Głosy sprzeciwu i polityczna bierność nie dziwią. W końcu polskie gminy przeznaczają rocznie 250-280 mln zł na walkę z bezdomnością zwierząt, z czego zdecydowana większość pieniędzy trafia do hycli oraz właścicieli schronisk. Zainteresowanych utrzymaniem status quo jest wielu, ponieważ mamy tu do czynienia z dochodowym biznesem, który dodatkowo stwarza spore pole do nadużyć. Jako że w Polsce nie obowiązuje system identyfikacji zwierząt, część z nich może być wielokrotnie oddawana do różnych placówek. Oczywiście wszystko to wiąże się z kosztami, które ponosimy my – podatnicy. Ponadto mnóstwo schronisk bardziej przypomina mordownie, w których stłacza się setki, a nawet tysiące czworonogów. Ich warunki bytowe pozostawiają przy tym wiele do życzenia. Liczy się ilość, a nie jakość, bo za każdego psa czy kota schroniska otrzymują konkretne sumy. I tak interes się kręci.

Czy istnieje zatem szansa na dokonanie gruntownej reformy systemu? W 2021 roku wiceminister Anna Gembicka powołała grupę roboczą w ramach Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi, która zrzesza reprezentantów resortu oraz przedstawicieli organizacji kynologicznych i prozwierzęcych. Profesjonalnym hodowcom zależy na opracowaniu i wdrożeniu pakietu rozwiązań prawnych, które pomogą raz na zawsze zakończyć problem bezdomności zwierząt. Pomysły zaprezentowane przez Polskie Porozumienie Kynologiczne (PPK) oraz Fundację Karuna Beaty Krupianik koncentrują się na kastracji, sterylizacji i chipowaniu. W opinii ekspertów są to rozwiązania skuteczne i wielokrotnie przetestowane na Zachodzie. Na ten moment ich projekt czeka na zielone światło w resorcie rolnictwa. Niestety jednak pewnym grupom bardzo zależy na tym, aby zablokować nadchodzące zmiany.

„Okazuje się, że nikt nie chce tych pieniędzy. Warto więc zauważyć, że część schronisk stałaby się zbędna, część zrzutek (na dziesiątki, setki tysięcy złotych) stałaby się przynajmniej podejrzana, a oddawanie tego samego kundelka w różnych gminach i branie na niego pieniędzy z samorządów jako zawsze bezdomnego i wyłapanego stałoby się dzięki chipowaniu niemożliwe. Oto całe misterium braku zielonego światła. Naszym zdaniem to proste. W ministerstwie od czasów Grzegorza Pudy jest człowiek czy ludzie związani z biznesem animalsów i dopóki to jego czy ich zdanie jest najważniejsze, sprawy kastracji, sterylizacji, bezdomności nie ruszą, a wszystko, na co wpadnie resort, to co najwyżej dodatkowy podatek nazywany opłatą przy szczepieniach, czyli branie pieniędzy od Polaków, ale i to pewnie nie przejdzie, a nie mamy czasu na udawane ruchy” – zauważa prezes PPK Piotr Kłosiński.

Sztandarowy postulat wysunięty przez Polskie Porozumienie Kynologiczne polega na stworzeniu specjalnego funduszu do walki z bezdomnością zwierząt, który umożliwiłby radykalne, a docelowo całkowite zwalczenie problemu. Co istotne, chodzi o system zasilany z dobrowolnych składek hodowców, a więc prywatnych organizacji. Nie ma więc tu mowy o dalszym wykorzystywaniu środków publicznych, czyli de facto pieniędzy obywateli. Założenie projektu jest proste – zamiast marnować setki milionów na hyclów i wątpliwej jakości schroniska, lepiej postawić na kastrację i chipowanie zwierząt. Jedyny szkopuł tak naprawdę tkwi w środowiskach, które z patologicznej sytuacji uczyniły niezłe źródło zarobku. Jak nie trudno się domyśleć, tak łatwo tej sprawy nie odpuszczą. Na szczęście programem reform zainteresował się m.in. były minister rolnictwa Jan Krzysztof Ardanowski.

„Jestem wdzięczny za to spotkanie. Kiedyś staliśmy murem za ministrem Ardanowskim, kiedy ekstremiści prozwierzęcy i niemalże korporacje zbijające fortuny na udawanej pomocy zwierzętom próbowały atakować legislacyjnie nie tylko rolników, ale także hodowców psów rasowych. Dzisiaj te same środowiska blokują walkę z bezdomnością psów. Dlaczego? To proste. Mamy prosty projekt. Hodowcy chcą dać miliony złotych na chipowanie, sterylizację i kastrację. To dobrowolna danina, np. 10 proc. od kwoty za jednego szczeniaka rasowego. W skali Polski to miliony złotych” – twierdzi lider polskich kynologów Piotr Kłosiński, relacjonując spotkanie z połowy listopada z Janem Krzysztofem Ardanowskim, Przewodniczącym Rady do spraw Rolnictwa i Obszarów Wiejskich, który zadeklarował się poinformować o sprawie Prezydenta Andrzeja Dudę i Pierwszą Damę.