Wcale nie jestem zdziwiony, że największymi głąbami w Polsce są ludzie, którzy mają tytuły naukowe i mają zajmować się edukacją wyższą młodych Polaków. Ci wszyscy profesorowie i doktorzy często oleju w głowie mają tyle co kot napłakał. I to jeszcze taki kot, któremu usunięto gruczoły łzowe, żeby nie mógł płakać. Owszem istnieje statystyczna szansa, że któryś z owych profesorów, wykwitu intelektualnych kwiatów naszych (znajdujących się poza wszelkimi światowymi rankingami) uczelni powie coś mądrego. Jednak jest to statystycznie szansa porównywalna z tym, że szympans namaluje Mona Lisę, a pawian napisze operę na poziomie Wagnera. Tak więc raczej znikome.

Otóż w wywiadzie przeprowadzonym przez „Długie obcasy”, pardon „Wysokie obcasy”, czyli feministyczno-aborcyjno-lgbtqowski dodatek do „Gazety Wyborczej” przeznaczony dla prawdziwie „światłych i europejskich” samic nasza profesorzyca pożaliła się na zły świat i jeszcze gorszych ludzi. I właśnie w rozmowie z „Wysokimi Obcasami” nasza zawodowa feministka stwierdziła, że "codziennie czuję się dosłownie gwałcona zalewem kłamstw i bzdur, które produkują władza i jej pupile: TVP, Kościół, Ordo Iuris, Rydzyk".

Późniejsze wykwity jej intelektu były jeszcze śmieszniejsze:

- Ubolewam nad faktem, że z powodu epidemii koronawirusa nie mógł się odbyć w normalnej formule Kongres Kobiet. Ponieważ przyszłość demokracji i polityki należy bowiem do kobiet - mówiła.

Patriarchalny model polityki oparty na partyjności, przywództwie, koguciej konkurencji jest na wyczerpaniu, obserwujemy jego agonię, dramatyczną w skutkach dla demokracji. Zresztą przed kilkoma czy kilkunastoma laty za Tuska czy Kwaśniewskiego wcale nie było lepiej.

Cóż może to być dopiero nielogiczny i dziwny świat. Gdzie mężczyźni byliby pozbawieni wszelkich praw, a zamiast litery i ducha prawa najważniejsze byłoby widzimisię jakieś sędziny motywowane jej aktualnym stanem psychofizycznym... I niech nie płacze na wcześniejsze czerwone władze, bo to one zrobiły ją ministrą. Do którego to stanowiska nie miała żadnych kompetencji moralnych ani intelektualnych.

Najbardziej jednak naszą panią boli... tak, domyślacie się państwo – Ordo Iuris.

- Ordo Iuris wprowadza kraj w odmęty średniowiecznej ciemnoty, choć sama jest beneficjentką jak najbardziej nowoczesnych form organizacji i propagandy - ubolewa wylewając krokodyle łzy.

Oczywiście Ciupakówna domaga się nie tylko możliwości homozwiązków, ale nawet homoadopcji w Polsce! Ponieważ „płeć rodziców w ogóle nie gra roli jeśli chodzi o wychowanie dziecka”. Hmm, psycholodzy dziecięcy (przynajmniej ci którzy jeszcze są normalni) mają na ten temat inne zdanie. Wyjątkowe standardy intelektualne i moralne naszej gwiazdy mogą po prostu powalać. A jeśli homo chcą dzieci to niech je sobie nawzajem zrobią. Z tych to między innymi powodów czuje się ona codziennie „gwałcona”.

Cóż, nie ma bzdury, której Magdalena Środa by nie wygłosiła w swoim życiu, więc to nic nowego. W sumie można byłoby spokojnie stwierdzić, że dubbing pod niemy film z profesorzycą brzmiałby: „Ble, ble, ble, Kościół Katolicki, Ordo Iuris, złe, Rydzyk, tvp, złe, feminizm dobry, aborcja dobra, ble, ble, ble”.

Środa czuje się gwałcona, Janda czuje się obsrana, dziwne mamy te pseudoelity. Ich fantazje erotyczne znacznie przekraczają zdolność pojmowania normalnego człowieka. Pewnie dlatego z takim zaangażowaniem latają one na parady LGBTQ-usów równie często i entuzjastycznie, jak czarownice na miotłach na Łysą Górę. To taki wewnętrzny, seksualny przymus

Piotr Stępień