- Strona lewicowa usiłuje za pomocą działań ustawodawczych i administracyjnych zepchnąć stronę chrześcijańską i konserwatywną poza margines, pozbawiając nas możliwości debaty. (…) Jest to paradoks, że my, ludzie tradycyjnych poglądów, bronimy wolności przeciwko tym, którzy mienią się liberałami – przekonywał polityk.

– Ta sprawa ma dwa aspekty. Po pierwsze, jest to działanie przeciwko życiu. Projekt jest wymierzony w działania części środowisk obrońców życia. Po drugie, jest to próba ograniczenia wolności słowa w obszarze światopoglądowym. Zgoda na takie ograniczenie oznacza przyzwolenie na ograniczanie wolności słowa w innych kwestiach – stwierdził Wróblewski.

Zdaniem posła PiS bierność wobec propozycji Polska 2050 zagraża innym wartościom, takim jak ochrona rodziny oraz sprawom godnościowym. W ocenie prawnika, jest to niebezpieczne działanie, naruszające polską konstytucję i wolność słowa.

– Ma to także duże znaczenie w sporach światopoglądowych i kulturowych, które obecnie toczymy – wyjaśnił. Jak dodał, „w ostatnim czasie można zauważyć, że środowiska lewicowe i liberalne atakują wartości i przekonania osób wierzących i kierujących się etyką”.

– Problem jest głębszy. Nie chodzi tylko o spór dotyczący wyznawanych przez nas wartości. Strona lewicowa usiłuje za pomocą działań ustawodawczych i administracyjnych zepchnąć stronę chrześcijańską i konserwatywną poza margines, pozbawiając nas możliwości debaty. Jest to bardzo daleko idące działanie – podkreślił gość Radia Maryja. Wróblewski ocenił również, że Zjednoczona Prawica jest zdecydowanie przeciwko projektowi partii Szymona Hołowni.

– Często ci, którzy zgłaszają takie projekty, nazywają się liberałami, czyli wolnościowcami, ale w praktyce takie pomysły są antywolnościowe. Najczęściej te projekty ograniczają wolność słowa, wyznania i sumienia. Jest to paradoks, że my, ludzie tradycyjnych poglądów, bronimy wolności przeciwko tym, którzy mienią się liberałami – mówił poseł Prawa i Sprawiedliwości. Jego zdaniem „dostrzegamy dziś rozbieżność w zachowaniu lewicy”.

- Z jednej strony domagają się oni zakazu pokazywania zdjęć przez obrońców życia w związku z rzekomą traumą, jaką mogą wywołać u dzieci. Z drugiej jednak strony nie martwią się o dzieci mordowane w łonach swoich matek – wskazał prawnik, tłumacząc, że „lewica jest głucha i nie chce przyjąć argumentów dotyczących obrony życia”.

- Ochrona ta jest zagwarantowana polską konstytucją. Dotyczy to również innych kwestii, takich jak ochrona małżeństwa, rodziny i rodzicielstwa, także przestrzeni sporu jest dużo – stwierdził Wróblewski. Poseł PiS odniósł się również do kwestii obrony życia w Stanach Zjednoczonych, która po wyborze Joe Bidena na prezydenta jest poważnie zagrożona.

– W związku z kwestią obrony życia bardzo źle się stało, że polityk stojący tak mocno po stronie aborcji wygrał te wybory. Ze strony konserwatywnej wymaga to jeszcze większego zaangażowania, żeby nie dopuścić do daleko idących ograniczeń w tej sprawie – komentował Wróblewski. Poseł PiS zaznaczył, że nawet jeśli mamy różne poglądy w sprawach drugorzędnych, to nigdy nie możemy głosować za politykami, którzy popierają tzw. aborcję.

– Z jednej strony trwa batalia ideowa, a z drugiej jest to również ogromny biznes. Przemysł aborcyjny to obszar, w którym robione są pieniądze. Te dwa elementy bardzo mocno łączą się ze sobą – wyjaśniał gość audycji „Aktualności dnia” na antenie Radia Maryja.

– To nie jest zakaz pokazywania zabitych nienarodzonych dzieci, tylko w ogóle my mówimy o pokazywaniu treści drastycznych w przestrzeni publicznej. Tam, gdzie na przykład dziecko albo osoba dorosła o podwyższonej wrażliwości mogłaby się zetknąć z treściami, które byłyby dla niej głęboką traumą i są niestety. Przodują w tym organizacje pro-life. Sceny z rozerwanymi płodami, które pochodzą z podręczników medycznych lokuje się w przestrzeni miejskiej – tłumaczyła Hanna Gill-Piątek z Polski 2050. Parlamentarzystka twierdzi, że zainspirowali ją samorządowcy.

– Radni Krakowa zwrócili się z rezolucją do Sejmu i Senatu, żeby ten problem rozwiązać na poziomie przepisów. Jako Polska 2050 zaproponowaliśmy taki zapis, który zakleja pewną lukę prawną. Proponujemy zmianę w kodeksie wykroczeń w artykule 51, który w tym momencie ma takie brzmienie: „Kto hałasem, alarmem zakłóca spokój, porządek publiczny, spoczynek nocny lub wywołuje zgorszenie publiczne podlega każe aresztu, ograniczenia wolności lub grzywny. Proponujemy dodanie do tego artykułu słów, które objęłyby również tego typu prezentacje – zapowiedziała jedyna przedstawicielka partii Szymona Hołowni w Sejmie RP.

 

PZ