Doktor Martyka w swoim liście ubolewał, że „w nurt propagandy wpisuje się wielu przedstawicieli środowiska medycznego, wielokrotnie w swoich wypowiedziach zaprzeczając nie tylko wiedzy medycznej, ale nawet zdrowemu rozsądkowi".

- Jak w przypadku badań nad skutecznością amantadyny w zwalczaniu SARS-COV-2. Członek Rady Medycznej, organu pomocniczego premiera Mateusza Morawieckiego, prof. Krzysztof Simon twierdzi, że amantadyna wywołuje szybkie mutacje i nie wolno jej stosować, a co więcej — sugeruje, iż NIE POWINNO SIĘ W OGÓLE DOPUSZCZAĆ DO BADAŃ naukowych w tym zakresie. Również inny członek tej samej rady, prof. Andrzej Horban straszy toksycznością amantadyny. Ten sam prof. Horban, który jeszcze w 2009 roku zalecał amantadynę w ciężkim przebiegu infekcji grypowej - czytamy.

Opisując hipokryzję heroldów covidowej propagandy, doktor Martyka przypomniał, że w lipcu prof. Simon w wywiadzie telewizyjnym „zdecydowanie się wypowiadał przeciw wyjeżdżaniu na wakacje w czasie pandemii", a już miesiąc później w sierpniu udzielał wywiadu „nad morzem, gdzie profesor spędzał swój urlop".

Doktor Martyka uznał, że używane w covidowej propagandzie sformułowanie „pożądany odczyn poszczepienny [np.] nudności, bóle głowy czy wysoka gorączka [...] to oczywista bzdura".

- Nie istnieje w medycynie coś takiego, jak pożądany odczyn poszczepienny, a powyższe objawy są typowymi przykładami niepożądanych odczynów poszczepiennych - podkreślił.

Autor listu przypomniał, że "wiele miesięcy temu ostrzegał [...], że niezwykle przykrą konsekwencją koronapaniki jest pozostawianie starszych, lub młodych, ale poważnie chorych osób wymagających hospitalizacji bez możliwości kontaktu z bliskimi".

- Tacy ludzie, często bardzo emocjonalnie związani z innymi członkami rodziny zostają osamotnieni, bez możliwości odwiedzin w momencie, kiedy wsparcie najbliższych jest im najbardziej potrzebne. Warto tu wspomnieć o depresjach (koledzy psychiatrzy i psychologowie mają coraz więcej nowych pacjentów). Depresja idzie w parze także ze wzrostem bezrobocia. Jak wynika z wielu analiz – wzrost bezrobocia o 1% przyczynia się do wzrostu liczby samobójstw o ok. 1,1% - zaznaczył dr Martyka.

Lekarz był też świadkiem |omdleń, kiedy pacjenci (nawet mężczyzna w sile wieku) z powodu założonej maseczki mieli utrudniony dopływ tlenu".

- Po zdjęciu maski wracali powoli do siebie. Wtedy mówiłem, żeby nie zakładali w tym dniu maseczki, niezależnie od zaleceń ministra - napisał specjalista.

Doktor Martyka ostrzegał też przed skutkami zamknięcia służby zdrowia na diagnozowanie i leczenie chorób innych niż COVID-19.

- Podjęte działania będą kosztowały życie wielokrotnie większej liczby Polaków, niż sam COVID-19. To wszystko się sprawdziło. Mamy największą liczbę zgonów od wojny — i to wcale nie z powodu koronowirusa. Co ciekawe — wg Ministerstwa Zdrowia zostało zaszczepione 94% lekarzy. Wobec tego, dlaczego służba zdrowia nie otworzyła się w 100%, dlaczego nadal są przeprowadzane "teleporady", które jeszcze rok temu były traktowane jako działanie nieetyczne i groziły odebraniem prawa wykonywania zawodu? Skoro pracownicy szpitali są, wg oficjalnych informacji, całkowicie bezpieczni, to, jaki jest powód, aby dalej ciągnąć tę patologiczną sytuację? - zauważa.

Zdaniem doktora Martyki "dzisiaj mamy już pewność: zamykanie kraju jest całkowicie nieskuteczne".

- Doskonałym przykładem są Stany Zjednoczone, kraj bardzo dotknięty przez epidemię. Weźmy pod uwagę dwa stany — Florydę i Kalifornię. Stany bardzo popularne turystycznie, o podobnym klimacie. Różnica między nimi jest taka, że Kalifornia jest całkowicie zamknięta i ma bardziej dotkliwy lockdown, niż my w Polsce. Natomiast Floryda żyje praktycznie bez żadnych ograniczeń. A co mówią dane? W Kalifornii zachorowało 8,8% mieszkańców, na Florydzie 8,3% mieszkańców. Podobne przykłady można mnożyć - stwierdza.

W opinii doktora Martyki "z powyższych danych wynika jasno, że lockdown w żaden sposób nie pomaga w walce z koronawirusem, za to kosztował już życie dziesiątek tysięcy osób".

- Czy rząd poczuwa się do odpowiedzialności za tą tragedię? Absolutnie nie. Zapowiadają wprowadzenie dalszych ograniczeń, a lekarzom, którzy mają odwagę mówić, jak jest, grożą odpowiedzialnością dyscyplinarną - ocenia.

Autor listu twierdzi, że rząd oficjalnie zapowiedział fałszowanie statystyk zgonów, by sztucznie zwiększać ilość zgonów na covid.

- Podstawą do wprowadzenia dalszych ograniczeń jest oczywiście wzrost liczby zachorowań i zgonów. 4 promile zgonów do nikogo nie przemówią, więc należało odpowiednio przygotować dane. W jaki sposób? Oto cytat z wytycznych Ministerstwa Zdrowia odnośnie do kodowania przyczyny zgonów: "Kod wyjściowej przyczyny zgonu zostanie nadany przez lekarza — kodera [...] W przypadku wątpliwości dotyczących przyczyn przedstawionych na karcie zgonu lekarz - koder kontaktuje się w celu wyjaśnienia lub uściślenia przyczyn zgonu podanego przez lekarza stwierdzającego zgon poprzez bezpośredni kontakt z tym lekarzem, a także poprzez możliwość wglądu do dokumentacji medycznej pacjenta. [...] Choroby zakaźne jako przyczyny wyjściowe zgonów są nadrzędne w stosunku do chorób niezakaźnych [...] Dlatego COVID-19 oznaczony kodem U07.1 (przypadek potwierdzony) będzie stanowił wyjściową przyczynę zgonu". W skrócie: nawet jeżeli pacjent umrze z powodu nowotworu, zawału serca, marskości wątroby czy obrażeń odniesionych w wyniku wypadku komunikacyjnego — to w przypadku pozytywnego wyniku testu PCR — nadrzędną przyczyną zgonu będzie COVID-19. Szach — mat - podsumował lekarz.

Jan Bodakowski