– Spodziewaliśmy się więcej zakażonych pacjentów po świętach. Nie ma, jest na średnim poziomie. Nasilenie może być w okresie wiosennym. Wiele osób, które transmitują wirusa zaraziło. Niewiele osób rozpoczęło szczepienie i uzyskuje odporność. Miliony ludzi w Polsce jest podatnych na zakażenie. Trzeba przeciwdziałać temu. Należy przestrzegać restrykcji, które z powodów ekonomicznych najpewniej zostaną poluzowane. Ważny jest rozwój programu szczepień, który obecnie jest ograniczony z powodu zmniejszenia dostaw preparatów przez Pfizera – mówił prof. Simon.

– Tempo (szczepień – przyp. red.) zależy od kilku czynników. Po pierwsze od przekonania społeczeństwa do szczepienia się. Coraz więcej osób zamierza zaszczepić się, pomimo protestu antyszczepionkowców – stwierdził medyk. Warto podkreślić, że istnieje także spore grono sceptyków, niesłusznie zaliczanych do „antyszczepionkowców”, którzy to zwracają uwagę na wiele nieprzebadanych jeszcze do końca czynników. Ponadto wciąż nie wiadomo, jak długo utrzymuje się odporność po szczepieniu, ani czy szczepionka blokuje dalszą transmisję wirusa.

– Ważna jest organizacja i dostępność szczepionek. Okazuje się, że są problemy z dostępem do szczepionki. Zamówiliśmy preparaty od firm takich jak: AstraZeneca, Moderna, Pfizer. Nie wszystkie preaparaty są gotowe do użytku. Zdecydowaliśmy się zaszczepić najpierw służby zdrowia, potem 80-latków i 70-latków. Martwi nas, że szczepi się inne osoby np. z wojsk terytorialnych. Żołnierze, adwokaci, prokuratorzy powinni poczekać na swoją kolej – twierdził lekarz.

W rozmowie z Medexpressem za wzór wyszczepienia postawiono Izrael, w którym szczepionkę przyjęło 20 proc. społeczeństwa. Pytany, czy Polska powinna zwiększyć tempo szczepień, prof. Simon odparł, że „oczywiście”. – Problem polega na tym, że nie mamy czym szczepić obywateli. Izrael ma lepszy dostęp do szczepionek. Jest zmilitaryzowanym krajem. Szczepi tam w dużym stopniu wojsko. Jest 4-5- krotnie mniejszym krajem niż Polska – mówił.

Doradca premiera odniósł się także do przedłużonych co najmniej do końca stycznia koronarestrykcji. – Nigdy nie byłem zwolennikiem skrajnych obostrzeń. Zakażeń jest dużo ponieważ część społeczeństwa nie myje rąk, nie dystansuje się i nie nosi masek. Przy obecnej skali zakażeń, oblężenia szpitali, dużej liczby zgonów, każdy powinien przestrzegać zasad epidemicznych. Jeśli ktoś twierdzi, że z powodu koronawirusa nie ma zgonów, to powinien się zgłosić na konsultację do psychiatry – grzmiał. Jego zdaniem, zakażeń byłoby mniej, jeśli wszyscy „przestrzegaliby wszystkich restrykcji”.

Doradca premiera ds. epidemii stwierdził jednocześnie, że informacje na temat „czeskiej mutacji koronawirusa” to „fake news”. – Są to nie potrzebne informacje. Wywołują niepotrzebną panikę wśród ludzi – dodał.