No i kto z „dobrych ludzi” nie przyzna racji wrażliwej przedstawicielce Partii „Razem”?

Ale zaraz, zaraz – ta sama wrażliwa posełka/posłanka stanowczo żąda liberalizacji aborcji i dopuszczenia mordowania tego tam – aha – płodu – do 12 tygodnia życia. Napisałem „życia” ale się zawahałem – jak to? To wrażliwa posełka Lewicy sprzeciwia się zadawaniu cierpień „istotom żywym”, wyraźnie powstaje tu jakaś sprzeczność. Widocznie nie uważa ona ludzkiego płodu za istotę żywą.

No ale jakże tak? Wszak ludzki płód w tym 12 tygodniu ma już bijące serce, reaguje na ból – i to miałaby nie być żywa istota?

Otóż posełka Biejat rozwiewa nasze wątpliwości. Na antenie Radia WNET oświadczyła, że z tego co jej wiadomo „płody nie są obywatelami RP, ponieważ nie dostają ani PESELU, ani dowodu osobistego”.

Aaa i tu mamy ważny trop w rozwikłaniu poglądów posełki Biejat. Nie obchodzą jej zatem cierpienia zadawane płodom, które nie są obywatelami i nie mają PESELU.

No dobrze, ale wszak znaczyłoby to, iż nie-obywatelom i osobom nieposiadającym PESELU można zadawać cierpienia? Taki wniosek przynajmniej wynika z tego oświadczenia.

Ale w takim razie skąd wrażliwość na (rzekome) cierpienia norek czy innych hodowlanych zwierząt? Wszak ani norki, ani wieprzki też nie są obywatelami, nie mówiąc już o posiadaniu przez te - sympatyczne skądinąd zwierzęta – numerów ewidencyjnych PESEL?

Logiczną zatem konsekwencją poglądów posełki Biejat byłby wniosek Lewicy o nadanie obywatelstwa i numerów PESEL wszystkim zwierzętom hodowlanym. Ale co tam hodowlanym – a gdzie prawa zwierząt żyjących na wolności? Im też nadajmy PESEL, a dlaczego to dzikie warchlaki mają być gorsze od tych z hodowli?

I takie rozwiązanie jest logiczne i konsekwentne. Po co tam zakazywać jakiejś hodowli? Urodzi się norka – dać jej dowód osobisty i PESEL i zaręczam, że nikt „obywatelki norki” dręczyć nie będzie.

Ten postulat – wynikający wprost z poglądów posełki Lewicy mamy z głowy.

Ale co zrobić z radykalnym wezwaniem, żeby w ogóle nie zadawać cierpień żadnym istotom żywym? Na pierwszy rzut oka – trudno się nie zgodzić z takim anielskim podejściem. Jakże tak „zadawać cierpienia istotom żywym”?

Ależ tu znów dopadają nas wątpliwości. Dajmy na to, taka żywa istota jak szczur. Wolno mu zadawać cierpienia czy też nie? Zgodnie z wezwaniem i daleko idącym programem posełki Biejat (i chyba całej Lewicy) szczurowi cierpień zadawać w żadnym razie nie wolno.

Jestem przekonany, że i Prezes Kaczyński zgodziłby się z twierdzeniem, że żaden „dobry człowiek” nie skrzywdzi szczura.

Implikacja jest bowiem oczywista: „Jeśli żaden dobry człowiek nie krzywdzi istot żywych, a szczur to istota żywa, to żaden dobry człowiek nie skrzywdzi szczura”.

Ba! Szczur przynajmniej jest widoczny, biega, może uciec. Ale co ma zrobić taka „istota żywa” jak, dajmy na to tasiemiec? Nie ma nóżek i nie zwieje okrutnemu człowiekowi, który chce mu zadać cierpienia i pozbawić życia. Bo przecież to zrozumiałe i wie to każdy, że tasiemiec cierpi jak się go tam z tych jelit wyrywa fizycznie czy chemicznie – wszystko jedno. I pozbawia się go życia w cierpieniach – czego – jak już ustaliliśmy, żaden „dobry człowiek” nie może robić, boć i tasiemiec to „istota żywa”.

Państwo, którzy czytacie te moje dywagacje myślicie, że ja sobie jaja tu robię. Nic podobnego! Rozwijam tylko logiczne konsekwencje poglądów posełki Biejat, jednej z 460 osób („osoba” to na szczęście rodzaj żeński) zasiadających w polskim Sejmie i podejmujących decyzje w sprawach istotnych dla ogółu obywateli.

Janusz Sanocki