John Leguizamo skrytykował fakt, że James Franco został obsadzony w roli Fidela Castro. Leguizamo to kolumbijski aktor, który jest jednym z najbardziej lubianych aktorów w Hollywood. W ciągu swojej kilkudziesięcioletniej kariery wystąpił w ponad stu filmach i serialach telewizyjnych. Odebrał nagrodę Emmy w 1999 roku, ale został nominowany do trzech kolejnych Emmy, w tym za role w Waco z 2018 roku i "Kiedy nas widzą w 2019 roku".

Projekt, który wywołał jego gniew, to Alina z Kuby, wyreżyserowana przez Miguela Bardema na podstawie scenariusza Nilo Cruza, opartego na prawdziwej historii nieślubnej córki Fidela Castro, Aliny Fernandez, granej przez Anę Villafañe. W filmie, który opowiada o jej podróży po wygnaniu z Kuby i zostaniu jednym z najgłośniejszych krytyków Fidela, ostatnio obsadziła Míę Maestro jako matkę Aliny, Naty Revueltę, u boku Franco jako Castro. Obsadzenie Franco, który jest pochodzenia portugalskiego, szwedzkiego i rosyjskiego żydowskiego, wzbudził niepokój wielu ludzi w społeczności latynoamerykańskiej i poza nią. Jak dotąd nominowany do Oscara za "127 godzin" nie skomentował tej reakcji.

Na Instagramie Leguizamo zrobił zrzut ekranu z ogłoszenia o ostatecznym terminie i podzielił się swoimi przemyśleniami na temat castingu. Zapytał po prostu: „Jak to się jeszcze dzieje?” krytykuje Hollywood za kradzież narracji latynoskich, a jednocześnie wyklucza wykonawców latynoskich. Skrytykował też fakt, że trudno będzie opowiedzieć historię Fidela Castro bez wyolbrzymiania go. Zakończył mówiąc: „Nie mam problemu z Franco, ale on nie jest Latynosem!”

Inną kontrowersją, bardziej uzasadnioną, jest oskarżenie Franco o molestowanie kobit podczas warsztatów aktorskich.