Marta Lempart powiedziała podczas demonstracji do policjantów: „Macie postępować zgodnie z prawem i mu odmawiać wykonania rozkazu, tego gnoja Kaczyńskiego, bo one nie mają nic wspólnego z prawem. Znajdzie się jeden odważny tej ważnej formacji co ma broń? Jeden k***a, który nie jest tchórzem służącym Kaczyńskiemu, znajdzie się jeden czy nie? Chociaż na razie wygląda, że to my jesteśmy odważne, chociaż nie mamy broni”. Od razu pojawiły się pytania, w jakim celu ma zostać użyta ta broń i przeciw komu? Kontekst nie pozostawia wątpliwości: chodzi o zabicie „tego gnoja Kaczyńskiego”.

Po samym wydaniu orzeczenia przez Trybunał Konstytucyjny w sprawie niezgodności z Konstytucją przesłanki eugenicznej do aborcji protesty zainicjowane przez Strajk Kobiet osiągnęły dość spore rozmiary. W Warszawie gromadziło się na ulicach nawet kilkadziesiąt tysięcy ludzi. Pomimo, że sama Marta Lempart, która stanęła na czele protestujących, jest zdeklarowaną lesbijką, mówiącą wprost, że dzieci ją nudzą, a za swoje dzieci uważa psy, więc nie jest zbyt poważną osobą by reprezentować kobiety, demonstracje przyciągnęły wiele z nich, szczególnie młodych, które nie zgadzały się na ograniczenie prawa do aborcji.

Już na samym początku na jaw wyszło jednak antyreligijne i antycywilizacyjne nastawienie liderek Strajku, które wzywały do atakowania kościołów. Kiedy to spotkało się ze stanowczą reakcją ze strony narodowców broniących świątyń i krytyką ze strony, niezbyt licznej niestety, grupy uznanych autorytetów, feministki oficjalnie ogłosiły koniec z atakowaniem świątyń. Wydawało się, że jest to bardzo sprytne posunięcie, aby pokazać pokojowy charakter Strajku Kobiet i nie zniechęcać do siebie umiarkowanych (chociaż liczne przekleństwa, w tym wzywające do przemocy, i hasło „To jest wojna” przeczyły pacyfistycznej wymowie demonstracji. Poza tym i tak po krótkiej przerwie ataki na świątynie zostały wznowione i trwają do dzisiaj).

Niedługo potem jednak Strajk Kobiet powołał Radę Konsultacyjną w skład której weszli: Danuta Kuroń, Jacek Wiśniewski, Robert Hojda, Mirka Makuchowska, Bożena Przyłuska, Dorota Łoboda, Katarzyna Krzyżanowska, Monika Płatek, Michał Boni, Barbara Labuda, Beata Chmiel, Piotr Szumlewicz, Nadia Oleszczuk. Sebastian Słowiński, Paweł Kasprzak, Kinga Łozińska i Dominika Lasota. W gronie tym znaleźli się skompromitowani politycy liberalni jak Michał Boni, skrajnie lewaccy ludzie nauki, jak prof. Monika Płatek, czy osoby bez żadnego doświadczenia i dorobku jak Nadia Oleszczuk. Ta ostatnia kobieta szybko zresztą skompromitowała całą inicjatywę, bo przyznała, że przepracowała w życiu jeden dzień, w wegańskiej restauracji, ale odeszła, bo „było za ciężko”. Następnie zgłosiła absurdalny postulat wypłacania zasiłków dla młodych ludzi, którzy nie podjęli żadnej pracy.

Osoby śledzące zainteresowanie Strajkiem Kobiet w Internecie zauważyły, że od momentu powołania Rady Konsultacyjnej wyszukiwanie haseł z nim związanych drastycznie spadło. Świadczyłoby to o tym, że kobiety widząc, że Strajk Kobiet przeradza się w inicjatywę polityczną, straciły dla niego serce. Tym bardziej, że szybko hasła pro aborcyjne zostały zastąpione jawnie wyrażaną chęcią obalenia rządu. W dodatku ogłoszenie postulatów Strajku Kobiet jeszcze wzmocniło wrażenie, że nie chodzi tu o kobiety i aborcję, ale o lewicowy ruch w stylu Palikota, który domaga się rewolucji.

Gwoździem do trumny dla Strajku Kobiet okazało się najprawdopodobniej, choć to paradoksalne, brutalne pacyfikowanie Marszu Niepodległości przez policję. Po fali krytyki, że policja inaczej traktuje narodowców a inaczej feministki i ich zwolenników, funkcjonariusze zaczęli odrobinę bardziej stanowczo reagować na wybryki tych ostatnich. To spowodowało nienawistne reakcje liderek Strajku Kobiet, w tym Marty Lempart, która jako głównego wroga upatrzyła sobie właśnie policję. Jej kabaretowe działania, związane z udawaniem omdleń, rzucanie się na funkcjonariuszy, naplucie na jednego z nich, a w końcu podżeganie do zabójstwa Jarosława Kaczyńskiego, ostatecznie ją skompromitowały.

Media mogą dalej kreować ją na bohaterkę, ale ogół umiarkowanych ludzi, widząc takie obrazki, odwróci się od niej. Widać to już po spadającej gwałtowanie frekwencji na protestach. Z kilkudziesięciu tysięcy ludzi teraz na ulicach zjawia się w porywach do kilku tysięcy, co jest już tylko cieniem początkowego zrywu. Wpływ na to ma zapewne fakt, że młodzi ludzie, którzy spędzali miło czas na protestach, teraz widząc, że można tam zostać spisanym, dostać mandat, albo nawet paść ofiarą zagazowania, nie spieszy się tak bardzo z pójściem na protesty. To jednak zwiastuje rychły koniec demonstracji. Tym bardziej, że tak jawne łamanie prawa w wykonaniu Marty Lempart i innych spotka się w końcu z reakcją prokuratury, i miejmy nadzieję, sądów. Można powiedzieć, że liderki Strajku Kobiet popełniły kolejny straszny błąd, po atakowaniu kościołów, głoszeniu rewolucji totalnej, bawieniu się w politykę, jakim było zrażenie do siebie policji, którą do tej pory miały po swojej stronie. Sama Marta Lempart prawdopodobnie skończy w niesławie jak jej poprzednik z KOD-u Mateusz Kijowski, który został skazany za fałszowanie faktur i okradanie własnej organizacji. Wiadomo, że wobec Lempart też toczy się postępowanie w sprawie wstrzymania przez nią kontroli we własnej firmie, a teraz grożą jej jeszcze zarzuty prokuratorskie za atakowanie policjantów, a może także za podżeganie do zabójstwa Jarosława Kaczyńskiego.