W wywiadzie dla Gazety Polskiej premier mówił: „Szczepienie jest patriotycznym obowiązkiem. Trzeba zachować zdrowy rozsądek. Nie da się przerwać łańcucha zakażeń, uruchomić gospodarki bez masowej akcji szczepień”.
Kongregacja Nauki Wiary wydała z kolei 21 grudnia krótki dokument pt. „Nota na temat moralności stosowania niektórych szczepionek przeciwko Covid-19”. Czytamy w nim: „rozsądek praktyczny uwidacznia, że szczepienie z zasady nie jest obowiązkiem moralnym, a zatem musi być dobrowolne”. Prymas Polski abp Wojciech Polak co prawda przyznał, że osobiście się zaszczepi przeciwko Covid-19, ale dodał też: „Szczepienie nie jest normalnym obowiązkiem moralnym, dlatego powinno być świadome i dobrowolne”.


Prymas dodał: „Szczepionka nie jest w sposób normalny obowiązkiem moralnym, ale przy braku innych środków ona służy powstrzymaniu epidemii. Dobro wspólne może zalecać takie szczepienia”. Wciąż mamy tutaj do czynienia jedynie „z zaleceniem” a nie z „obowiązkiem”. Poza tym jest tutaj podane zastrzeżenie: „przy braku innych środków”. Sam ten punkt stawia pod wielkim znakiem zapytania konieczność zaszczepienia się na Covid-19. Istnieją bowiem informacje, że istnieje lek na Covid-19 i jest nim Amantadyna. Są też uzasadnione obawy, że obecna szczepionka może być nieskuteczna a nawet niebezpieczna dla pacjentów. Została bowiem wytworzona bardzo szybko, przeszła uproszczoną procedurę rejestracji i nawet przez niektórych lekarzy określana jest jako „wielki eksperyment medyczny”. Nikt natomiast nie może być zobowiązany do brania udziału w eksperymentach medycznych. Takie praktyki stosowano w niemieckich obozach śmierci.


W ostatnim czasie rząd chętnie szafuje słowami „patriotyzm” i „narodowy”. Mówi nie tylko o patriotycznym obowiązku zaszczepienia się, ale i o narodowej kwarantannie. W ten sposób obrzydza obywatelom obydwa fundamentalne słowa, wiążąc z nimi absurdalne znaczenie. Przytoczone zdanie premiera: „Nie da się przerwać łańcucha zakażeń, uruchomić gospodarki bez masowej akcji szczepień” jest po prostu nieprawdą. Pokazuje to przykład Nowej Zelandii, która w rankingu Agencji Bloomberga zajęła pierwsze miejsce, jeśli chodzi o radzenie sobie z koronawirusem. Jest tam zaledwie kilkadziesiąt przypadków zachorowań dziennie (w porównaniu z kilkunastoma tysiącami w Polsce) i to bez szczepionki. Wszystko za sprawą skutecznej i odważnej polityce rządu tego kraju, który w porę zamknął granicę i to bardzo szczelnie, a także w krytycznych momentach dwa razy zamknął całkowicie gospodarkę (ale tylko na dwa tygodnie). Polskiemu rządowi brak determinacji, refleksu i odwagi do podejmowania takich działań – rząd Nowej Zelandii musiał odpierać zarzuty o nacjonalistyczny izolacjonizm. Za słowami premiera kryje się totalny brak pomysłu na walkę z epidemią. W tej sytuacji jedynym ratunkiem faktycznie pozostaje szczepionka. Ma to także dodatkowy plus dla rządu. Jeśli nie wszyscy się zapewnią, albo przynajmniej nie 70%, co jest praktycznie pewne, rząd zwali wszystko na egoistycznych obywateli. Wyjdzie na to, że to oni nie stanęli na wysokości zadania, nie spełnili „patriotycznego obowiązku”, okazali się złymi Polakami. Jest to wygodne dla premiera i ministra zdrowia, ale zupełnie nieprawdziwe. Jest to forma emocjonalnego szantażu, który ma przekonać obywateli, że muszą przyjąć niepewną szczepionkę, bo inaczej gospodarka nigdy nie zostanie uwolniona, kolejni przedsiębiorcy będą bankrutować, a restrykcje nigdy nie znikną. Nie możemy się godzić na tego typu argumentację, ale powinniśmy domagać się realnych działań – uruchomienia w końcu sparaliżowanej służby zdrowia, usprawnienia jej, walki z koronawirusem z prawdziwego zdarzenia, jak w innych krajach: walka z ogniskami wirusa, sprawne testowanie wybranych grup ludzi, ochrona dla osób będących w grupie ryzyka.