W swoim dramatycznym poście duchowny stwierdził: „Jestem i staram się być apostołem dobra i radości, kto mnie zna, to chyba to potwierdzi, ale dziś 13 września 2020 roku nie umiem się cieszyć. Radości nie ma... Miało być lżej, miało być dziś więcej uśmiechu, czekaliśmy na dobre wieści od rządzących, ale tak nie jest, tak się nie stało... Prawie nic się nie zmieni”.

 

Kapłan, odpowiadając na pytania swoich znajomych o sytuacje w Australii, opisał sytuacje w „stanie Victoria ze stolicą stanu Melbourne, gdzie żyję”. Według relacji księdza:

 

„- dziś 66. dzień zamknięcia kościoła na klucz (drugi raz w tym roku)

- z końcem września 5 osób będzie mogło przyjść pod kościół, ale ceremonii nie wolno odprawiać

- dziś już 6 tydzień godziny policyjnej, która zostaje przedłużona na kolejne dwa tygodnie

- dalej można wyjść z domu tylko w promieniu 5 km od miejsca zamieszkania; wyjść do sklepu, parku (ale w pojedynkę)

- opuścić dom można tylko w celu udania się do pracy, lekarza, sklepu i fitness w parku (na przykład)

- nie wolno się odwiedzać i gromadzić

- od dziś jednak partner może odwiedzić partnerkę/partnera w domu

- za to niebawem będą otwarte salony dla zwierząt

- wciąż kto przylatuje do Australii musi poddać się dwutygodniowej kwarantannie w wyznaczonym przez władze hotelu i to na koszt własny (nie wypełnienie tego grozi karą nawet do $50 tys. AUD. Może grozić też więzieniem)

- bardzo ciężko komukolwiek opuścić Australię

- Bogu dzięki, że udało się wyżebrać możliwość odwiedzin umierających z posługą sakramentalną. Dotąd przez ponad 60 dni umierający byli tego pozbawieni.

p.s.

- o obowiązku noszenia masek właściwie zawsze i wszędzie (poza własnym domem) nie wspominam”.

 

Komentując świadectwo duchownego, można bogu dziękować, że rządzący Polską nie popadli w tak wielką faszystowską paranoję, jak rządzący Australią.

Jan Bodakowski