Siedząc na kwarantannie i oglądając razem z Żoną seriale fabularno-historyczne odkryłem, że przy Tudorach pojawia się motyw zarazy angielskich potów. Małżonka rzuciła luźną uwagę, że poty to „taki ówczesny koronawirus”, na co ja odparłem, że „nie, bo jak widzisz, tutaj ludzie faktycznie masowo umierają”.

Pięć fal zarazy

Pierwsze przypadki potów miały pojawić się – choć nie jest to wcale takie pewne – w 1485 roku w armii Henryka VII. Żołnierze zapadali na chorobę i – wedle zapisów – umierali nawet po kilku godzinach. Choroba po powrocie króla z wojskiem wybuchła w Londynie. Zmarło kilka tysięcy osób. Epidemia w Londynie ustała nagle późną jesienią w tym mieście, jednak małe ogniska wybuchały później w całym kraju. W 1492 roku miała dotrzeć do Irlandii.

Aż do kolejnego wieku, nikt nie widział potów. Być może w 1502 roku jej ofiarą padł Artur Tudor, niemniej jest to obecnie spekulacja, której z dużą dozą pewności potwierdzić nie można. Zaraza powróciła natomiast w 1507 roku. Kolejna fala zaś w 1517. Według zapisów ówczesnych, w części miast południowej Anglii zemrzeć miała nawet połowa populacji. Wówczas też miała pojawić się na terenach poza Anglią – w Calais oraz w Antwerpii.

Kolejna fala przyszła pod koniec maja 1528 roku. Cała Anglia miała paść jej ofiarą, zawieszono także działalność dworu królewskiego. Pojawić się miała też w Antwerpii, Amsterdamie, Hamburgu, Danii, Szwecji oraz Norwegii, a nawet w Szwajcarii. Angielskie poty raportowano także na Litwie, w Polsce i w Rosji. Pod koniec roku praktycznie nie pozostał po zarazie żaden ślad.

Ostatnia fala zarazy potów miała mieć miejsce w 1551 roku na terenie wyłącznie Anglii.

Objawy i specyfika

Przeciwnie do typowych zaraz dawnych czasów,  poty angielskie uderzały, szczególnie w początkowych falach, nie w ośrodki miejskie, ale wiejskie i mało zurbanizowane. Dopiero w ostatnich falach wiele miast padło ofiarą zarazy, również za granicą.

Najlepsze zapisy choroby stworzył John Caius, królewski lekarz, w książce „A Boke or Counseill Against the Disease Commonly Called the Sweate, or Sweatyng Sicknesse”. Ta jednak powstała w 1552 roku, a więc prawie 70 lat po pierwszej fali zarazy. Co ciekawe, nigdy później angielskich potów nie zarejestrowano.

Wśród objawów, wymieniał nagłe uczucie lęku, po których następowały gwałtowne zimne dreszcze, zawroty i bóle głowy, bóle szyi, ramion, kończyn i poczucie wyczerpania. Po fazie zimna, trwającej od pół do trzech godzin, nadchodziła faza gorąca, pocenia się bez przyczyny, dalsze bóle głowy i majaczenie, zwiększone tętno oraz ogromne pragnienie. Często – choć nie zawsze – miały pojawiać się kołatanie i ból serca. W końcowym stadium organizm stawał się wyczerpany, zaś chory odczuwał ogromną potrzebę snu. Według Caiusa, zezwolenie na sen było śmiertelne.

Zachorowanie nie zapewniało odporności. Według Caiusa, zdarzały się przypadki, gdy ktoś wielokrotnie doznawał ataku.

Ponadto, w przeciwieństwie do poprzednich zaraz, epidemia potów pojawiała się nagle i tak samo nagle znikała. Okres trwania zarażeń w każdym regionie, w którym występowała, był bardzo krótki, zaś sam przebieg choroby trwał nieraz mniej, niż dzień.

Wcześniejszym opisem, bo stworzonym przy pierwszej fali, jest ten sporządzony przez lekarza Thomasa Forestiera. W nim pojawia się opis duszności i „odrażających oparów” gromadzonych wokół płuc i serca.

Bardzo ciekawym jest, że w początkowych falach chorowali wyłącznie Anglicy. Wedle jednej z teorii, chorobę przynieść mieli francuscy najemnicy, choć oni sami nie mieli objawów i na nią nie umierali. Ale nie jest pewne, że to oni przynieśli zarazę.

Również ciekawym opisem jest opis „Niezwykłej zarazy Meath” w „Annałach Czterech Mistrzów”, najpewniej opisującą epidemię potów. Zauważono, że jeśli ktoś przeżył jeden dzień choroby, wracał do zdrowia i zachowywał życie. Ponadto choroba miała nie dotykać niemowląt i małych dzieci.

Źródło zarazy

Tak naprawdę do dziś nie wiadomo, co było przyczyną  epidemii angielskich potów. Można też wątpić, czy rzeczywiście to, co nazwano „angielskimi potami”, było jedną chorobą a nie kilkoma różnymi.

Spekuluje się, że zaraza pojawiła się z powodu przybycia francuskich najemników, których Henryk VII ściągnął do użycia ich w wojnie domowej, znanej jako wojna dwóch róż. Jak wspominałem, sami najemnicy mieli nie chorować na to, co przynieśli. Jednak niektórzy sugerują, że poty mogły wystąpić w tym samym roku, lecz jeszcze przed przybyciem Francuzów, w Yorku.

Z drugiej strony zaraza, choć ominęła terytorium dzisiejszej Francji – poza Calais – oraz Włochy, dotknęła później inne narody.

Jeszcze inni uważają, że poty mogły zostać wywołane przez... kleszcze i wszy. Jeden z badaczy z kolei przypisał źródło pchłom polnych myszy. Pojawiają się też teorie, że jest to efekt braku higieny w miastach, choć wyjątkowo nie pasuje to do przebiegu zarazy,  która szczególnie mocno dotknęła tereny wiejskie.

Hantawirus, którego nie ma

Z oczywistych względów, nie wiadomo, co biologicznie odpowiadało za poty. Współcześnie najpopularniejszą teorią jest, że poty wystąpiły w wyniku pojawienia się hantawirusa. Są to wirusy, które przenoszą stawonogi (owady i skorupiaki) oraz kręgowce (przeróżne gady, płazy, ssaki, ryby). Oznaczałoby to, że wirus, który pojawił się w Anglii, wziąłby się od zwierzęcia.

Jest to jednak tylko spekulacja. Nie przetrwały żadne biologiczne ślady wskazujące na istnienie takiego wirusa. Ówcześni zaś z powodu panującego w tamtych czasach stopnia rozwoju technologicznego nie mogli zdobyć i opisać danych medycznych na ten temat.

Poza zarazą z 1528 roku, pozostałe fale potów uderzały wyłącznie w Wyspiarzy, tj. Anglików i Irlandczyków. Nie można więc z całą pewnością stwierdzić, a jedynie założyć, że rzeczywiście wszystkie te fale zarazy to ta sama choroba.

 

Dominik Cwikła