Cała sytuacja jest związana z tym, że w ostatnich dniach w Polsce zaobserwować można nagły przyrost zakażeń koronawirusem. Dzienne rekordy nowych przypadków i zgonów są coraz wyższe, już nawet ponad 1,5 tysiąca osób każdego dnia dostaje pozytywny test na COVID-19. O rozwój epidemii był pytany w Radiu ZET główny inspektor sanitarny Jarosław Pinkas. – Mimo dużej ilości zakażeń, mamy sytuację taką, że większość pacjentów ma przebieg bezobjawowy i oni nie wymagają medykalizacji – podkreślił szef GIS. Stwierdził też, że jeśli chodzi o zapadalność na koronawirusa, to Polska jest na 24. miejscu wśród państw Unii Europejskiej. Pytany o to, dlaczego u nas wykonuje się stosunkowo mało testów w porównaniu do innych krajów, Pinkas odparł, że „każdy ma inną strategię wykonywania testów; wykonujemy je zgodnie z pewnymi standardami u pacjentów z objawami”. – Mamy bardzo dużą trafność, widać że lekarze opieki podstawowej działają sprawnie – przyznał. Stwierdził też, że epidemia w Polsce ma teraz charakter rozproszony i jest „znacznie mniejsza liczba ognisk” wirusa. – W związku z tym, że epidemia się zmienia i nasza wiedza na temat wirusa i jego zjadliwości, myślę, że reagujemy we właściwy sposób – mówił.

Szef GIS zaznaczał, że mimo to, że mamy dużą ilość pacjentów bezobjawowych, oznacza, że i tak „musimy się zachowywać niezwykle odpowiedzialnie”. – Powinniśmy opowiadać ludziom dramaty ze szpitali, to najlepsza kwestia, która musi zaistnieć w naszej świadomości. Pinkas stwierdził, że wobec rozwoju pandemii być może wprowadzane będą nowe ograniczenia, restrykcje, które – wskazał – dotyczyć będą mogły ilości osób na weselach czy restauracjach. – Ale my staramy nie wprowadzać aż tak mocnych restrykcji, bo musimy wrócić do normalności, rozwijać gospodarkę, dzieci muszą się uczyć, my nie możemy pracować ciągle zdalnie – stwierdził.

Zdaniem głównego inspektora sanitarnego rosnące statystyki związane z koronawirusem są tym czego rządzący się spodziewają. - Zachowujemy spokój. Będę się niepokoił, kiedy będzie ograniczona dostępność do opieki zdrowotnej. Mam nadzieję, że taka sytuacja nigdy nie zaistnieje – mówił prof. Jarosław Pinkas w programie WP Newsroom. Pod respiratorami leży 90 pacjentów, ale GIS twierdzi, że wszystko jest pod kontrolą. - My to prognozowaliśmy. Prawdopodobnie do 7-10 października, będziemy mieli wzrost zachorowań powyżej tysiąca, może więcej – komentował. O dzienny rekord był również pytany rzecznik Głównego Inspektoratu Sanitarnego Jan Bondar w rozmowie z portalem Interia.pl. Jak tłumaczy, wszystko zależy od badanej grupy. - Ryzyko nie jest takie samo dla wszystkich i zależy od stanu zdrowia i wieku. Osoby młode z reguły przechodzą COVID-19 łagodnie, choć są wyjątki. Mimo tego, że ostatnie dni pokazują rosnącą liczbę zakażeń, to wskaźnik medykalizacji, czyli informacja, ile osób znajduje się w szpitalach, czy pod respiratorami, nie zmienia się w sposób istotny od wielu tygodni - tłumaczył Bondar. Jak dodał, nowa strategia walki z koronawirusem jest taka, by się koncentrować na testowaniu przypadków objawowych oraz wszystkich tych grup, w których COVID-19 jest większym zagrożeniem. - Testuje się również wszystkie osoby, które są przyjmowane do Zakładów Opiekuńczo Leczniczych i Domów Pomocy Społecznej, czyli do placówek, gdzie przebywają osoby starsze i schorowane, które są szczególnie narażone. Oczywiście warto też powiedzieć, że operujemy w tym momencie na statystyce i w każdej grupie mogą się znaleźć wyjątki - przyznał Bondar. Rzecznik GIS podkreślił, że podział powiatów przez Ministerstwo Zdrowia na strefy czerwone i żółte jest skuteczny. W ostatni czwartek lista stref została zaktualizowana. Jeśli chodzi o strefę czerwoną, są to dwa powiaty: głubczycki (woj. opolskie) i kartuski (woj. pomorskie). Do stref żółtych dołącza aż 19 stref.

DZ