Przeciwnicy aborcji działają w ramach demokracji. Kiedy chcą wprowadzić zakaz aborcji, to zbierają podpisy pod społecznym projektem zakazu aborcji. Kiedy uda się im zebrać podpisy (a dzieje się to zawsze, bo mają masowe poparcie społeczne) to zachęcają Polaków, by pisali maile do posłów, by ten społeczny projekt zakazu aborcji poparli. Kolejnym demokratycznym orężem działań przeciwników aborcji jest organizowanie legalnych i pokojowych demonstracji.

 

Przeciwnicy aborcji nie stosują niedemokratycznych metod. Nie wdzierają się do lokali organizacji proaborcyjnych, nie dokonują profanacji świątyń wyznań akceptujących aborcje (np. synagog czy meczetów), nie atakują biur poselskich posłów pro aborcyjnych, nie otaczają domów działaczy pro aborcyjnych.

 

Gdy przeciwnicy aborcji działają demokratycznie, to zwolennicy mordowania nienarodzonych dzieci używają niedemokratycznych metod znanych z działalności bojówek nazistów czy komunistów takich jak ataki na kościoły, czy biura oponentów politycznych.

 

Zwolennicy mordowania nienarodzonych dzieci, zamiast zbierać podpisy pod swoim społecznym projektem legalizującym zabijanie nienarodzonych dzieci, zamiast organizować legalne i pokojowe demonstracje, w duchu podobnym do tego nazistowskich bojówek, napadają na kościoły katolickie, by odbierać katolikom prawo do swobody kultu religijnego (co jest zresztą przestępstwem). Takie zachowanie nie mieści się w standardach demokracji.

 

Gdyby wszyscy, tak jak to robią zwolennicy mordowania nienarodzonych dzieci, napadali na lokale swoich ideowych przeciwników, by odebrać im ich wolności słowa i ich zastraszyć, to w naszym kraju zapanowałby stan anarchii i terroru kryminalnego.

 

Na szczęście inne grupy społeczne nie mają takiej (podobnej do nazistowskich bojówek) mentalności jak zwolennicy mordowania nienarodzonych dzieci. Rolnicy nie napadają na knajpy wegan, by zastraszyć ich i zmusić do akceptacji hodowli zwierząt na mięso. Przeciwnicy uboju rytualnego nie napadają na synagogi czy meczety. Fani disco polo nie zakłócają koncertów szopenowskich.

 

W duchu podobnym do nazistowskich bojówek, zwolennicy mordowania nienarodzonych dzieci napadają na kościoły katolickie. Widać, że demokracja jest zjawiskiem odrzucanym przez zwolenników mordowania nienarodzonych dzieci. Podstawą demokracji jest tolerancja, czyli akceptowanie tego, że inni ludzie mają inne poglądy od nas. W ramach demokracji, by uniknąć walk plemiennych, wypracowano pokojowy mechanizm kreowania prawa, które wszystkich ma dotyczyć (szanując demokrację, zgadzamy się na te przepisy, choć mogą nam się nie podobać – płacimy podatki, choć uważamy, że są za wysokie).

 

Ludzie szanujący demokracje nie napadają na lokale swoich przeciwników ideowych. Można się nie zgadzać z katolicyzmem, ale nie wolno katolikom odbierać prawa do wolności słowa. Katolicy tak jak filateliści czy socjaliści mają prawo do swoich poglądów, do angażowania się w politykę, do starania się o to by ustrój był zgodny z katolicyzmem, do organizacji się w ramach swoich instytucji. Odbieranie katolikom tego prawa, co robią dziś zwolennicy mordowania nienarodzonych dzieci napadający na kościoły, to niszczenie demokratycznych reguł życia społecznego.

 

Demokracja jest o wiele lepszym ustrojem od reżimów antydemokratycznych. Na drodze procedur demokratycznych można osiągać kompromis, pokój, i w konsekwencji rozwój. Demokracji trzeba jednak bronić, gdy ktoś niszczy jej mechanizmy, tak jak dziś robią to zwolennicy mordowania nienarodzonych dzieci. Brak reakcji na niszczenie demokracji (tak jak to robią zwolennicy mordowania nienarodzonych dzieci) to akceptacja tyranii a w konsekwencji nędzy.

 

W obliczu agresji aborcjonistów, napadów na kościoły zwolenników mordowania nienarodzonych dzieci, nie tylko katolicy mają prawo i obowiązek bronić siłą swoich świątyń. W taką obronę muszą się też włączyć zwolennicy demokracji nawet krytyczni wobec katolicyzmu. Nie można nikomu pozwolić na niszczenie demokratycznych reguł życia społecznego, w tym i nie można pozwolić, by zwolennicy mordowania nienarodzonych dzieci niszczyli demokracje.

 

Jan Bodakowski