, by subiektywne odczucia co do własnej płci niosły ze sobą konsekwencje prawne. Bo jeżeli tęczowy bandyta z racji na swoje subiektywne odczucia ma być kierowany do aresztu dla kobiet, choć ma penisa (pewnie jakby się tak stało, to wśród osadzonych połowa posiadaczy siusiaków uznała się za niebinarne kobiety), to czemu inny posiadacz siusiaka subiektywnie uznający się za kobietę, nie ma przechodzić wcześniej na emeryturę, czy ma nie mieć prawa do korzystania z damskich pryszniców na basenie.

 

Jeżeli państwo ulegnie subiektywnym odczuciom co do płci, to spowoduje tym eskalacje żądań co do uznawania innych subiektywnych odczuć. Pijani kierowcy będą żądać, by traktować ich jak trzeźwych zgodnie z ich subiektywnym odczuciem, ślepnący emeryci bez refleksu będą żądać wydania prawa jazdy, bo subiektywnie czuja się młodzi i sprawny, sprzedawcy mięsa zarażonego tasiemcem, będą domagać się prawa od sprzedaży swojego towaru, bo ich subiektywnym zdaniem jest on doskonałej jakości, a ludzie bez wykształcenia medycznego będą się domagali prawa do przeprowadzania operacji neurologicznych, bo subiektywnie czują się neurochirurgami.

 

Ciekawie będzie, kiedy osoby zaburzone psychicznie, subiektywnie przeświadczone o własnym zdrowiu psychicznym (o czym zapewniały ich głosy), będą domagali się prawa do pracy w elektrowniach atomowych, czy gdy pedofil subiektywnie uznający się za mającego 7 lat chłopca i będzie domagał się prawa do zabawy w doktora z małymi chłopcami.

 

Sprawa z tęczowym bandytą, który napadł na kierowcę furgonetki fundacji Pro, jest oczywiście groteskowa. Rzekoma aktywistka z siusiakiem nawet nie udaje osoby z zaburzeniami tożsamości seksualnej, nie zakładaja nawet sukienki, nie poddaje się truciu hormonami. Deklaracje tęczowego bandyty o byciu kobietą to ordynarne kpiny z osób realnie mających problem z tożsamością seksualną.

 

Warto też dodać, że pomoc dla osób z zaburzoną tożsamością seksualną powinna polegać na uświadomieniu im, że nie istnieje realna możliwość zmiany płci i że są skazane na życie w tym ciele, jakie mają. Osobom z zaburzeniami tożsamości płciowej trzeba uświadomić, że jest wiele (innych niż seksualność) dziedzin życia, w których mogą się realizować i które mogą przynieść im satysfakcje (praca, nauka czy twórczość artystyczna).

 

Tak zwane operacje zmiany płci, żadnej płci nie zmieniają, bo jest to niemożliwe, i tylko okaleczają osoby im się poddające. Po takim okaleczeniu niezwykle często osoby takie nie tylko nie zyskują szczęścia, ale i tracą zdrowie.

 

Rojenia o pragnieniu posiadania innej płci wynikają z fałszywego przekonania, że osoby innej płci nie przeżywają takich dramatów jak my, że ich życie jest weselsze. Rzeczywistość jest inna. Wszyscy cierpimy, przeżywamy dramaty, i nawet gdy zmiana płci była możliwa, to i tak faceci przemienieni w kobiety, może by już nie mieli męskich problemów, ale nagle by mieli problemy, które mają kobiety (i które są tak samo bolesne).

 

Jan Bodakowski