Senator zaznaczył, że wadliwe – jak twierdzi – oprogramowanie było używane w 47 hrabstwach w Michigan, Nevadzie i Arizonie. „Nie spocznę, dopóki naród amerykański nie pozna uczciwej liczby głosów, na co zasługuje i czego domaga się demokracja” – przekazał Trump w oświadczeniu. Oznacza to, że – zgodnie z zapowiedziami obozu Trumpa – w przyszłym tygodniu zostaną złożone liczne pozwy wyborcze. Sztab Bidena przekazał, że od wyborów nie ma kontaktu z Białym Domem ani ze sztabem rywala. Demokraci wierzą, że Donald Trump w końcu przyzna się do porażki, ale szykują się na długie sądowe batalie. Nieoficjalnie rozważają i przygotowują się prawnie na scenariusz, że gospodarz Białego Domu nie będzie chciał go w styczniu opuścić.

Z kolei prezydent USA nie poddaje się w kolejnych argumentacjach mówiących o sfałszowaniu wyników wyborów. - Widzimy szereg oświadczeń pod przysięgą, że doszło do oszustwa wyborczego. W tym kraju mamy historię problemów wyborczych – twierdzi amerykański prawnik Jonathan Turley, cytowany w serii wpisów przez Donalda Trumpa. „W Pensylwanii Sąd Najwyższy zdecydował, aby oddzielić karty do głosowania otrzymane po ostatecznym terminie” – dodał. W tym stanie sędzia przychylił się do wniosku Trumpa nakazując, aby karty do głosowania dostarczone po 3 listopada były liczone oddzielnie od innych kart. We wpisach zwrócono również uwagę na możliwe problemy w systemie z uwierzytelnianiem kart, co mogłoby mieć wpływ na całe wybory. W kolejnym wpisie na Twitterze Donald Trump cytuje republikańskiego polityka Newtona Gingricha. „Uważamy, że ci ludzie to złodzieje. Maszyny w wielkich miastach są uszkodzone. To były ukradzione wybory. Najlepszy ankieter w Wielkiej Brytanii napisał dziś rano, że były to najwyraźniej ukradzione wybory, że nie można sobie wyobrazić, by Biden wyprzedził Obamę w niektórych z tych stanów” – czytamy.

Media ogłaszając zwycięstwo Trumpa uruchomiły na całą święcie masę reakcji. - Iran przez lata cierpiał z powodu „terroru ekonomicznego” Stanów Zjednoczonych – powiedział prezydent Iranu Hassan Rouhani, cytowany przez „Jerusalem Post”. Irański przywódca, zadowolony z przegranej Donalda Trumpa w wyborach prezydenckich, wyraził nadzieję, że Stany Zjednoczone „wyciągną lekcję” z ostatnich lat i dostrzegą, że Iran „nie podda się presji”. Kalkulując przegraną Donalda Trump władze Iranu przedstawiają się jako samowystarczalne i silne, wskazując na wieloletnią i silną presję ze strony USA. Jednym z kluczowych sporów na linii Waszyngton-Teheran w trakcie tej kadencji było zerwanie w 2018 roku przez Donalda Trumpa porozumienia nuklearnego, wynegocjowanego jeszcze przez administrację Baracka Obamy. 
Na dalszą współpracę z USA i przeciwstawianie się Iranowi przez przyszłą amerykańską administrację liczy z kolei premier Izraela Benjamin Netanjahu. Dotychczasowe działania USA docenia Izrael. Premier Benjamin Netanjahu na Twitterze podziękował Donaldowi Trumpowi za „przyjaźń, jaką okazał państwu Izrael i jemy osobiście, uznając Jerozolimę za stolicę Izraela, a Wzgórza Golan za integralną jego część”. „A także za stanowisko, jakie zająłeś w sprawie Iranu i za podniesienie sojuszu amerykańsko-izraelskiego do poziomu niemającego precedensu w dziejach” – napisał Netanjahu. Na koncie izraelskiego premiera wciąż widnieje jako jego wspólna fotografia z Donaldem Trumpem (tzw. cover photo). Zanim jednak podziekował Trumpowi, Netanjahu przekazał gratulację Joe Bidenowi. Agencja Reutera zauważa, że Netanjahu może mieć kłopot z przyszłą administracją, zważywszy, że Biden zapowiedział powrót do wynegocjowanego w 2015 r. porozumienia nuklearnego z Iranem. Można się też spodziewać przyszłego sprzeciwu Białego Domu wobec osadnictwa izraelskiego na Zachodnim Brzegu Jordanu.

DZ

Źródło: tvp.info