Bohaterem filmu jest mały uchodźca z Syrii dwunastoletni Zejn, który mieszka w bejruckich slumsach razem ze swoją arabską rodziną. Rodzice chłopca są zaczadziali patologiczną arabską tożsamością kulturową, skutkiem czego oddają siostrę chłopaka, 11-letnią dziewczynkę, która miała pierwszą miesiączkę za mąż za starego faceta, który ją gwałci. Niedopuszczalne w naszej zachodniej przestrzeni kulturowej zbrodnicze przymusowe małżeństwa nieletnich są normą w arabskiej dziczy (również i wśród arabskich imigrantów w Europie Zachodniej – co jest akceptowane przez lewice na zachodzie).

 

Przegrana brutalna walka chłopca z jego zaczadziałymi arabską tożsamością rodzicami zmusza go do ucieczki z domu. Jego cierpienia na ulicy, podobnie jak cierpienia innych dzieci (głód, bezdomność, powszechna agresja ze strony narkomanów, kryminalistów i pedofilów), są powszechnie ignorowane. Pomocy, chłopcu udziela tylko, znajdująca się w podobnej złej sytuacji, czarnoskóra imigrantka, chrześcijanka z Etiopii. Film ukazuje piekło biedy, samotności, braku wsparcia, wykorzystywania ekonomicznego imigrantów, teoretycznych państw, braku solidarności. Obraz uświadamia, jak wielkie mają szczęście, żyjąc w kraju zakorzenionym w tożsamości zachodniej wyrosłej z chrześcijaństwa, wolnym od destruktywnej arabskiej tożsamości. Uświadamia też jak ważną misją dla zachodu, jest zachowanie swojej tożsamości i narzucenie jej w duchu kolonializmu.

 

Reżyserka filmu nie ukrywa, że zrobiła swój film, by być głosem tych, których losem się nie przejmuje - „Gdy zbierałam materiały do pracy nad scenariuszem, natknęłam się na wiele przypadków dzieci, których narodziny nie zostały udokumentowane, bo ich rodziców nie stać było na dokonanie odpowiednich formalności. Tym samym te dzieci stały się niewidzialne dla społeczeństwa i prawa. Wiele z nich umiera, choćby dlatego, że nie posiadając dokumentów, nie mają dostępu do publicznej służby zdrowia. Umierają niezauważone przez nikogo, tak jakby faktycznie nie istniały”. „Wszystko, co widać na ekranie to efekt moich wizyt w miejscach dotkniętych skrajną biedą, w obozach dla uchodźców, więzieniach dla nieletnich. Odwiedzałam je sama, ukryta za słonecznymi okularami i czapką z daszkiem. „Kafarnaum” wymagało trzech lat przygotowań […] Zdjęcia miały miejsce w regionach miasta dotkniętych biedą, pomiędzy murami, które były świadkami identycznych tragedii”.

 

Dla lewicy film zapewne jest głosem na rzecz przyjmowania imigrantów i upowszechnienia aborcji (z racji na to, że imigranci żyją w biedzie, na zachodzie byłoby im lepiej, i mają dużo dzieci cierpiących biedę, które jakby się zabiło, to by tej biedy nie cierpiały). Taka prostacka lewicowa egzegeza jest kusząca, ale warto sobie zadać pytanie, jakie są przyczyny cierpień bohaterów.

 

Kraje Afryki i Bliskiego Wschodu są biedne i pełne niesprawiedliwości, ponieważ w VII wieku islamiści zlikwidowali w nich chrześcijaństwo, nie udało się ich wyzwolić w czasie krucjat, i w połowie XX miał w nich miejsce proces dekolonizacji (której jakby nie było to by były dziś bardziej słoneczną Europą Zachodnią). Odmienię od krajów Afryki i Bliskiego Wschodu na zachodzie jest dobrobyt i większy poziom sprawiedliwości, bo zachodnia Europa miała szczęście być w obszarze cywilizacji chrześcijańskiej, która zapewniła rozwój dobrobytu, cywilizacji technicznej, nauki i praw obywatelskich (niezależność Kościoła od władzy cywilnej na zachodzie była wzorem dla nieuniezależnienia się obywateli od władzy). Kolonializm, niestety często nie w pełni, tę zachodnią kulturę eksportował poza Europę (co skutecznie zablokował i zniszczył Związek Sowiecki, by móc eskortować swój model ustrojowy – tyranie, nędze i zapaść cywilizacyjną).

 

Dzisiejszy dramat imigrantów wynika z brutalnej gry interesów (Rosji, Iranu, Turcji, Arabii Saudyjskiej, USA i Izraela). Kraje Bliskiego Wschodu w wyniku takiej gry interesów zostały pchnięte w stan anarchii (na czym między korzysta Izrael, pozbywając się nieprzychylnych państw, Ameryka i Rosja, zdobywając dostęp do surowców, sojusznik USA Arabia Saudyjska mogąc eksportować islamizm, Turcja, likwidując mniejszości narodowe). Owocem tej ohydnej gry interesów jest realna tragedia ludzi uciekających przed wojną.

 

Oczywiście najgłupszym rozwiązaniem jest importowanie z Bliskiego Wschodu do Europy imigrantów. Po pierwsze dlatego, że na Bliskim Wschodzie można pomóc im skuteczniej (te same środki na Bliskim Wschodzie pozwalają pomóc większej ilości potrzebujących niż w Europie). Po drugie dlatego, że imigranci z Bliskiego Wschodu przywleką swoją patologiczną tożsamość kulturową, swoją pogardę dla wartości zachodu, i zamiast znaleźć azyl od arabskiej destrukcyjnej tożsamości w Europie, zniszczą humanitarną przestrzeń kulturową zachodu.

 

Jan Bodakowski