Gwiazdami podczas konferencji byli Jan Tomasz Gross, z Instytutu Badań Literackich. Wystąpienia profesorów urągały wszelkim zasadom  wiarygodności przedstawianych faktów historycznych. Celem tego dziwnego wydarzenia miała być promocja „nowej polskiej szkoły historycznej” , która w rzeczywistości ma niewiele wspólnego z prawdziwymi badaniami historycznymi.  Na konferencję nie zaproszono przedstawicieli naukowców z IPN, którzy zajmują się historią II wojny światowej i zbrodni niemieckich oraz problematyką żydowską na terenach okupowanej Polski. Tam obecność swoją mogli zaznaczyć jedynie ci, którzy opluwają naszą historię, przedstawiając ją w fałszywym świetle.


Konferencja miała na celu uświadomić zebranym, jakim podłym narodem są Polacy, ile zbrodni przeciwko Żydom mają na sumieniu. Tym samym zaplanowano zbiorową mistyfikację.  Dowiedzieliśmy się, że Polacy brali masowy udział w zagładzie Żydów, że z rąk Polaków zginęło więcej Żydów niż z rąk Niemców. Przedstawiano książkę „Dalej jest noc. Losy Żydów w wybranych powiatach okupowanej Polski” pod red. Barbary Engelking i Jana Grabowskiego. To szczególna publikacja, w której w dwóch tomach zmanipulowano niezgodny  z rzeczywistymi faktami obraz zagłady Żydów przez Polaków. Piotr Gontarczyk historyk IPN, specjalista  badający zbrodnie niemieckie, losy Polaków i Żydów na terenach Polski określił zarówno konferencję, jak i publikację Barbary Engelking jako „próbę przebudowy historii Polski”. Jest to bardzo groźne zjawisko, bo poprzez nie stara się kreować obraz okrutnych, zdziczałych Polaków, żądnych żydowskiej krwi. „Dalej jest noc”, na którą powoływali się prelegenci, to wzór, jak nie należy pracować nad publikacją historyczną. Gontarczyk mówi o  manipulacji faktami, wycinaniu tych, które nie pasują do przedstawianej tezy, przedstawianiu opinii fałszywych świadków. Ja to wygląda? Wystarczy przytoczyć jeden przykład. Otóż w  jednej ze spraw sądowych toczącej się po wojnie zeznawał świadek, który powiedział, że w trakcie opisywanych wydarzeń grał w piłkę z kolegami przy cmentarzu żydowskim.  W książce możemy przeczytać, że chłopak grał w piłkę na cmentarzu żydowskim. Mała korekta zeznań, a mówi bardzo wiele o rzekomym zdziczeniu Polaków.
Wystąpienia prelegentów podczas konferencji niosły ze sobą duży ładunek emocji, podkręcany jeszcze metodą histerii. Wystarczy odsłuchać wystąpienia Jacka Leociaka, który bredząc o winach Polaków, wrzeszczał, niemal wychodził z siebie. Przekonywał, że Polacy są odpowiedzialni za losy Żydów, a dzisiejszy rząd próbuje ich wybielić. Ale „prawda” historyczna przetrwa wieki i będzie trwać, nawet gdyby Polacy rozkopywali żydowskie groby i zamiast kości wkładali w nie kamienie.


Trudno się dziwić, że na takie szkalujące pomówienia grupa zebranych na sali Polaków reagowała gwałtownie. Oburzony był tym Grabowski, który w późniejszym wywiadzie udzielonym Tomaszowi Lisowi przekonuje, że Francuzi „zobaczyli twarz lat 30, twarz nienawidzącego nacjonalizmu. W tej grupie ludzi widziałem księdza”. I dalej kontynuuje swój wywód: „ Od kilku lat mamy dobrze ugruntowującą się reputację ciemnogrodu. Od czasu polskiej ustawy o Holokauście jest fatalnie – wiem o czym mówię. Cały czas pracuję na Zachodzie. To wszystko nam szkodzi, ale jest już fatalnie. Wizerunek Polski jest katastrofalny”.  Gdyby tak było w rzeczywistości, nawet nie można się dziwić, że tak nas spostrzegają. Przecież przez cały czas ludzie pokroju Grossa, Grabowskiego, Engelking pracują na to wytrwale. Ich wywody trafiają na podatny grunt, na którym rozpętuje się wojnę polsko-żydowską. Przygotowuje się grunt dla realizacji amerykańskiej ustawy o zwrocie mienia pożydowskiego. Zupełnie bezprawnie, bo ta sprawa została dawno zamknięta, jeszcze w czasach PRL, gdy ówczesny rząd PRL zobowiązał się do restytucji mienia pożydowskiego. Ostatnia rata spłaty to rok 1981.


A na tej fali nienawiści łatwo niektórym naukowcom zrobić karierę, zaszokować opinią społeczną. A wykorzystują to doskonale tacy ludzie jak Gross, Grabowski, Engelking. Na ich kłamliwe badania nie powinno się dawać żadnych grantów. Minister szkolnictwa wyższego musi o to zadbać.