Otóż w niemieckim mieście Hanau już nie tylko osoby niepełnosprawne, lub jak kto woli w nowomowie „osoby z niepełnosprawnościami”, czy matki z dziećmi mają wydzielone miejsca na parkingach. W tym mieście mogą na to liczyć również rozmaici „przedstawiciele mniejszości”. A konkretnie „osoby LGBT i imigranci”. W mojej opinii kogoś zdrowo pogibało, żeby nie ująć tego dosadniej. Jednak jest opinia przedstawiciela „uprzywilejowanej większości”.

Zaparkowałbym ale się brzydzę

Jak podała niezawodna i znana z walki o wolność i tolerancję „polska” redakcja „Deutsche Welle”: „W niemieckim Hanau w kraju związkowym Hesja na jednym z podziemnych parkingów pojawiły się trzy miejsca dla „przedstawicieli mniejszości”, które to pojęcie obejmuje osoby ze środowisk LGBTQ+ oraz imigrantów. Wydzielone miejsca są oznaczone tęczą. Thomas Morlock, miejski radny i szef rady nadzorczej Hanauer Parkhaus GmbH, tłumaczył, że miejsca są przeznaczone dla tych grup, które potrzebują szczególnej ochrona, a same miejsca mają być stale kontrolowane przez kamery wideo. Rzekomo nikt nie będzie jednak sprawdzał, czy osoby tam parkujące naprawdę należą do środowiska LGBT+, lub są imigrantami. Tylko jak wyjaśniły władze spółki Hanauer Parkhaus GmbH, która zarządza obiektem, chodzi raczej o symboliczne wydzielenie parkingu. Cóż czyli ja też mogę parkować. Nawet jako biały hetero, który do Niemiec przyjechał w ramach umowy z Schengen, a nie tęczowy, czy inny „ludź alfabetu” (jak całe to towarzystwo ostatnio określił jeden z najbardziej znanych amerykańskich komików, nomen omen murzyn), ani nielegalny imigrant, co trzy tygodnie tułał się po lasach na polsko-białoruskim pograniczu, a potem kuzyn przewiózł go z Białegostoku do Niemiec. Dzięki łaskawcy. Jednak proponuję, żebyście sobie to miejsce sobie wsadzili tam gdzie Słońce nie dochodzi. I parkować nie będę, bo się brzydzę.

Aj waj krytyka

Oczywiście tak głupi pomysł musiał się doczekać jakiejś reakcji, ze strony choć części osób, którym polityczna poprawność nie wyżarła do końca mózgu. Jak podaje „Deutsche Welle”: „Sprawa szybko wzbudziła jednak kontrowersje w internecie, zwłaszcza na serwisach, takich jak Twitter czy Facebook. Wielu użytkowników krytykowało władze parkingu. Takie osoby pytały, czemu robi się specjalne miejsca dla osób LGBT+, a nie na przykład dla emerytów, osób żyjących w ubóstwie czy dla ludzi zmagających się z chorobami”. Cóż pytania zasadniczo słuszne i logiczne. Oczywiście do tej krytyki politpoprawniacy podeszli tak samo, jak standardowo do krytyki swoich działań podchodzą Żydzi – zarzucili wszystkich nietolerancję, chamstwo i małostkowość oraz ogłosili, że „są jednak i tacy użytkownicy sieci, którym pomysł z Hanau się spodobał. Uważają, że jest to "przykład szerzenia tolerancji”. Cóż z LGBTQusami jest podobnie, jak z Żydami. Gdy ktoś im mówi, żeby się od czegoś powstrzymali, bo za bardzo przeginają bagietę, to ci w rewanżu go wysyłają albo do więzienia, albo przynajmniej na jakieś warsztaty antydyskryminacyjne. Oni po prostu już tak mają. Tęczowy (Żyd, nielegalny imigrant, weganka, feministka) zawsze ma rację, gdy nie ma racji patrz punkt powyżej. Ogólnie miejsca parkingowe dla tęczowych i imigrantów to jeden z tych pomysłów współczesnego lewactwa który pochodzi z tylnej części ciała i dokładnie tam można go sobie wsadzić.

Jest jednak jeszcze jeden taki malusi, prawie niepozorny problem – otóż Niemcy to naród bardzo przebiegły i okrutny. Najpierw segregują, a następnie zabierają całą własność, zamykają w obozach, mordują, palą w piecach krematoryjnych, ewentualnie robią z twojej skóry abażury do lampek nocnych, a z przetopionego tłuszczu mydło. To już wszystko było, więc na miejscu działaczy LPG i imigrantów parkujących w Hanau na miejscach wydzielonych obawiałbym się, że kiedy wiatr historii w Deutschlandzie znowu się zmieni to nagrania z owych kamer wylądują w jakimś niemieckim gestapo przyszłości, a oni sami poznają piece krematoryjne od środka. Czego im nie życzę, bo nawet tęczowy, czy somalijski imigrant – gwałciciel wykonujący trudną i odpowiedzialną pracę handlarza narkotyków to też ludzie. Pozostaje jeszcze tylko tytułowe pytanie, czy bycie LGBTQWA, albo nielegalnym imigrantem jest chorobą? Wydaje mi się, że jednak nie, ale co taki staruszek jak ja może wiedzieć o nowoczesności.

 

Piotr Stępień