Aby to zrozumieć, cofnijmy się do roku 2008, kiedy to Raymond Burke, Prefekt Najwyższego Trybunału Sygnatury Apostolskiej, powiedział Demokratom, że stali się „partią śmierci” i ich politycy – a tu wymienił właśnie Joe Bidena i Nancy Pelosi – nie mogą przyjmować Komunii Świętej. Powodem tej decyzji jest ekskomunika, którą zaciągają na siebie sami, popierając aborcję.

Późniejszy Kardynał Raymond Burke powiedział wprost, że politycy ci przedstawiają nauczanie Kościoła w fałszywym świetle, a robią to publicznie – zwodząc innych. W ciągu swojego dalszego nauczania, wielokrotnie przypominał o tym, by wierni nie dali się zwieść osobom, które udają członków Kościoła katolickiego, gdy w rzeczywistości prowadzą z nim bezpardonową walkę.

W takim kontekście należy odczytać wizyty Bidena czy Pelosi w Rzymie, które to wizyty mają charakter polityczny, a nie katolicki. Oboje nie są już katolikami, a jako takich siebie przedstawiają. Pytanie, na co liczą?

Zło napędza zło: chcą zachęcić wyborców do przyjęcia kłamstwa, które stanowi, jakoby Kościół „otwierał się na rozmowy o aborcji” (Pelosi), czy działają na rzecz rozmywania prawdy o ludzkim życiu. Temu służą przemowy do wszystkich i próby pozyskania katolików, którzy potrafią ocenić, ile warte są deklaracje będące w sprzeczności z wyznawanym programem.

Co stanie się, jeśli Demokraci wygrają wybory? Cały pakiet aborcji, eutanazji, sterylizacji i promowania dewiacji wejdzie w życie, a wówczas Kościół zostanie postawiony w bardzo trudnej sytuacji, gdy amerykańscy biskupi jeden po drugim będą musieli powtarzać „Non possumus!”. Można podejrzewać, że nagrzanie afery seksualnej w tej chwili ma na celu wystraszyć hierarchię Kościoła w Ameryce. Dlatego warto przypomnieć aborcjonistom, że sami się ekskomunikowali z Kościoła. Im więcej osób to powie, tym lepiej.

Aleksandra Pietkiewicz