Rowan Atkinson skrytykował tzw. "cancel culture", czyli "kulturę wykluczenia". Wedle tej lewackiej doktryny, należy wykluczać z normalnego funkcjonowania osoby, które powiedziały coś niezgodnego z politpoprawnością.

- Przykładem mogą być np. aktorzy, którzy przedstawiali niepopularne stanowisko w kwestiach politycznych lub kwestiach szczepionek i blokowano i możliwość dostępu do ról. Cancel Culture jest szczególnie mocno widoczna w mediach społecznościowych - czytamy na nczas.com.

- Głównym problemem jest algorytm mediów społecznościowych decydujący o tym, jakie treści do nas docierają. Skutkiem tego jest uproszczony, zero-jedynkowy obraz świata. Prowadzi to do sytuacji, w której możesz być albo z nami albo przeciwko nam. A jeśli jesteś przeciwko nam, to zasługujesz na to, by zostać wykreślonym, „unieważnionym” - powiedział Atkinson w rozmowie z "Radio Times".

- Zamiast tego mamy do czynienia z cyfrowym odpowiednikiem średniowiecznego tłumu przemierzającego ulice w poszukiwaniu kogoś do spalenia na stosie. Jest to więc straszne dla każdego, kto jest ofiarą takiego tłumu. I budzi moje obawy o przyszłość świata - dodał aktor.

To nie pierwszy raz, jak Atkinson staje po stronie wolności słowa, zresztą jako jeden z nielicznych brytyjskich aktorów z głównego nurtu. Publicznie bronił premiera Borisa Johnsona, gdy ten porównał zaburkowane muzułmanki do skrzynek pocztowych.

- Powinno się tylko przepraszać za słabe żarty. Tu więc nie ma podstaw do przeprosin. Jako ktoś kto przez wiele lat korzystał ze swobody kpienia z religii uważam żart Borisa Johnsona o tym, że kobiety, które noszą burki wyglądają jak skrzynki pocztowe, za całkiem dobry - mówił wówczas aktor. Z kolei jeszcze wcześniej stwierdził, że musimy mieć możliwość obrażania się nawzajem.