– Wiceszefostwo klubu nie wiąże się z jakimiś apanażami, nie ma się grosza więcej, tylko się więcej pracuje. W opozycji nie ma korupcji politycznej. Co my jesteśmy w stanie zaoferować? Ciężką pracę i dużo emocji i bardzo ciężki rok, który jest przed nami

– mówił Tomasz Siemoniak w "Faktach po faktach" na TVN24.

A co na ten temat uważał drugi gość programu, Patryk Jaki? Zdaniem polityka Zjednoczonej Prawicy oraz byłego kandydata na prezydenta Warszawy, przejście posłów Nowoczesnej do klubu PO-KO zostało uzgodnione w zamian za... miejsca na liście do Parlamentu Europejskiego. Czy to przypadkiem nie jest ta słynna "korupcja polityczna"?

– Gdybym miał na chwilę zamienić się w politologa, to pewnie diagnoza byłaby taka. Gdybym miał na chwilę zamienić się w takiego obserwatora, to pewnie zwróciłbym uwagę na to, że sama Platforma się wzmacnia, natomiast Koalicja Obywatelska jako taki twór, który miałby zjednoczyć opozycję i stanowić skuteczną broń do walki z obozem Zjednoczonej Prawicy, się osłabił. Pada taki miraż związany z tym, że my jesteśmy wspólnotą wartości, która chce odsunąć Zjednoczoną Prawicę od władzy. Wprost przeciwnie

– mówił Patryk Jaki.

– Nie tylko to, co się dzisiaj wydarzyło, to nie jest taka forma współpracy, a wręcz kanibalizm polityczny, ale sam sposób, w jaki to się odbyło, to znaczy brak postulatów czy dyskusji programowej po obu stronach dzisiaj, które prowadzą ten konflikt, wskazuje na to, że – dla mnie jako jeszcze młodego człowieka, ale doświadczonego polityka – tutaj mogą wchodzić w grę miejsca czy handlowanie miejscami do PE. Jestem niemal przekonany, że czas pokaże, że mam rację, że te osoby, które dzisiaj odchodzą z klubu N do Platformy, jednocześnie ugrały dla siebie miejsca do PE

– stwierdził Patryk Jaki.