Ja powiedziała, "reperkusje były dotkliwe" po głosowaniu.

- Dwa dni po tym, jak zapowiedziałam, że nie zagłosuję tak, jak wszyscy, brat mojego męża stracił pracę. W miejskich kościołach odczytano list biskupa siedleckiego, w którym wyraził swoje rozczarowanie postawą jednej z radnych. Nie wymienił nazwiska, ale było wiadomo, że chodzi o mnie. Mąż zrezygnował z pracy w Państwowym Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych, obawiając się konsekwencji mojej decyzji - mówi radna z Siedlec Iwona Orzełowska.

- Nie jestem w partii, więc nie można mnie wyrzucić, ale w Radzie Miasta siły PiS i opozycji są bardzo wyrównane i mój głos ma wielkie znaczenie. Tak naprawdę dopiero po wakacjach będę wiedziała, na czym politycznie stoję - dodaje.

Na pytanie o jej relacje z "koleżankami i kolegami z PiS", radna odpowiada, że jest "służbowo, zimno i formalnie". Z kolei wpisy krytykujące jej głosowanie i postawę "bawią ją".

- Przynajmniej dopóki nikt nie przekłuwa mi opon ani nie wybija szyb. Na wszelki wypadek trzymamy jednak od niedawna na posesji dwa duże psy, owczarki niemieckie - zaznacza.

- Myślałam o wyjeździe z Siedlec, ale odezwało się do mnie z wyrazami uznania wiele mądrych osób, w tym promotor mojej pracy magisterskiej z Uniwersytetu Warszawskiego. Bardzo mnie to wsparło. Ja, pomimo iż jestem osobą wierzącą i praktykującą, nie hołduję bezwolnie księżom. To ludzie, czasem świetni, ale czasem bardzo ułomni. Nie wszyscy mają czyste sumienia i wielu nie spełnia swojej posługi właściwie - kontynuuje Orzełowska.

Zdaniem radnej wybranej z list PiS, samorządowy uchwalają SKPR dlatego, by "trafić do wystraszonego elektoratu, zabiegającego o rządowe pieniądze".

- To są ludzie, którzy martwią się o swoje stołki i zebrali wokół siebie podobnie myślących wyznawców. Znam wójtów, którzy zajmowali się w życiu chociażby sztuką, są osobami otwartymi i w ogóle nie myślą w ten sposób. Głosują jednak koniunkturalnie, ponieważ taka jest narracja rządu. [...] Hasła są nośne - przekonuje.

Zapytana o Marsz Niepodległości, odpowiedziała, że kilka lat temu chodziła na nich, ale "dziś tego nie robi".

- To przypomina narodziny faszystowskich Niemiec. Pierwszy obóz koncentracyjny, który Hitler utworzył, był przeznaczony przecież dla jego rodaków - homoseksualistów, niepełnosprawnych, Niemców pochodzenia żydowskiego. Tam trafiali ci, którzy nie wpisywali się w obowiązkowy model muskularnego blondyna. U nas idzie to w tę samą stronę - bredzi.

Portal queer.pl zapytał też o "furgonetki pani Godek", popełniając błąd, gdyż furgonetki należą do Fundacji Pro - Prawo do Życia Mariusza Dzierżawskiego, nie Fundacji Życie i Rodzina. Według radnej, "przekaz zrównujący homoseksualizm z pedofilią" jest "żenujący".

- Szkoda mi tych ludzi i ich niedouczenia. Z doświadczenia życiowego i wychowawczego wiem, że to właśnie chłopcy najbardziej agresywni wobec tych wizualnie delikatniejszych sami okazywali się po latach osobami nieheteronormatywnymi. Z moich obserwacji wynika, że podobne motywacje stoją czasem za decyzją o przyjęciu święceń kapłańskich. Całą sytuację napędzają politycy: jedni z przyczyn oportunistycznych, drudzy z powodu lęku przed własnym wnętrzem. Z drugiej strony też są jednak ludzie, którzy przesadzają: bywałam za granicą na dyskotekach, na których partnerzy tej samej płci po prostu uprawiali seks na parkiecie - mówi.