Projekt Niedzielskiego upadł, bo nie było na niego zgody nawet w łonie samej partii rządzącej. Część PiS buntowała się przeciwko niemu otwarcie. Postanowiono więc najpierw zgłosić projekt poselski. Jego twarzą postanowił zostać (kazano mu?) poseł PiS Czesław Hoc (zapamiętajmy to nazwisko. Znajdzie się kiedyś na liście hańby sanitaryzmu). Na początku zbieranie podpisów szło nawet gładko, ale po oburzeniu opinii publicznej część posłów wycofała wsparcie. Wtedy marszałek Sejmu Elżbieta Witek wpadła na pomysł spotkania z opozycją, aby zdobyć szersze poparcie dla projektu. Chociaż mówiła po spotkaniu, że wszystko idzie w dobrą stronę przedstawiciele opozycji przedstawiali to inaczej.

Witek mówiła: "Widzę szansę na to, żeby móc wypracować takie wspólne stanowisko, które nas nie podzieli, a podejdziemy do tego ponad podziałami politycznymi i będziemy potrafili w tej trudnej sytuacji działać wspólnie". Borys Budka oceniał to jednak inaczej: „Niestety na tym spotkaniu nie było ministra zdrowia, nie było też ekspertów z Rady Medycznej oprócz dyrektora szpitala tymczasowego i niestety nie usłyszeliśmy żadnego konkretu. To było spotkanie towarzyskie u pani marszałek". Dodał też: "Tak naprawdę pani marszałek Witek nie miała niczego konkretnego do zaproponowania, tylko wychwalała rząd, mówiąc, że na całym świecie są problemy z pandemią. Raz jeszcze chcę podkreślić - rząd ma wszystkie narzędzie w swoich rękach, by wprowadzić rekomendacje Rady Medycznej".

Wydaje się jednak niestety, że rząd poszedł za radą Budki i postanowił wprowadzić przymus szczepień nie na poziomie sejmu, ale praktyki. Rzecznik Głównego Inspektoratu Pracy Juliusz Głuski-Schimmer powiedział: „Przepisy nie przewidują karania pracodawców za przymuszanie pracowników do szczepień”. Powiedział też: "W aktualnym stanie prawnym brak jest przepisu zabraniającego pracodawcy, pod groźbą kary, żądania, aby pracownik poddał się szczepieniu przeciwko COVID-19. Zatem inspektorzy pracy, w przypadku stwierdzenia takich sytuacji, poprzestają na działaniach informacyjnych, zgodnych z aktualnym stanowiskiem Państwowej Inspekcji Pracy w sprawie szczepień". Dodał też: "Zgodnie z art. 1 Kodeksu wykroczeń, odpowiedzialność za wykroczenie ponosi ten tylko, kto popełnia czyn społecznie szkodliwy, zabroniony przez ustawę obowiązującą w czasie jego popełnienia pod groźbą kary aresztu, ograniczenia wolności, grzywny do 5000 złotych lub nagany".

Są to zdumiewające stwierdzenia. Z jednej strony pracodawcy ścigani są za najmniejsze uchybienia w sprawie RODO, a teraz okazuje się, że żądanie ujawnienia poufnych informacji medycznych od pracownika nie jest przestępstwem. Co więcej, pracodawca ma prawo zmuszać pracownika do wzięcia udziału w eksperymencie medycznym. Główny Inspektorat Pracy, widząc nadużycia w postaci dyskryminowania czy zwalniania pracowników, jedynie „informuje”.

Jest to przerażająca zgoda na masową dyskryminację pracowników. Szef GIT mówi, że skargi pracowników są nieliczne, ale po takiej wypowiedzi pracodawcy poczują się pewnie. Jeśli nawet wśród nich nie dominowaliby zwolennicy przymusu, to jednak mogą decydować się na ten krok z powodu presji ze strony państwa. Teraz wysyłani na kwarantannę są tylko ci, którzy są niezaszczepieni (co jest absurdalne i jest dyskryminacją, bo zaszczepieni też zarażają). Dla zakładów pracy jest to duże utrudnienie. W ten sposób szybko możemy dojść do praktycznego przymusu szczepień. Oczywiście, masz wybór, ale jeśli się nie zaszczepisz nie będziesz pracować.

 

 

Najnowsza książka autora pt. „Wyprane mózgi. Jak przez kontrolę umysłów niszczy się naszą cywilizację i zniewala ludzi” do nabycia na stronie: https://capitalbook.com.pl/pl/p/Wyprane-mozgi.-Jak-przez-kontrole-umyslow-niszczy-sie-nasza-cywilizacje-i-zniewala-ludzi-Chris-Klinsky/4689?gclid=Cj0KCQiAhf2MBhDNARIsAKXU5GQly1pQrVX3_2EQ6vli0R6Hm8ovhLtZUk48s7PwyT1azabyCn0GYDkaAhr3EALw_wcB